„Rosyjskie NATO” rozłazi się w szwach
Z NATO sprawa jest prosta. Sojusz działa dopóty, dopóki świat zakłada, że w razie ataku na któregoś z członków reszta zastosuje art. 5, i to w pełnym zakresie, czyli udzieli natychmiastowej pomocy wojskowej napadniętemu. Gdyby tak się nie stało, organizacja mogłaby zostać równie dobrze rozwiązana. Mniej więcej w ten sposób na pytania o własne poczucie bezpieczeństwa odpowiadają zwykle politycy z Estonii i Łotwy, uznawanych za kraje, które potencjalnie najtrudniej byłoby obronić.
Taki moment „sprawdzam” nastał właśnie w historii „rosyjskiego NATO”, jak czasem jest nazywana Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), poza Rosją zrzeszającego Armenię, Białoruś, Kazachstan i Kirgistan. Tegoroczne przewodnictwo w ODKB sprawuje Armenia, rządzona przez premiera Nikola Paszinjana. Pod wieloma względami polityk jest w niej obcym ciałem. Doszedł do władzy w wyniku pokojowej rewolucji, czyli zjawiska, które jest najgorszym koszmarem jego kolegów z ODKB. Na tle Kazachstanu czy Rosji Armenia pozostaje ostoją swobód obywatelskich. Druga taka wyspa wolności, Kirgistan, pod obecnymi rządami Serdara Dżaparowa zsuwa się w światowych rankingach demokracji, a ostatnią nowością z Biszkeku było pozbawienie obywatelstwa i deportowanie do Rosji dziennikarza Bołota Temirowa, redaktora naczelnego serwisu Factcheck.kg.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.