Auto na lata? Zapomnijcie o tym!
Jestem po lekturze historii człowieka
z Zielonej Góry, który w 1991 r.
kupił toyotę carinę i do dzisiaj
przejechał nią milion kilometrów. Twierdzi,
że w tym czasie ani razu nie miał awarii
w trasie, a sprzęgło, wahacze,
amortyzatory i tłumik w aucie są oryginalne,
tzn. pamiętają Japonię z czasów, gdy
Lech Wałęsa obiecywał, że nią
będziemy. Przyznacie, że brzmi to
nieprawdopodobnie. I jest absolutnie nieosiągalne
dla współczesnych samochodów, które
nierzadko już przy przebiegu 100 tys. km zaczynają
przygotowywać się do spoczęcia
w motoryzacyjnym grobie: ich silnik łapie
astmę, turbosprężarka - anginę, na
tłumiku pojawiają się hemoroidy, a
całe wnętrze atakuje łuszczyca.