Miasto cierpiące na PTSD
To się pojawiło jakieś trzy, cztery miesiące po zakończeniu rosyjskiej okupacji. Kiedy wyszły na jaw te okrucieństwa, te gwałty, w tym na dzieciach, te tortury
Dmytro Manhubi ma wizytówkę jak serialowy dr House i jest – jak słyszę – najlepszym ukraińskim specjalistą od PTSD, zespołu stresu pourazowego. Tragiczna ironia historii sprawiła, że praktykuje w najbardziej straumatyzowanym wielkim mieście Europy – Charkowie. Przed wojną lekarz spotykał się z kilkoma przypadkami PTSD rocznie. Po wojnie, ocenia ukraiński resort zdrowia, pomocy psychologicznej i psychiatrycznej może potrzebować nawet 10 mln osób. To prawie co czwarty Ukrainiec. Choć nie wszyscy oni doświadczą PTSD; spektrum możliwych problemów związanych ze zdrowiem psychicznym jest znacznie szersze.
Pięknie tu! – mówi idący w moją stronę mężczyzna w mundurze. Ma kilkudniowy zarost, ogorzałą twarz i kaukaską urodę. – Słucham? – dopytuję, bo stwierdzenie wybija mnie z rytmu. Brnę przez świeży śnieg po ogromnym terytorium szpitala psychiatrycznego numer trzy w Charkowie, szukając właściwego skrzydła. Brak jakichkolwiek kierunkowskazów nie ułatwia sprawy. – No, pięknie jest! – uśmiecha się i gestem pokazuje wokół. Teraz rozumiem. Wszechobecna jasność bijąca od śniegu, stare drzewa uginające się pod jego ciężarem, krążące wokół wrony. Żołnierz jest tu z grupką kolegów. Podobnie jak oni boryka się z problemami, z którymi pomóc mogą mu zatrudnieni tu fachowcy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.