Na szczycie w Brukseli będzie kompromis z Vaclavem Klausem
Unijni liderzy mają dziś obiecać Czechom, że traktat lizboński nie otworzy drogi do obalenia powojennych dekretów Benesza
Bitwa o traktat lizboński wkracza w decydującą fazę. Na rozpoczynającym się dziś dwudniowym szczycie UE w Brukseli przywódcy "27" mają ostatecznie zatwierdzić kompromisową formułę, która usatysfakcjonuje czeskiego prezydenta Vaclava Klausa i doprowadzi do złożenia przez niego ostatniego, brakującego podpisu pod unijną reformą.
Unijni liderzy przyjmą najprawdopodobniej dwie deklaracje. Wyjdą one naprzeciw głównemu postulatowi Pragi: uzyskaniu takich gwarancji, by żaden europejski sąd nie mógł podważyć czeskiego porządku prawnego, powołując się na dołączoną do traktatu lizbońskiego Kartę praw podstawowych. Vaclavowi Klausowi chodzi głównie o zabezpieczenie tzw. dekretów Benesza legalizujących wysiedlenie 3,5 mln Niemców sudeckich z terytorium Czechosłowacji po II wojnie światowej.
- Przywódcy UE przyjmą najpewniej uchwałę, w myśl której zapisy traktatu lizbońskiego nie będą działać wstecz. Jednocześnie obiecają, że odpowiednie twarde gwarancje zostaną wpisane do następnego unijnego traktatu: umowy akcesyjnej z Chorwacją - przewiduje w rozmowie z nami Antonio Missiroli, dyrektor brukselskiego Centrum Polityki Europejskiej.
- Myślę, że nasz rząd będzie raczej forsował dopisanie Czech do Polski i Wielkiej Brytanii, które na mocy tzw. protokołu 30 uzyskały wyłączenie z postanowień całej Karty praw podstawowych - dodaje w rozmowie z nami praski politolog Jirzi Pehe.
Pewne wydaje się tylko jedno - niezależnie od tego, jak głęboko będą szły ustępstwa i gwarancje wobec Pragi, kompromis zostanie w Brukseli osiągnięty.
Jego przygotowanie zajęło zbyt dużo czasu. Przełom nastąpił półtora tygodnia temu, gdy nieprzejednany krytyk traktatu lizbońskiego Vaclav Klaus po raz pierwszy dopuścił możliwość podpisania dokumentu. Swoją zgodę opatrzył warunkiem zakładającym, że pozostałe kraje UE mają przyznać Czechom gwarancje dotyczące dekretów Benesza. Jednak jeszcze zanim nadeszła jakakolwiek odpowiedź Brukseli na tę ofertę, o podobny przywilej upomniała się także Słowacja. - Nie pozwolimy, by nasi obywatele byli słabiej chronieni niż czescy sąsiedzi. W końcu my też jesteśmy prawnym spadkobiercą Czechosłowacji, a dekrety Benesza to część naszego porządku prawnego - zadeklarował szef słowackiego rządu Robert Fico.
Wystąpienie Bratysławy, która już ratyfikowała traktat lizboński, wywołało w UE ostry sprzeciw. - Jeśli w unijnych dokumentach znajdzie się choćby jedno słowo o dekretach Benesza, to my zawetujemy cały kompromis - przestrzegł na początku tygodnia węgierski minister spraw zagranicznych Peter Balazs, którego kraj od lat kontestuje wysiedleniową politykę władz powojennej Czechosłowacji (jej ofiarą padli także Węgrzy). Do ostrego sprzeciwu Budapesztu przyłączyli się również Austriacy.
Obiekcje wobec ustępstw na rzecz Czechów i Słowaków zaczęły zgłaszać też inne państwa Unii. - Nie możemy dopuścić, by Lizbona stała się dziurawym szwajcarskim serem - przestrzegła w poniedziałek fińska minister ds. europejskich Astrid Thors.
Wobec takiej fali oporu Czesi przystąpili do łagodzenia swojego stanowiska. - Dekrety Benesza nie będą wymienione z nazwy. Znajdziemy inną formułę zabezpieczenia naszych interesów - zapewnił następnego dnia czeski minister ds. europejskich Stefan Fuele. Gotowość kompromisu zasygnalizowali także Słowacy. Zasugerowali, że zadowolą się deklaracją, iż zapisy Karty praw podstawowych nie będą mogły działać wstecz.
Pilotującej gorące dyplomatyczne negocjacje szwedzkiej prezydencji do ogłoszenia pełnego sukcesu na dzisiejszym szczycie UE zabraknie tylko jednego elementu: zielonego światła od czeskiego trybunału konstytucyjnego. We wtorek sąd w Brnie odłożył decyzję w sprawie Lizbony do 3 listopada. To wówczas ma nastąpić ostatni akt rozgrywki o wejście w życie unijnej reformy.
Rafał Woś
rafal.wos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu