Europejska i amerykańska prasa o wynikach irlandzkiego referendum
IRISH INDEPENDENT
- Premier Brian Cowen nie ma okazji do celebrowania pierwszego znaczącego sukcesu swojego przywódctwa - zdecydowanego "tak" we wczorajszym referendum - bo jesienią grozi mu wybuch niezadowolenia społecznego - pisze w niedzielnym wydaniu "Irish Independent". Gazeta podkreśla, że mimo ekonomicznego kryzysu i politycznych skandali, które w ostatnich dniach wstrząsnęły Irlandią, frekwencja była znacznie powyżej oczekiwań, a wynik referendum przekonujący. - Chociaż premier był wyraźnie zadowolny z wyników, które odwróciły zeszłoroczne "nie", wczoraj wieczorem był już myślami w przyszłym tygodniu, kiedy będzie musiał stanąć przed kolejnymi problemami zagrażającymi przyszłości jego gabinetu - dodaje dziennik.
THE IRISH TIMES
- Powodów zmiany w nastrojach w porównaniu z zeszłorocznym referendum jest wiele, ale trudno uciec od wniosku, że kryzys gospodarczy zwrócił uwagę wielu wyborców na znaczenie dobrych relacji z naszymi partnerami z UE dla przywrócenia prosperity w kraju - komentuje gazeta. - Nacisk prowadzących kampanię na "tak" na gospodarkę i miejsca pracy, a nie na szczegółowe kwestie dotyczące traktatu lizbońskiego, był kluczowy dla przekonania wyborców - pisze "The Irish Times". Dziennik też zwraca uwagę, że wynik głosowania przyniósł potężną ulgę premierowi Cowenowi.
DER SPIEGEL
- W chwili gdy Irlandczycy powiedzieli "tak", prawdopodobnie też i polski prezydent Lech Kaczyński złoży swój podpis na trakcie - prognozuje niemiecki tygodnik "Der Spiegel", przypominając, że czekał on na decyzję Irlandczyków. Po Dublinie oczy Europy spoczywają więc nie na Warszawie, lecz na Pradze. A tam prezydent Klaus "znalazł właśnie kolejne sposoby na to, by opóźniać podpisanie traktatu". Do tych sposobów publicyści tygodnika zaliczają m.in. wniosek złożony w tym tygodniu przez 17 czeskich senatorów o zbadanie zgodności Lizbony z czeską konstytucją.
Kolejne kłopoty szykuje Londyn - ostrzega "Der Spiegel". Lider brytyjskich Konserwatystów, David Cameron, miał wysłać ostatnio list do Vaclava Klausa, w którym prosi on czeskiego prezydenta o opóźnienie sygnowania traktatu aż do wyborów parlamentarnych na Wyspach - zaplanowanych na wiosnę 2010 r. Wtedy Konserwatyści, którzy powinni wygrać wybory w cuglach, poddadzą Lizbonę pod referendum. A przy rządzie agitującym za odrzuceniem dokumentu - i generalnie eurosceptycznym nastawieniu Brytyjczyków - przegrana w głosowaniu wydaje się niemal pewna.
THE WASHINGTON POST
Dziennik "Washington Post" przypomina nawet słynną anegdotę opisującą konfuzję b. sekretarza stanu Henry’ego Kissingera, który zwykł pytać się swoich współpracowników: "Jeśli chcę rozmawiać z Europą, to do kogo mam wykręcić numer?". Według komentatora waszyngtońskiej gazety przyjęcie przez Dublin traktatu z Lizbony, zakładającego powołanie podobnych - jego zdaniem - urzędów do tych funkcjonujących w USA, czyli unijnego, federalnego prezydenta i ministra spraw zagranicznych, spowoduje, że w Brukseli powstanie wpływowe centrum zarządzania Europą.
WALL STREET JOURNAL
pod traktatem. "Nie tylko Unia, ale nawet większość Czehów jest już zmęczona arogancją i osobliwą polityką obrony tożsamości, jaką prowadzi gospodarz na Hradczanach" - komentuje "WSJ". Gazeta radzi prezydentowi Czech, by nie szedł w zaparte za wszelką cenę i nie kompromitował się, przechodząc do historii jako człowiek, który podłożył ładunek wybuchowy pod UE.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu