Korwin-Mikke a pies Pluto
Zaaferowani aferą taśmową zapomnieliśmy na moment, że Kongres Nowej Prawicy pod wodzą Janusza Korwin-Mikkego wszedł do europarlamentu (i już się wita z gąską przy Wiejskiej). Kiedy byłam w liceum (było to dawno), JKM bardzo mnie bawił; dziś ten sam chudy pan z takim samym wąsem, wciąż po lekturze nieznanej mi parodii Nozicka i z gwałtem jako naturalną częścią zalotów na ustach smuci mnie i przeraża. Stał się więc dla mnie dziś rano Mikke pretekstem do rozważań o komedii i tragedii.
Czyż nie jest dziwne to, że komedia i tragedia w zasadzie wcale się od siebie nie różnią? Morderstwo, spiski, niewierność, choroba psychiczna, dyktatorzy i śmierć pojawiają się równie często w sitcomach, co u von Triera. Ci sami naziści, którzy terroryzują Europę w "Liście Shindlera", w "Allo, Allo" usiłują odebrać restauratorowi René obraz "Upadłej Madonny z Wielkim Cycem" pędzla van Klompfa, tym razem wzbudzając wesołość publiki. Pies Pluto wpada pod ciężarówkę. Klaun niekiedy dostaje w łeb na scenie tyle samo razy, co ofiara tortur.
Jest tylko jedna fundamentalna różnica między komedią a tragedią i nie dotyczy ona rodzaju opowiadanych wydarzeń, ale ich wpływu na bohatera. W czystej komedii potworne przygody i osobiste upadki, owszem, są na porządku dziennym - za to spływają po ludziach jak po kaczce. Klaun wstaje i puszcza bańki nosem, na opłakanie zmarłej matki wystarczy pół odcinka czy pół strony, żeby otrząsnąć się po zawodzie miłosnym, wystarczy przybić słodko-gorzką piątkę ze swoim eks. Prawdziwa komedia żywi się stałością charakteru swojego bohatera; nie może więc pozwolić na to, by zgorzkniał lub stracił nadzieję, nie może dać mu szansy na głęboki cynizm czy prawdziwą desperację, nie może też mu dać dorosnąć. Jak ten klaun, bohater komedii zawsze musi wrócić do pozycji wyprostowanej - komediowy Edyp na przykład włożyłby sobie bioniczne oczy w oczodoły i powędrował raźno w poszukiwaniu przygód. W tragedii natomiast każdy upadek odznaczany jest dłutem na duszy. Wydarzenia naprawdę dotykają bohatera; nie może on uciec historii ani żyć poza nią. Zmienia się, po prostu, obrasta w zdarzenia jak Torless Musila. Gdyby Phoebe z "Przyjaciół" (matka samobójczyni, opuszczona przez ojca, bezdomna jako nastolatka) była bohaterką tragedii, na pewno nie siedziałaby w ładnym sweterku, pijąc kawę z przyjaciółmi na Manhattanie, ale na dworcu Zoo wciągałaby heroinę kupioną za kradziony szmal. To nie zdarzenia same w sobie, ale straty w duszach wymieniają śmiech z offu na zawodzenie chóru.
Korwin-Mikke wyglądał tak samo dwadzieścia lat temu, jak wygląda dziś. Mówił też z grubsza to samo. Od tego czasu zdarzyło się dużo ciekawych rzeczy. Dostrzegliśmy, że świat jest bardziej wspólny, niż nam się zdawało - i zaczęły się zmieniać aksjomaty światowej ekonomii. Kobiety podeszły już pod sam szklany sufit i, kto wie, może go niedługo rozwalą. Coraz mniej ludzi interesuje się życiem seksualnym współobywateli. Odpowiedzialność, pragmatyzm i powaga mają coraz mocniejszy status w hierarchii politycznych wartości. To wszystko sprawiło, że JKM dostał politycznie po łbie niezliczoną ilość razy. Ale na jego duszy, tak jak i na jego wąsie, nie pozostawiło to żadnego śladu - wręcz przeciwnie, za każdym razem podnosił się jak ten nasz klaun, poprawiając muszkę i machając do tłumu. Niczym Pangloss z nocnego koszmaru, odmawia zobaczenia tego, co się dzieje dookoła, i trzyma się kurczowo swojej filozofii. Jak pies Pluto z kreskówki Disneya, wpada pod tira i otrzepuje się rezolutnie. Nie jest twardy czy wytrzymały, jest hiperwytrzymały i całkowicie odporny na sygnały z zewnątrz. Jest, innymi słowy, archetypem postaci komediowej.
Więc co... Ha, ha? No, nie bardzo. Jeśli jakimś cudem Korwin-Mikke dojdzie kiedyś do realnej władzy, to będzie to miało dla nas bardzo realne konsekwencje, i to takie, które na pewno pozostawią głęboki ślad w życiach i duszach obywateli. Dlatego nie tak całkiem "ha, ha" - o czymś takim właśnie się mówi "tragikomedia".
@RY1@i02/2014/123/i02.2014.123.000002300.802.jpg@RY2@
WOJTEK GÓRSKI
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu