Powolna machina amerykańskiej demokracji
Zliczanie głosów w Stanach Zjednoczonych trwa tak długo, bo w pandemii rozbudowano system głosowania poza lokalem wyborczym, pocztowo lub do skrzynki na ulicy
Od amerykańskich wyborów parlamentarnych minął ponad tydzień. Nie tylko nie zliczono w pełni głosów, lecz także wczoraj nie było nawet potwierdzenia, która z dwóch głównych partii wygrała wybory do Izby Reprezentantów (choć faworytami są republikanie). W niektórych kluczowych okręgach w Kalifornii przerachowano zaledwie nieco ponad jedną trzecią głosów. W Brazylii, gdzie pod koniec października odbyła się druga tura wyborów prezydenckich, wyniki podano kilka godzin po zamknięciu lokali.
Dlaczego w USA w tym roku tyle to trwa? Powodów jest kilka, główny to poszerzenie w czasie pandemii możliwości głosowania zdalnego, poza lokalem wyborczym, pocztowo lub przez wrzucenie karty do ulokowanej na ulicy skrzynki. Do tego dochodzi decentralizacja systemu, ograniczone środki finansowe, a także żmudne - często wieloetapowe - procesy weryfikacji. Choć tak długie przerachowywanie może irytować, a czasem budzi nawet podejrzenia, to niekoniecznie świadczy o słabości amerykańskiego systemu. Znacznie bardziej o tym, że jest on rozbudowany do imponujących rozmiarów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.