Co grozi za wypalanie traw?
Pani Katarzyna jechała ostatnio
nadwiślanką z Warszawy w stronę Puław.
Mniej więcej na wysokości ujścia Świdra
zobaczyła dym i ogień. Jest tam duży obszar
nieużytków, płonęły trawy. –
Zwolniłam – opowiada czytelniczka –
ogień obserwowało wielu ludzi, może byli
wśród nich i strażacy, choć wozu nie
dostrzegłam. Uznałam, że nic tu po mnie,
odjechałam, wierząc, że wszystko jest pod
kontrolą. Jednak poirytowana byłam do wieczora;
wydawało mi się, że rozwiązaliśmy
już raz na zawsze problem wypalania traw. A tu
proszę – proceder rozwija się w najlepsze
niemal na granicy stolicy – irytuje się
kobieta