Cool, trochę zbyt cool
"Tworzenie modeli biznesowych. Podręcznik wizjonera" to książka bardzo nowoczesna. Świetnie napisana i narysowana. W nowym, dopieszczonym formacie. Jest wyznaniem wiary w ekonomię 2.0, z której wyrosły fortuny Google’a i Facebooka. Siłą rzeczy jest jednak dość słabo dopasowana do polskich realiów biznesowych.
Szwajcarzy Alexander Osterwalder i Yves Pigneur wyszli ze słusznego założenia, że na rynku zachodniej literatury biznesowej pojawiła się ciekawa nisza. Owszem, istnieje zatrzęsienie poradników o tym, jak właściwie przygotowuje się model biznesowy. Ale żaden z nich nie jest dostatecznie cool. Autorzy zebrali więc w jednym miejscu wszystko to, co zdecydowało o sukcesach Skype’a czy Apple’a. Na tych (i wielu innych przykładach) uczą pisania biznesplanu oraz jego umiejętnego sprzedawania. Zwłaszcza ta ostatnia umiejętność wychodzi w "Tworzeniu modeli" na plan pierwszy. Efektem jest oryginalny podręcznik. Inspirujący, ale mogący też budzić opór i niezrozumienie.
Idealny odbiorca tej książki to jeden z młodych, ubranych z wyszukaną nonszalancją miniprzedsiębiorców siedzących nad swoim makiem (rzecz jasna coworking, nie żadne biuro), sączący club mate i szlifujący najnowszą prezentację (oczywiście w Prezim, broń Boże w PowerPoincie!) na spotkanie z aniołem biznesu, dzięki któremu uruchomi upragniony start-up (jakaś wyszukiwarka albo portal społecznościowy), zarabiając na nim grube miliony. Jeśli któryś z szanownych czytelników jest na tym właśnie etapie swojego przedsiębiorczego życia, musi kupić książkę Osterwaldera i Pigneura natychmiast i zastosować ją w proporcjach 1 do 1. Powinni po nią sięgnąć także ci menedżerowie (od średniego szczebla w górę), którzy chcą trochę przewietrzyć atmosferę pracy w podległym sobie zespole.
Reszta też może przeczytać "Tworzenie modeli...", ale należy jej się zawczasu pewne ostrzeżenie, by uniknąć późniejszego zawodu. Ta książka da czytelnikowi solidny i orzeźwiający łyk wiedzy o tym, jak to robią interesy najlepsi w sercu zachodniej innowacyjności, czyli głównie w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej. Wyobrażam sobie czytelnika, który po przeczytaniu książki biegnie do szefa z kartonem pod pachą i zaczyna rysować stworzony przez Osterwaldera dziewięcioelementowy szablon modelu biznesowego dopasowany do charakteru naszych obu półkul mózgowych. "Kowalski" - usłyszy pewnie. "Siadaj i się nie popisuj, my tu mamy teraz pożar, to nie czas na wyrafinowane modele".
Proszę wybaczyć odrobinę ironii. Kryje się za nią sceptycyzm co do tego, by wszystkie narracje biznesowe z Zachodu dało się szybko i łatwo przeszczepić w Polsce. W naszym kraju dominuje wciąż bardzo konserwatywna kultura biznesu. Pozowaniem na nowinkarza wyposażonego w oryginalne dziewięcioelementowe szablony można czasem zyskać sobie dobrą opinię innowatora, ale ryzyko, że zostanie się sklasyfikowanym jako niebezpieczny i niepoważny idealista, też jest spore.
Miałem kiedyś szefa, który mawiał: "Ten tekst jest dobry. Bardzo mi przykro, ale ten tekst jest chyba trochę za dobry". Po czym przerabiał go według swojego gustu albo w ogóle nie drukował. Nienawidziłem go za to. Teraz jednak chętnie sięgnę po jego dykteryjkę. "Tworzenie modeli biznesowych" Osterwaldera i Pigneura jest cool. Boję się jednak, że może być trochę za bardzo cool.
@RY1@i02/2012/044/i02.2012.044.186001200.802.jpg@RY2@
Alexander Osterwalder, Yves Pigneur, "Tworzenie modeli biznesowych. Podręcznik wizjonera", Helion/One Press, Gliwice 2012
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu