Szpital musi się zaopiekować
pacjentem także po zakończeniu leczenia
SŁUŻBA ZDROWIA Operacja
przebiegła pomyślnie i po dwóch dniach
opuściłam szpital z informacją, że po
tygodniu mam się zgłosić na oddział,
żeby odebrać wypis i żeby fachowiec
zdjął mi szwy. To ważne -
usłyszałam - żeby pilnować terminu,
bo później mogą być kłopoty -
opowiada pani Teresa. - Tak więc karnie
stawiłam się o umówionej godzinie tylko po to,
żeby się dowiedzieć, że pana doktora nie
ma i że mam przyjść jutro o tej samej porze.
Tak też zrobiłam. Znów lekarza nie było,
nikt nic nie wiedział. Wreszcie od innego doktora
usłyszałam, że po co ja w ogóle
przyjeżdżam z tymi szwami do szpitala, mogą je
zdjąć w rejonowej przychodni. O wypisie nie
wspomniał. I zamknął się w pokoju.
Jeszcze tego samego dnia wstąpiłam więc do
przychodni, żeby zapytać o możliwość
zdjęcia szwów. Owszem, było to możliwe,
ale potrzebowałam skierowania od lekarza pierwszego
kontaktu. Pani doktor szczęśliwie zgodziła
się mnie przyjąć, ale zapytała, czy nie
uważam, że to idiotyzm z tym skierowaniem,
przecież to oczywiste, że szwy muszą
zostać usunięte, i to w miarę szybko.
Skierowanie jednak wypisała i pobiegłam z nim do
rejestracji, żeby się dowiedzieć, że
numerków do chirurga już nie ma, ale może pan
doktor mnie przyjmie... Przyjął, szwy
zdjęła pielęgniarka, wszystko trwało 3
minuty. Nurtuje mnie jednak pytanie, czy tak to powinno
wyglądać - zastanawia się zirytowana
czytelniczka