Bardzo s(z)koda
Parę dni temu
zaczepił mnie wicenaczelny i poprosił, żebym
wreszcie przejechał się czymś małym i
tanim, bo raz na jakiś czas chciałby poczytać
o czymś, co jest w zasięgu jego portfela i
marzeń. Przykro mi, szefie, odpowiedziałem, nie
znam się na rowerach. A poza tym przecież cały
czas opisuję tanie samochody. Nie dalej jak dwa tygodnie
temu jeepa wranglera kosztującego 150 tys. zł
- to promocyjna cena za auto, które pełni
jednocześnie funkcję rodzinnego kombi i
ciągnika rolniczego. Pomyślcie tylko -
gdybyście chcieli kupić np. skodę octavię
i traktor, musielibyście wydać łącznie
jakieś pół miliona złotych. A tak za
jedną trzecią tej sumy kupujecie wranglera,
przyczepiacie mu brony do zderzaka i oracie pole z
prędkością 140 km/h. To bardzo ekonomiczne
rozwiązanie. Z kolei tydzień temu opisywałem
300-konnego lexusa RX 450, którego możecie
mieć za 260 tys. zł. To bardzo atrakcyjna cena,
zważywszy, że każdy koń wychodzi po 860
zł. Dla porównania w podobnie wyposażonym
volkswagenie golfie z silnikiem 1,6 TDI za jednego rumaka
musicie zapłacić o prawie 5 proc. więcej
- 900 zł. Bezsprzecznie lexus jest
rozsądniejszym wyborem.