Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Oszczędności zabijają

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Jesteśmy przyzwyczajeni, że lekarstwo musi być gorzkie. I podobnie jest z polityką antykryzysową

Maciejem Kisilowskim

@RY1@i02/2014/221/i02.2014.221.00000270a.802.jpg@RY2@

Borys Skrzyński

Maciej Kisilowski dyrektor centrum badań nad innowacją w regulacji w Szkole Biznesu Central European University. Absolwent Uniwersytetów Yale, Princeton i INSEAD. Zajmuje się teorią regulacji i zarządzaniem publicznym

Rzadko w tym miejscu rozmawiamy o książkach o zabijaniu.

To teraz będzie okazja. Bo książka, którą właśnie przeczytałem, nosi tytuł "The Body Economics. Why Austerity Kills", czyli po polsku "Dlaczego polityka oszczędności zabija".

Że szkodzi, niszczy albo nie działa - to rozumiem. Ale zabija? Czy chodzi o takie zabijanie w sensie dosłownym?

Jak najbardziej. W tej książce jest opowieść o chorej na raka piersi Greczynce, która ze względu na rządową politykę oszczędności przez rok nie mogła dostać się do lekarza. Gdy w 2011 r. przyjęto ją w końcu do szpitala, jej nowotwór był sączącą się otwartą raną.

Straszne.

To akurat bardzo drastyczna ilustracja problemu opisywanego przez autorów tej książki: badaczy zdrowia publicznego Davida Stucklera z Oxfordu i Sanjaya Basu z Uniwersytetu Stanforda. Im chodzi o pokazanie, że polityka cięć prowadzona w Europie od kilku lat pod naciskiem Niemiec i Komisji Europejskiej prowadzi do bardzo konkretnych efektów dla zdrowia i życia obywateli krajów objętych tymi oszczędnościami.

To dotyczy tylko Grecji?

Nie. Bo Stuckler i Basu badali wpływ polityki bezwzględnego równoważenia budżetu na stan zdrowia publicznego jeszcze przed kryzysem. Pisali o Rosji po upadku ZSRR, gdzie średnia długość życia mężczyzn spadła o niemal 10 lat. Pokazywali, co się działo, gdy w latach 90. uderzył kryzys azjatycki i ostrej polityce oszczędnościowej zostały poddane takie kraje, jak Korea Południowa. Życie dopisało im do książki kolejne rozdziały. Na przykład Grecję, Hiszpanię czy Portugalię.

Krytycy zapewne odpowiedzą, że takie kraje jak Grecja same się zapędziły w kozi róg.

I wcale mnie to nie zaskoczy. Bo zachodnia - i polska zresztą też - opinia publiczna ma straszliwie doktrynerskie podejście do polityki. Zwłaszcza gospodarczej. Opiera się ono na przekonaniu, że rozwiązywanie problemów musi boleć. Inaczej nie będzie skuteczne.

Cztery Z: zabrać, złamać, zniszczyć, zreformować...

To widać nie tylko w polityce publicznej. Coca-cola light jest mniej słodka od zwykłej coli, bo gdy wprowadzano ją na rynek, to ludzie nie uwierzyli, że coś o mniejszej zawartości kalorii może być równie smaczne. Od małego jesteśmy przyzwyczajani, że lekarstwo musi być gorzkie. Podobnie jest z polityką antykryzysową. Ona często nie musiałaby, a nawet nie powinna być tak bezwzględna i brutalna. A jednak jest.

Bo to dodaje jej wiarygodności...

I temu autorzy "The Body Economics" się przeciwstawiają. Wskazują, że jest to niedopuszczalna forma odpowiedzialności zbiorowej - co mnie jako prawnika bardzo przekonuje. Greckie rządy, przy entuzjastycznym wsparciu zachodnich banków inwestycyjnych, niewątpliwie prowadziły w przededniu kryzysu nieodpowiedzialną politykę fiskalną. Ale dlaczego wspomniana wcześniej chora na raka kobieta ma za to płacić tak wysoką cenę? Niemcy popełniły w XX w. przecież dużo poważniejsze zbrodnie, ale dostały po II wojnie plan Marshalla, który pozwolił ich obywatelom stanąć na nogi. Czy jest jakieś moralne uzasadnienie tego, dlaczego Greków, Portugalczyków czy Hiszpanów traktujemy dzisiaj bardziej surowo niż Niemców po upadku nazizmu?

Odpowiedź jest brutalna. Zgodziły się na to ich własne rządy.

Właśnie. A w tej książce jest jeszcze jeden przykład kraju, który został mocno uderzony przez kryzys: Islandii. Tam też pojawili się emisariusze międzynarodowych instytucji finansowych, ale zostali odesłani z niczym.

I co?

Islandczycy dobrze na tym wyszli. Nie rozebrali swojego państwa dobrobytu i systemu zabezpieczeń socjalnych. Zmusili dobrze sytuowanych wierzycieli do wzięcia na siebie sporej części strat. A teraz wychodzą na prostą. Tymczasem Grecja tnie do bólu i z pułapki zadłużeniowej wyjść nie może.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.