Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

To nie jest kryzys, jaki znamy

12 marca 2020

Lekarstwo na stare choroby niekoniecznie musi zadziałać na te nowe. Nie da się leczyć recesji, która nadciąga za pandemią koronawirusa, metodami z roku 2008

Niemal w każdej zapaści gospodarczej od połowy lat 90. pierwszoplanową rolę odgrywał sektor finansowy. Kryzys azjatycki z 1997 r., kryzys rosyjski rok później, pęknięcie bańki dotcomów w 2002 r., no i oczywiście światowy kryzys z 2008 r. – wszystkie zaczynały się od załamania kursu waluty, obligacji czy akcji. Dopiero w kolejnej fazie wirus przenosił się na realną gospodarkę.

Tym razem może być inaczej. Różnice najłatwiej pokazać, porównując, co się działo na świecie w latach 2007–2008, z tym, z czym mamy już do czynienia dziś. Początek kryzysu sprzed 12 lat to załamanie płynności sektora finansowego. Źródłem problemu były kredyty hipoteczne rozdawane przez amerykańskie banki na prawo i lewo. Konsumenci – często o wątpliwej zdolności kredytowej – przestawali spłacać zadłużenie i już w pierwszej połowie 2007 r. zaczęły upadać instytucje finansowe. A ponieważ amerykańska inżynieria finansowa była podówczas bardzo innowacyjna, ktoś wpadł na pomysł, żeby zarobić kilka razy na jednym długu, i wyemitowano obligacje, których zabezpieczeniem były kredyty hipoteczne. Handlowano nimi w najlepsze: instrumenty kupowały największe banki, nie do końca jednak mając świadomość, co się za nimi kryje. Mimo wysokich ratingów w portfelach, obok sprawnie spłacanych kredytów, były też śmieci.

Pozostało 91% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.