Kryzys w sercu unii monetarnej
Belgia to kanał, przez który krach finansowy może przeniknąć z peryferii do twardego rdzenia Europy
Im dłużej trwa polityczny pat w Belgii, tym bardziej niepokoją sygnały, że kryzys dłużny rozszerza się na kraj położony w sercu europejskiej unii monetarnej.
Już w listopadzie premia, której inwestorzy żądali za kupowanie 10-letnich obligacji rządu belgijskiego, podskoczyła do poziomów niewidzianych od początku lat 90. Pozostaje wprawdzie poniżej tych żądanych za obligacje greckie, irlandzkie, portugalskie i hiszpańskie. Jednak rynki finansowe zaczynają postrzegać Belgię jako kanał, przez który kryzys finansowy może przepłynąć z peryferyjnych krajów strefy euro do jej twardego rdzenia.
Pod wieloma względami to bezzasadne. Belgijska gospodarka jest w dobrej formie. Od ponad 20 lat finanse publiczne są pod kontrolą. Na rachunku obrotów bieżących widnieje nadwyżka. Zadłużenie gospodarstw domowych należy do najniższych w Europie. W przeciwieństwie do Grecji Belgia nie fałszowała danych. W przeciwieństwie do Irlandii i Hiszpanii nie miała bańki nieruchomościowej. W przeciwieństwie do Portugalii zanotuje w tym roku wzrost gospodarczy.
Są jednak słabe strony. Choć dług publiczny daleki jest od swojego szczytu z 1993 roku w wysokości 133,5 proc. PKB, to kryzys finansowy spowodował jego wzrost z 84,2 proc. w 2007 roku do prawie 100 proc. dzisiaj. System bankowy wciąż odradza się po zawirowaniach z 2008 roku. Szczególnym powodem do niepokoju jest wysokie zaangażowanie belgijskich banków w obligacje rządowe. Jednak głównym problemem jest polityczny paraliż, który ściska Belgię od czasu wyborów w czerwcu ubiegłego roku. Nowe wybory nie mają sensu, ponieważ niemal na pewno podzieliłyby władzę między flamandzkich nacjonalistów z partii NVA we Flandrii i frankofońskich socjalistów, ich ideologicznych i lingwistycznych adwersarzy, w Walonii.
Niebezpieczeństwo zostało podkreślone w ubiegłym tygodniu, kiedy Król Albert II, konstytucyjny monarcha, który nie powinien odgrywać istotnej roli politycznej, zażądał ostrzejszych cięć w belgijskim budżecie na 2011 rok, by uspokoić rynki obligacji. Jego interwencja pokazuje, że Belgia coraz częściej sięga do niekonwencjonalnych praktyk, by utrzymać swoją spoistość. Jeżeli nie dla Belgii, to dla strefy euro jest już najwyższy czas, by politycy przestali się kłócić i sformowali rząd.
TŁUM. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu