Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Amerykanie głosują listownie już od półtora wieku

11 maja 2020
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Zestaw zabezpieczeń pozwala śledzić obywatelowi, co się dzieje z jego głosem. Pandemia przyspieszyła dyskusje nad upowszechnieniem tej metody przeprowadzania wyborów w USA. Przeciwny jest Donald Trump

Tłumacząc specyfikę amerykańskiego systemu wyborczego, trzeba podkreślić trzy rzeczy. Po pierwsze, każdy z 50 stanów ma odrębne przepisy, jak zorganizować głosowanie na prezydenta. Po drugie, wybory głowy państwa w USA nie są bezpośrednie. Obywatele wybierają elektorów, a ci dopiero w ich imieniu gospodarza Białego Domu. Radykalnie zmienia to dynamikę kampanii, bo kandydaci nie uprawiają jej na obszarze całego kraju, tylko w tych stanach, gdzie ważą się losy tego, kto zgarnie komplet elektorów. Po trzecie zaś, do spisu wyborców nie trafia się automatycznie z uzyskaniem pełnoletniości czy naturalizacją. Trzeba się samemu zarejestrować. Wielu Amerykanów tego nie robi i z własnej woli nie uczestniczy w demokratycznych procedurach. To nas trochę różni, jeśli chodzi o zasadę powszechności.

To, czy można głosować korespondencyjnie, regulują władze stanowe, a geneza tej formy uczestnictwa w wyborach bierze się z prowadzonych przez Waszyngton wojen i wysyłania ludzi na front. Po raz pierwszy na masową skalę miało to miejsce w 1864 r., kiedy Abraham Lincoln ubiegał się o reelekcję podczas wojny domowej. 150 tys. z miliona żołnierzy walczących przeciwko Konfederacji oddało wtedy głos listownie. Nie można było zorganizować wyborów w koszarach, bo żołnierze byli obywatelami różnych stanów i ich głosy nie mogły trafić do jednej urny, a oprócz prezydenta wybierali równocześnie kongresmenów, senatorów i burmistrzów swoich miast.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.