Rosja bez alternatyw dla Telegrama
Aresztowanie Pawła Durowa może zakłócić komunikację w rosyjskiej armii. Dla żołnierzy była to najbardziej niezawodna droga wymiany informacji. Kreml grzmi o zagrożeniu wolności słowa
Dla analityków korzystających z ogólnodostępnych źródeł platforma Telegram to niezastąpione źródło wiedzy o wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Dzięki postom, które zamieszczają tam sami żołnierze, można oceniać ich pozycje, stan uzbrojenia, ustalać tożsamość poległych. To jednak tylko niewielka część możliwości. Poza tym, że jest kopalnią informacji (a co za tym idzie – także dezinformacji), Telegram pozwala też na handel niemal wszystkim, co nielegalne. W dodatku stał się kluczowym kanałem łączności dla rosyjskich żołnierzy. To jeden z powodów, dla których sobotnie zatrzymanie założyciela platformy Pawła Durowa na podparyskim lotnisku Le Bourget wzbudziło w Kremlu popłoch.
Ósmy na świecie
Durow założył Telegram w 2013 r., ale nie był to jego pierwszy serwis internetowy. W 2006 r. powstała naśladująca Facebooka platforma WKontaktie, dziś znana jako VK. Po wyborach w 2011 r. odmówił władzom na Kremlu usunięcia z serwisu stron polityków opozycji. W odpowiedzi rosyjskie władze doprowadziły do przejęcia udziałów w serwisie przez Iwana Tarwina, ówczesnego właściciela holdingu Mail.ru. Durow wyjechał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, skąd uruchomił kolejną stronę – Telegram. Za jego pomocą można wysyłać wiadomości, zdjęcia, filmy i pliki dowolnego typu, tworzyć grupy odbiorców lub kanały nadawcze, które może widzieć nieograniczona liczba osób.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.