Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Korean dream

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Ostatni raz jeździłem hyundaiem sześć lat temu. Był to model Getz i wspomnienia ze spędzonych z nim kilku dni pozostaną ze mną na zawsze. Było to najgorsze auto, z jakim kiedykolwiek miałem do czynienia. Urokiem osobistym Getz dorównywał europejskim modelom z lat 80. Zresztą osiągami, technologią i poziomem wykończenia również. Jego wnętrze było tak toporne, jakby wyciosał je osobiście sam Fred Flinstone, tyle że nie w kamieniu, ale w bryle plastiku powstałej z recyklingu kaset wideo. Nie pamiętam już, jaki silnik miała testowana przeze mnie wersja, ale był on tak słaby, że pewnego dnia mocniejszy podmuch wiatru wepchnął mnie z powrotem do garażu. Dobrze, bo kolejne cztery dni mogłem jeździć czymś znacznie lepszym - ikarusem w barwach ZTM.

Mimo to udało się znaleźć grupę odbiorców, którym Getz przypadł do gustu. Należeli do niej introwertycy ceniący anonimowość i nienawidzący jakiegokolwiek towarzystwa. Wiedzieli, że kupując getza, w pakiecie z nim dostają święty spokój - nawet przy 20-stopniowym mrozie ich dzieci wolały iść do oddalonej o 10 kilometrów szkoły piechotą, niż zostać do niej podwiezione.

Po tym, jak upubliczniłem swoją opinię na temat tego auta w jednej z gazet, otrzymałem telefon od jakiegoś Koreańczyka, z którego zrozumiałem wyłącznie dwa wyrażenia: "bomb" i "Kim Dzong Il". To jednak wystarczyło - nigdy więcej nie wsiadłem do hyundaia. Aż do ubiegłego tygodnia, kiedy stanąłem przed zadaniem sprawdzenia modelu i40.

Mówiąc w dużym skrócie, różnica między nowymi hyundaiami a tymi sprzed 6 - 7 lat jest taka, jak między kamieniem węgielnym a węglem kamiennym. To po prostu dwie inne rzeczy. Przesiąść się z getza do i40, to jak przenieść się z pola bitwy pod Grunwaldem prosto do Pentagonu. To wrażenie porównywalne do podróży w czasie. Inżynierowie Hyundaia w pół dekady wykonali robotę, na którą koncerny japońskie i europejskie potrzebowały 20 lat.

Przede wszystkim i40 jest piękny. Jeszcze nie tak piękny, jak niektóre motoryzacyjne wypieki kuchni francuskiej czy włoskiej, ale pod względem estetycznym Koreańczycy rozjechali Niemców i Japończyków. Postawcie obok siebie hyundaia, passata i toyotę avensis, a zrozumiecie, co mam na myśli. Z tej perspektywy dwa ostatnie auta wyglądają nie tylko na starsze o 10 lat, lecz także ze dwa razy tańsze od i40.

Wyrafinowana estetyka nie przesłoniła walorów praktycznych. Bagażnik w wersji kombi ma ponad 550 l pojemności, a na tylnej kanapie bez trudu zmieściłem się nawet ja, choć mam prawie dwa metry wzrostu. Miejsce kierowcy jest wyjątkowo ergonomiczne, a wszystkie pokładowe urządzenia obsługuje się równie intuicyjnie i bezproblemowo, jak rzepy w sandałach. Czego chcieć więcej? Cóż, nieco lepszego wykonania. Pod tym względem poziom większości produktów z Japonii i40 już osiągnął, ale dystans do Niemców musi jeszcze nadrobić. Za dużo tu tandetnie wyglądającego, błyszczącego plastiku, a trochę za mało śrub, kleju i spinek trzymających wszystko w kupie. Największy mankament to skóra na kierownicy - po przebiegu zaledwie 30 tys. kilometrów wygląda, jakby ściągnięto ją z krowy chorującej na łuszczycę. Co ciekawe ta, którą obito fotele, jest już bardzo dobrej jakości. Generalnie jako całość wnętrze i40 zasługuje na czwórkę z plusem w sześciostopniowej skali ocen.

Równie dobrze ocenić można zawieszenie i układ kierowniczy i40. Może nie są one jeszcze tak dopracowane, jak w europejskich produktach, ale jeżeli inżynierowie Hyundaia nadal będą pracowali w takim tempie jak dotychczas, to w kolejnej generacji auta kierownicą będzie się sterowało nie rękoma, ale myślami. Mam nadzieję, że do tego czasu uda im się także dopracować duet diesel - automat, bo w obecnym modelu lubi się on w równym stopniu jak Robert Biedroń z Adamem Hofmanem. Zacznijmy od tego, że auto z pełnym wyposażeniem, dwoma pasażerami i bagażami na pokładzie waży dwie tony, a napędza je zaledwie 136 koni. W dodatku każdy z nich jest przyduszany przez fatalną automatyczną skrzynię, która działa wolno i niezdecydowanie jak polski wymiar sprawiedliwości. Efekt - i40 jest żwawy jak miś koala.

Hyundai i40 to naprawdę dobry samochód z kilkoma wadami. W dodatku szybko o nich zapomnicie, gdy zerkniecie do cennika. Koreańskie auto jest o 20 tys. zł tańsze od europejskich. Za oszczędzone pieniądze możecie kupić kilka używanych getzów i wręczyć je - zamiast odciętej głowy konia - wszystkim, których bardzo nie lubicie. Efekt będzie ten sam.

@RY1@i02/2012/199/i02.2012.199.186001000.101.jpg@RY2@

@RY1@i02/2012/199/i02.2012.199.186001000.802.jpg@RY2@

Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.