Nie taki Atlas zbuntowany, jakim go malują
Czasem niektóre rzeczy się po prostu człowiekowi
nudzą. Zwyczajnie przestają być cool. Czy nie masz na przykład,
czytelniku, już trochę dosyć narzekania na kapitalizm? Na pewno. To było
fajne jeszcze jakieś trzy, cztery lata temu, kiedy wystarczyło krzyknąć
na imprezie: „Nierówności!”, „Prekariat!”, „Precz z bogaczami, we are
the 99!”; ponarzekać, że zwrot z kapitału przerasta możliwości zarobkowe
szarego człowieka; pochylić smutno głowę nad wielkim oszustwem, jakim
była neoliberalna w założeniach balcerowiczowska transformacja, która
wybranym przedsiębiorcom i dygnitarzom zapewniła start z kopyta, resztę
opryskując błotem z kałuż i zostawiając ich w tyle, by sczeźli – a już
człowiek był w centrum uwagi, już zbierał groźby od odchodzącego
establishmentu, a od fajnego tłumku klepnięcia po plecach i tęskne spojrzenia płci przeciwnej.