Przed nami boom inwestycyjny
Bujak: Jesteśmy prawdopodobnie najbardziej atrakcyjnym miejscem w Europie dla lokowania produkcji przenoszonej z Azji
fot. mat. prasowe
Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP
Z najnowszego raportu UNCTAD – agendy ds. handlu i rozwoju ONZ – wynika, że napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski w ubiegłym roku spadł i jest też wyraźnie niższy niż w 2018 r., bo o ok. 6 mld dol., czy powinniśmy się martwić tymi liczbami?
Spadek bezpośrednich inwestycji zagranicznych w trakcie pandemicznego szoku w 2020 r. – szczególnie inwestycji typu greenfield, czyli tworzonych zupełnie od zera na niezabudowanym terenie – to zupełnie zrozumiała rzecz. Skrajnie wysoka niepewność towarzysząca wybuchowi pandemii wszędzie na świecie ograniczyła aktywność inwestycyjną trwalej niż konsumpcję czy przepływy handlowe. Pozytywne w tych danych jest to, że w przypadku Polski spadek napływu inwestycji był mniejszy niż do innych krajów, dzięki czemu zwiększył się nasz udział w inwestycjach napływających do UE i we wszystkich bezpośrednich inwestycjach zagranicznych typu greenfield na świecie. Co ważne, to jest już trwały trend, bo ze wzrostem udziału Polski w tego typu inwestycjach mamy do czynienia już od kilku lat. Według danych UNCTAD w 2020 r. ogłoszono zamiar realizacji w Polsce 465 tego rodzaju projektów przy 448 w 2019 r. Wartość tych inwestycji wyniosła nominalnie 24,3 mld dol. Co oznacza, że co siódmy dolar przeznaczony na projekty greenfield w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii został przeznaczony na projekty w Polsce. Polska wyróżnia się mocno na tle pozostałych państw regionu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.