Droższa bawełna zapowiada zwykle wzrost popytu konsumpcyjnego
Prawie dwa lata od ogromnego skoku cenowego, który zdestabilizował światowe rynki bawełny, jej cena znowu gwałtownie rośnie.
Na początku tego tygodnia za funt bawełny w ramach podstawowego kontraktu na jej dostawę płacono 84,60 centów amerykańskich: to najwięcej od dwóch lat. A w ciągu ostatnich piętnastu lat ten poziom cen został przekroczony tylko pięć razy.
Podwyżka wzbudziła zaniepokojenie wśród amerykańskich kupców bawełny, przypominając im o drastycznym skoku cen z marca 2008 roku, który kosztował ich setki milionów dolarów i zmusił wiele firm od dawna obecnych w branży do wycofania się z rynku.
Tym razem kupcy bawełny – czyli pośrednicy między jej plantatorami i przędzalniami – nie chcą ryzykować tak jak dwa lata temu, kiedy to szał zakupów na krótko wywindował ceny bawełny powyżej 1 dolara za funt.
– To trochę przypomina sytuację z marca 2008 roku i to akurat w rocznicę tamtych wydarzeń. Na razie nikt na rynku nie ma poczucia, że to efekt nawrotu optymizmu – mówi Jordan Lea, prezes handlującej bawełną amerykańskiej firmy Eastern Trading.
Najnowsza zwyżka cen nastąpiła tuż po tym, jak Chiny, które uprawiają najwięcej bawełny i najwięcej jej zużywają – podały w zeszłym tygodniu, że w 2009 roku zbiory tej rośliny spadły o 14,6 proc., do 6,4 mln ton.
To ilość mniejsza od stanowiących punkt odniesienia dla całego rynku przewidywań amerykańskiego Departamentu Rolnictwa (USDA) i spowoduje pogorszenie globalnego bilansu podaży i popytu.
Obecnie USDA prognozuje, że sezon 2009/2010 będzie trzecim kolejnym rokiem spadku światowej produkcji bawełny. Wskutek bowiem rosnących kosztów i przestawiania się na uprawę kukurydzy i soi rolnicy zasadzili jej mniej. Popyt natomiast według przewidywań USDA wzrośnie w tym okresie o 5 proc., co oznacza, że już czwarty rok będzie większy od podaży.
Rynek bawełny, podobnie zresztą jak większości surowców, jest bardzo zmienny. Jej ceny w transakcjach terminowych podwoiły się w ciągu ostatniego roku, a na początku tego tygodnia na giełdzie IntercontinentalExchange (ICE) wzrosły aż o 2,5 proc. w ciągu jednego dnia.
Co istotne, ekonomiści uważają, że bawełna – tak jak miedź – to surowce, które służą jako barometr warunków makroekonomicznych. – Silny wzrost zużycia bawełny jest charakterystyczny dla okresów ożywienia gospodarczego. Odnawianie zapasów przez cały łańcuch dostaw tekstyliów powoduje zwielokrotnienie efektu, wywołanego przez wzrost popytu detalicznego – mówił w ubiegłym miesiącu jeden z analityków USDA.
Chiny otworzyły w tym roku swój rynek na import bawełny: ubiegłoroczne ograniczenia przywozowe spowodowały bowiem, że ceny na rynku krajowym przekroczyły poziom 1 dolara za funt. Może to oznaczać, że wielkość importu do Chin będzie w tym sezonie o 1/3 większa niż w poprzednim.
W tym tygodniu, po wygaśnięciu kontraktów terminowych ICE na marzec, duża firma handlowa zabierze ze składów 64 tys. ton bawełny. Kupcy sądzą, że w większości trafi ona do Chin, gdzie popyt na to włókno jest bardzo duży.
Dla amerykańskich fabryk tekstylnych, które przegrywają z tańszymi rywalami, obecny wzrost cen będzie miał „straszliwe skutki”.
– Ich siła przetargowa w przypadku wyrobów końcowych jest i tak bardzo niska, a teraz jeszcze drożeją surowce – mówi Cass Johnson, prezes Krajowej Rady Przedsiębiorstw Tekstylnych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.