Korean dream
Ostatni raz jeździłem hyundaiem sześć lat temu. Był to model Getz i wspomnienia ze spędzonych z nim kilku dni pozostaną ze mną na zawsze. Było to najgorsze auto, z jakim kiedykolwiek miałem do czynienia. Urokiem osobistym Getz dorównywał europejskim modelom z lat 80. Zresztą osiągami, technologią i poziomem wykończenia również. Jego wnętrze było tak toporne, jakby wyciosał je osobiście sam Fred Flinstone, tyle że nie w kamieniu, ale w bryle plastiku powstałej z recyklingu kaset wideo. Nie pamiętam już, jaki silnik miała testowana przeze mnie wersja, ale był on tak słaby, że pewnego dnia mocniejszy podmuch wiatru wepchnął mnie z powrotem do garażu. Dobrze, bo kolejne cztery dni mogłem jeździć czymś znacznie lepszym - ikarusem w barwach ZTM.
Mimo to udało się znaleźć grupę odbiorców, którym Getz przypadł do gustu. Należeli do niej introwertycy ceniący anonimowość i nienawidzący jakiegokolwiek towarzystwa. Wiedzieli, że kupując getza, w pakiecie z nim dostają święty spokój - nawet przy 20-stopniowym mrozie ich dzieci wolały iść do oddalonej o 10 kilometrów szkoły piechotą, niż zostać do niej podwiezione.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.