Woś: Powinniśmy pracować krócej, ale zarabiać tyle samo
Liberałowie bardzo nie lubią
mówić o skracaniu dnia pracy. Mówią,
że to złe dla gospodarki. Ale jak ich tak lepiej
przycisnąć, to wychodzi, że argumenty
mają cieniutkie. Bo niby dlaczego skrócenie dnia
pracy z ośmiu do sześciu godzin albo wprowadzenie
wolnego piątku miałoby zrujnować
gospodarkę? Że niby zmniejszyłby się
poziom produkcji? Niekoniecznie. Na stanowiskach
ściśle związanych z produkcją można
przecież wprowadzić zatrudnienie rotacyjne. W
innych miejscach gospodarki wiele by dała lepsza
organizacja i eliminacja tzw. (za przeproszeniem) dupogodzin.
Dobrze tu widać, że nie o to w całym tym
sporze o czas pracy chodzi. Bo liberałowie tak
naprawdę boją się czegoś innego. Nie
chcą krótszej pracy i dzielenia stanowisk, bo to
oznacza konieczność zatrudniania przez biznes
dodatkowych ludzi. Boją się kosztu. I faktycznego
zwiększenia udziału pracownika w zyskach
przedsiębiorstwa. Bo taki byłby – koniec
końców – efekt krótszej pracy za tę
samą płacę.