Czyja jest ta piwnicaPan Roman kupił mieszkanie – piętro w budynku jednorodzinnym od prywatnego właściciela. Sporządzono akt notarialny, w którym zapisano, że nabywa 1/2 domu mieszkalnego o pow. użytkowej 110 mkw. i połowę działki o pow. 800 mkw. Pan Roman mieszkanie odnowił i zmodernizował, wyremontował również dwie piwnice, które udostępnił mu sprzedający. Po siedmiu latach zgodnego gospodarowania ten ostatni oświadczył, że zmienił plany i piwnice, których pan Roman używa, będą mu teraz potrzebne. Wyznaczył termin na ich opuszczenie i opłatę, jaką nasz czytelnik będzie musiał wnieść, jeśli tego terminu nie dotrzyma. Twierdzi, że sprzedał jedynie połowę powierzchni użytkowej (mieszkalnej) i połowę działki, natomiast w akcie notarialnym nie ma nic o pozostałych pomieszczeniach (piwnice, kotłownia, pralnia), wobec czego nadal należą one do niego. Czy ma rację? – pyta pan Roman.Anna Ochremiak•05 września 2013
Samotna matka nie ma obowiązku dokumentowania dochodów ojca dziecka, by otrzymać becikowePo urodzeniu córki, której ojciec nas opuścił, wniosłam sprawę o alimenty i wystąpiłam o becikowe. Dostarczyłam do OPS wszystkie dokumenty, ale urzędnicy zażądali takiego samego kompletu od ojca dziecka. Anna Ochremiak•30 sierpnia 2013
Becikowe dla samotnej matkiPo urodzeniu córki, której ojciec nas opuścił, wniosłam sprawę o alimenty i wystąpiłam o becikowe. Dostarczyłam do OPS wszystkie dokumenty, ale urzędnicy zażądali takiego samego kompletu od ojca dziecka. Nie pomogły moje tłumaczenia, że nie jest ze mną w związku, że wytoczyłam mu sprawę alimentacyjną. Zmusiłam więc byłego partnera, by dostarczył dokumenty. Po dwóch tygodniach dostałam pismo, że odmawiają mi becikowego, bo w naszej rodzinie przekraczamy dochód na osobę o 402 zł. Z tego wnoszę, że gdyby nie liczono dochodów ojca dziecka, dostałabym je. A co ma zrobić kobieta, której były partner uznał ojcostwo dziecka, ale nie utrzymuje kontaktu bądź nie chce dostarczyć dokumentów? Dlaczego ma być bez szans na to świadczenie? - irytuje się pani Katarzyna.Anna Ochremiak•30 sierpnia 2013
Poszłam po kartę parkingową, straciłam prawo jazdyDwa lata temu uległam wypadkowi - opowiada pani Marta - zostałam potrącona na przejściu dla pieszych, jestem ciągle w trakcie leczenia. Od września ubiegłego roku mam orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu znacznym. Poszłam do wydziału komunikacji po kartę parkingową dla osoby niepełnosprawnej i zrobiło się ogromne zamieszanie: zamiast uzyskać pomoc od urzędu, dostałam pismo, że muszę przynieść zaświadczenie od lekarza, że jestem zdolna do prowadzenia samochodu. Takie badanie kosztuje ok. 200 zł, a to dla mnie bardzo poważna kwota. Do lekarza nie poszłam. Kierownik wydziału komunikacji przyznał, że gdybym nie przyszła po kartę parkingową, to nikt by się nie dowiedział, że jestem niepełnosprawna, bo komisja o tym nie informuje, ale jednocześnie stwierdził, że wszyscy niepełnosprawni muszą przejść badania. Prosiłam o wytłumaczenie, jaki jest sens, skoro moje leczenie trwa i sama wiem, że nie mogę prowadzić. Pisałam odwołania, wreszcie dostałam pismo, że w ciągu 14 dni muszę oddać prawo jazdy pod karą grzywny. By je odzyskać, będę musiała zdać ponownie egzamin i przejść komisję lekarską, jakbym popełniła przestępstwo lub wyczerpała limit punktów karnych - żali się kobieta.Anna Ochremiak•30 sierpnia 2013
Poszłam po kartę parkingową, straciłam prawo jazdyDwa lata temu uległam wypadkowi – opowiada pani Marta – zostałam potrącona na przejściu dla pieszych, jestem ciągle w trakcie leczenia. Od września ubiegłego roku mam orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu znacznym. Poszłam do wydziału komunikacji po kartę parkingową dla osoby niepełnosprawnej i zrobiło się ogromne zamieszanie: zamiast uzyskać pomoc od urzędu, dostałam pismo, że muszę przynieść zaświadczenie od lekarza, że jestem zdolna do prowadzenia samochodu. Takie badanie kosztuje ok. 200 zł, a to dla mnie bardzo poważna kwota. Do lekarza nie poszłam. Kierownik wydziału komunikacji przyznał, że gdybym nie przyszła po kartę parkingową, to nikt by się nie dowiedział, że jestem niepełnosprawna, bo komisja o tym nie informuje, ale jednocześnie stwierdził, że wszyscy niepełnosprawni muszą przejść badania. Prosiłam o wytłumaczenie, jaki jest sens, skoro moje leczenie trwa i sama wiem, że nie mogę prowadzić. Pisałam odwołania, wreszcie dostałam pismo, że w ciągu 14 dni muszę oddać prawo jazdy pod karą grzywny. By je odzyskać, będę musiała zdać ponownie egzamin i przejść komisję lekarską, jakbym popełniła przestępstwo lub wyczerpała limit punktów karnych – żali się kobieta.Anna Ochremiak•29 sierpnia 2013
Becikowe dla samotnej matkiPo urodzeniu córki, której ojciec nas opuścił, wniosłam sprawę o alimenty i wystąpiłam o becikowe. Dostarczyłam do OPS wszystkie dokumenty, ale urzędnicy zażądali takiego samego kompletu od ojca dziecka. Nie pomogły moje tłumaczenia, że nie jest ze mną w związku, że wytoczyłam mu sprawę alimentacyjną. Zmusiłam więc byłego partnera, by dostarczył dokumenty. Po dwóch tygodniach dostałam pismo, że odmawiają mi becikowego, bo w naszej rodzinie przekraczamy dochód na osobę o 402 zł. Z tego wnoszę, że gdyby nie liczono dochodów ojca dziecka, dostałabym je. A co ma zrobić kobieta, której były partner uznał ojcostwo dziecka, ale nie utrzymuje kontaktu bądź nie chce dostarczyć dokumentów? Dlaczego ma być bez szans na to świadczenie? – irytuje się pani Katarzyna.Anna Ochremiak•29 sierpnia 2013
Nie chcę kanalizacjiOd kilkudziesięciu lat w naszej miejscowości jest sieć wodociągowa - opowiada pan Henryk. - Prawie wszyscy mają na swoich posesjach zbiorniki ściekowe, czyli szamba, a gminny zakład usług komunalnych opróżnia je odpłatnie. Kilka ulic zostało ostatnio skanalizowanych siecią ściekową. Wójt wystosował do mieszkańców tych ulic, w tym do mnie, pisma z poleceniem przyłączenia się do kanalizacji. Za wodę płacę około 150 zł kwartalnie według wodomierza. Opłata za ścieki - jeśli się przyłączę do gminnej kanalizacji - wyniesie kwartalnie około 300 zł (dwukrotność opłaty za wodę). Tymczasem teraz wywóz szamba kosztuje mnie kwartalnie ok. 50 zł. Niewiele, bo większość wody zużywam do podlewania ogródka. W dodatku musiałbym jeszcze wykonać na własny koszt przyłącze (ok. 4 tys. zł). Wójt straszy, że jeśli tego nie zrobię, nałoży na mnie 5 tys. zł grzywny. Co mam zrobić? - zastanawia się pan Henryk.Anna Ochremiak•23 sierpnia 2013
Nie chcę kanalizacjiOd kilkudziesięciu lat w naszej miejscowości jest sieć wodociągowa – opowiada pan Henryk. – Prawie wszyscy mają na swoich posesjach zbiorniki ściekowe, czyli szamba, a gminny zakład usług komunalnych opróżnia je odpłatnie. Kilka ulic zostało ostatnio skanalizowanych siecią ściekową. Wójt wystosował do mieszkańców tych ulic, w tym do mnie, pisma z poleceniem przyłączenia się do kanalizacji. Za wodę płacę około 150 zł kwartalnie według wodomierza. Opłata za ścieki – jeśli się przyłączę do gminnej kanalizacji – wyniesie kwartalnie około 300 zł (dwukrotność opłaty za wodę). Tymczasem teraz wywóz szamba kosztuje mnie kwartalnie ok. 50 zł. Niewiele, bo większość wody zużywam do podlewania ogródka. W dodatku musiałbym jeszcze wykonać na własny koszt przyłącze (ok. 4 tys. zł). Wójt straszy, że jeśli tego nie zrobię, nałoży na mnie 5 tys. zł grzywny. Co mam zrobić? – zastanawia się pan Henryk.Anna Ochremiak•22 sierpnia 2013
Jak reklamować usługi telekomunikacyjne?Złożyłem reklamację u mojego operatora telefonii komórkowej; wysłałem ją pocztą, listem poleconym, mam dowód nadania. W umowie z operatorem przeczytałem, że zgłoszenie reklamacyjne powinno być rozpatrzone w ciągu 30 dni, a jeśli po tym terminie tak się nie stanie, to uważa się, że została ona uwzględniona. To ogólne zasady dotyczące reklamacji. Tymczasem po jakimś czasie od złożenia otrzymałem powiadomienie SMS-em, że reklamacja wpłynęła do operatora i że zostanę powiadomiony pisemnie o decyzji. Faktyczna odpowiedź przyszła po 50 dniach! Czy operator działał zgodnie z prawem? Czy powiadomienie o przyjęciu reklamacji jest równoznaczne z powiadomieniem o skutkach jej rozpatrzenia? – pyta pan Mirosław.Anna Ochremiak•16 sierpnia 2013
Rozpatrz ą reklamację w 30 dniZłożyłem reklamację u mojego operatora telefonii komórkowej; wysłałem ją pocztą, listem poleconym, mam dowód nadania. W umowie z operatorem przeczytałem, że zgłoszenie reklamacyjne powinno być rozpatrzone w ciągu 30 dni, a jeśli po tym terminie tak się nie stanie, to uważa się, że została ona uwzględniona. To ogólne zasady dotyczące reklamacji. Tymczasem po jakimś czasie od złożenia otrzymałem powiadomienie SMS-em, że reklamacja wpłynęła do operatora i że zostanę powiadomiony pisemnie o decyzji. Faktyczna odpowiedź przyszła po 50 dniach! Czy operator działał zgodnie z prawem? Czy powiadomienie o przyjęciu reklamacji jest równoznaczne z powiadomieniem o skutkach jej rozpatrzenia? – pyta pan Mirosław.Anna Ochremiak•15 sierpnia 2013