Local Content nie zadziała, a jeśli zadziała, to jeszcze gorzej [opinia]
Rząd mówi, że promując local content, będzie przestrzegał unijnego wymogu równego traktowania wszystkich podmiotów gospodarczych, ale będzie dyskryminował niektóre z nich, tyle że miękkimi metodami. Może w ten sposób uniknąć sporu z Brukselą, ale nie uniknie sporu z logiką – pisze Sebastian Stodolak.
9 kwietnia w podtoruńskiej fabryce Apatora – firmy produkującej rozmaite urządzenia pomiarowe – zgromadzili się szefowie spółek Skarbu Państwa (SSP). Mieli wysłuchać wystąpienia samego premiera Donalda Tuska oraz ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna, swojego bezpośredniego pryncypała. Sprawa była ważna. Chodziło o przyszłość polskiej gospodarki. Premier perorował: „Pamiętacie, kiedy mówiłem o tym, że nie ma odwrotu od repolonizacji polskiego przemysłu, polskiej gospodarki? (...) Chcę bardzo jasno powiedzieć, że wszędzie tam, gdzie polski rząd ma cokolwiek do powiedzenia, wszędzie tam, gdzie będą zamawiane usługi, produkty, wszędzie tam, gdzie będziemy mówili o współpracy między jedną, drugą, trzecią firmą, będziemy (...) egzekwowali te zasady”. Zasady local contentu. To właśnie to hasło widniało za plecami przemawiającego premiera.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.