Pod naciskiem Zachodu Karzaj zgodził się na drugą turę
W atmosferze presji ze strony Zachodu afgańska Niezależna Komisja Wyborcza unieważniła wczoraj ogłoszone wcześniej zwycięstwo Hamida Karzaja w pierwszej turze sierpniowych wyborów prezydenckich.
@RY1@i02/2009/206/i02.2009.206.000.011a.001.jpg@RY2@
Rozładunek urn wyborczych wypełnionych głosami w siedzibie Niezależnej Komisji Wyborczej w Kabulu
Reuters/Forum
Batalię o prezydenturę kraju rozstrzygnie dopiero druga tura głosowania wyznaczona na 7 listopada.
Karzaj - mimo że wcześniej spekulowano, iż nie pogodzi się z takim werdyktem - wczoraj zaakceptował decyzję komisji. - To nie jest właściwy czas, by dyskutować o wynikach śledztwa. To czas, by ruszyć naprzód, w stronę stabilizacji i jedności narodowej - mówił na wspólnej konferencji prasowej z amerykańskim senatorem Johnem Kerrym i szefem misji ONZ w Kabulu, Norwegiem Kaiem Eide.
Według ogłoszonych w połowie września wstępnych wyników wyborów urzędujący prezydent Afganistanu zdobył 54 proc. głosów, natomiast jego rywal Abdullah Abdullah tylko 28 proc. poparcia - co gwarantowało Karzajowi reelekcję w pierwszej turze. Obserwatorzy podnieśli jednak larum, twierdząc, że nawet co trzeci oddany 20 sierpnia głos mógł zostać sfałszowany. W pierwszych dniach po głosowaniu zarówno Kabul, jak i przedstawiciele wspólnoty międzynarodowej pod Hindukuszem starali się zatuszować aferę. Za protest wobec takiej polityki stanowisko stracił wtedy zastępca szefa misji ONZ w Afganistanie, Amerykanin David Galbraith.
Wraz z ujawnieniem kolejnych manipulacji wyborczych stanowisko Zachodu uległo zmianie. W odpowiedzi na krytykę ONZ-owska Komisja Skarg Wyborczych rozpoczęła w połowie września ponowne przeliczanie głosów oddanych w 2600 komisjach wyborczych (z 26 tysięcy takich punktów w całym kraju). Wyniki śledztwa ogłoszono w poniedziałek - komisja zaleciła anulowanie głosów z 210 punktów wyborczych. Tylko w prowincji Ghazni, gdzie stacjonują polscy żołnierze, skasowano wyniki głosowania w 25 komisjach.
Afgańczycy ulegli naciskom Zachodu i zaakceptowali wyniki śledztwa, anulując co trzeci głos oddany na Karzaja oraz część głosów oddanych na jego rywali. Opublikowane wczoraj ostateczne rezultaty wyborów zredukowały poparcie prezydenta do 48 proc., a byłemu ministrowi spraw zagranicznych Abdullahowi Abdullahowi dały 32 proc. głosów. Obaj rywale spotkają się więc w drugiej turze wyborów wyznaczonej na 7 listopada.
Jednak data ta stoi pod znakiem zapytania. - Wbrew pozorom logistyka nie jest problemem. Karty wyborcze na taką ewentualność wydrukowano jeszcze latem, a NATO opracowało wówczas procedury chronienia bezpieczeństwa dla drugiej tury. Nie wiadomo jednak, jak będzie w listopadzie: jeśli nagle spadnie śnieg, odetnie wiele peryferyjnych dolin np. w centrum czy na wschodzie i pozbawi kilka procent mieszkańców kraju możliwości głosowania - mówi nam Fabrice Pothier, ekspert ds. Afganistanu z Carnegie Endowment for International Peace.
Analitycy nie mają wątpliwości, że ludzie Karzaja nie powstrzymają się od oszustw także w drugiej turze, ale skala manipulacji powinna być znacznie mniejsza. - Ponieważ komisje wyborcze, w tym centralna, są obsadzone ludźmi prezydenta, nie spodziewałbym się, żeby dogrywka wyborów była kryształowo uczciwa. Jednak dzięki kwestionowaniu nieuczciwości pierwszej tury afgańskie władze i Zachód mogą odbudować swoją wiarygodność w oczach Afgańczyków. Dla wielu z nich rząd w Kabulu to takie samo źródło problemów kraju jak talibowie - podsumowuje Pothier.
Jaromir Kamiński
jaromir.kaminski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu