Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Dokument z Lizbony przepadnie bezpowrotnie

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

●  Jedno jest pewne: trzeciego referendum w Irlandii nie będzie. A to oznacza, że traktat lizboński przepada bezpowrotnie. Z punktu widzenia prawnego sytuacja wraca więc do punktu wyjścia. Unia działa według obecnych uregulowań traktatu nicejskiego. A to oznacza m.in., że w nowej ekipie szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso nie wszystkie państwa Unii Europejskiej będą miały swojego komisarza. Pierwszą ofiarą nowych przepisów może być sama Irlandia, która straci przedstawiciela w Komisji Europejskiej. To byłaby symboliczna zemsta najbardziej proeuropejskich państw Unii Europejskiej, takich jak Włochy czy Niemcy, za zablokowanie traktatu.

●  Rozpoczęcie prac nad nowym traktatem w przewidywalnej przyszłości wydaje się wykluczone. Przywódcy Unii Europejskiej próbowali wprowadzić tą drogą reformę od grudnia 2000 roku - zaraz po przyjęciu traktatu z Nicei. Po 9 latach nieskutecznych wysiłków zmęczenie negocjacji instytucjonalnych byłoby więc tak duże, że nikt nie odważy się od nowa podjąć tej sprawy.

●  Najwięksi zwolennicy integracji spośród 27 państw członkowskich Unii Europejskiej, zwłaszcza Belgia, Holandia, Włochy, Niemcy, Hiszpania i Francja, od dawna uważają jednak, że traktat nicejski nie daje Wspólnocie wystarczających możliwości działania. Jest więc prawdopodobne, że już wiosną przyszłego roku z nową siłą powróci pomysł utworzenia we Wspólnocie "twardego jądra" krajów, które chcą podjąć ze sobą ścisłą współpracę. W takim przypadku najbardziej prawdopodobne jest zawiązanie przez te kraje sojuszu obronnego. Jest też możliwe, że Niemcy, Francja czy Włochy porozumieją się w sprawie ustanowienia wspólnego systemu podatkowego, gdy okaże się, że takiej inicjatywy nie blokują już pozostające poza "twardym jądrem" Wielka Brytania czy nowe kraje Unii Europejskiej z Europy Środkowej i Wschodniej.

●  Dalsza integracja może także posuwać się dzięki "punktowym" reformom. Zapewne w ten sposób zostałyby wprowadzone w pierwszej kolejności mechanizmy wspólnej polityki zagranicznej. Co prawda takie zmiany w unijnych przepisach także wymagałyby ratyfikacji we wszystkich krajach Wspólnoty Europejskiej, a więc i referendum w Irlandii. Ponieważ jednak obejmowałyby tylko bardzo szczegółowe, precyzyjne zmiany, a nie niemal wszystkie obszary polityki jak traktat lizboński, ryzyko, że zostaną odrzucone z powodu mniej lub bardziej populistycznej kampanii wyborczej, byłoby o wiele mniejsze.

Jędrzej Bielecki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.