Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Żółta kartka dla Irlandii

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Jeszcze niedawno celtycki tygrys, dziś jeden z ekonomicznych pariasów Europy. Wczorajsza - druga w ciągu miesiąca - obniżka ratingu kredytowego Irlandii to kolejny dowód, że gospodarka Zielonej Wyspy wciąż nie może złapać oddechu.

Decyzja Standard & Poor''s brzmi jak wyrok. Obniżenie ratingu z AA do AA- (w lipcu to samo zrobił Moody''s) oznacza, że irlandzki rząd będzie musiał płacić więcej w zamian za pozyskiwanie na międzynarodowych rynkach nowych kredytów. A Dublin, który z powodu bezprecedensowej akcji ratowania swojego systemu finansowego ma od dwóch lat najwyższy deficyt w całej UE, bardzo potrzebuje dostępu do świeżej gotówki. Pierwsze negatywne skutki posunięcia S&P Irlandia odczuje prawdopodobnie już jutro, gdy państwowa agencja NTMA zajmująca się obsługą zadłużenia zamierza sprzedać obligacje na sumę od 400 do 600 mln euro.

Nowojorska agencja ratingowa uzasadnia swoją decyzję przede wszystkim rosnącymi kosztami stabilizowania banków, które wciąż podminowują wiarę w irlandzką gospodarkę. S&P przedstawił analizę, z której wynika, że całkowity rachunek za rekapitalizację banków wyniesie 45 - 50 mld euro. - Tylko znacjonalizowany w trakcie kryzysu Anglo-Irish Bank już kosztował irlandzkich podatników 24 mld euro, a naszym zdaniem ta suma wzrośnie do 35 mld euro - ogłosiła agencja. Jej zdaniem do 50 mld euro wydanych na ratowanie banków dopisać trzeba jeszcze 40 mld na pokrycie długów Narodowej Agencji Zarządzania Aktywami (NAMA), czyli powołanego do życia w 2009 "złego banku", który ma za zadanie oddzielić najbardziej toksyczne kredyty, które pozostały po kryzysie z jesieni 2008 roku. - Obawiamy się, że tak olbrzymie zobowiązania przez wiele lat nie pozwolą Irlandii odzyskać fiskalnej równowagi - czytamy w komunikacie S&P.

Te szacunki już wywołały oburzenie w dublińskich kręgach rządowych. - Naszym zdaniem liczby podawane przez S&P są mocno zawyżone - skomentował szef NTMA John Corrigan. Rząd w Dublinie dużo chętniej operował do tej pory liczbą 25 mld euro. Dopiero niedawno władze ogłosiły, że koszt będzie wyższy i zostanie przedstawiony pod koniec roku. Zdaniem obserwatorów taka postawa rządu nie tylko nie przyczynia się do polepszenia sytuacji, ale jest częścią problemu, jaki ma z wiarygodnością irlandzka gospodarka. - Premier Brian Cowen został ukarany za kluczenie w sprawie ostatecznego rachunku, który przyjdzie zapłacić tutejszym podatnikom - mówi nam Karl Whelan, ekonomista z University College w Dublinie. Wcześniej podobnie było z prognozą tegorocznego deficytu budżetowego. Najpierw rząd zapewniał, że wyniesie on 11,6 proc. Jednak na początku sierpnia irlandzki bank centralny zwiększył go do bagatela 19 proc.

Zdaniem analityków tak daleko idące rozbieżności to ostateczny dowód, że Irlandia prędko nie odzyska opinii najprężniejszej gospodarki starego kontynentu, którą dzierżyła przez ponad dekadę. Gospodarka ciągle nie chce się rozpędzić, bezrobocie od początku kryzysu wzrosło z 4 do 13 proc., a dług publiczny przez dwa najbliższe lata raczej nie spadnie poniżej poziomu 100 proc. PKB. - Choć zaczęliśmy boksować się z kryzysem jako jedni z pierwszych, coraz mniej pewne jest to, że odbicie od dna już nastąpiło - przewiduje ekonomista Karl Whelan.

@RY1@i02/2010/166/i02.2010.166.000.010a.001.jpg@RY2@

Od cudu gospodarczego do klapy

Współpraca pw

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.