Obama wie, że bez Europy nie ucieknie rywalom
FRED KEMPE, szef think tanku doradzającego Barackowi Obamie, mówi "DGP", jak Europa i USA mogą odzyskać konkurencję i nie dać się wyprzedzić Chinom
Gołym okiem widać, że kryzys strącił nas z piedestału. Wyobraźmy sobie wyścig. Przez ostatnią dekadę Ameryka biegła na czele, i to w miarę szybko. Wiedzieliśmy jednak, że goniący nas Chińczycy ostro przyspieszają. Dwa lata temu strzeliliśmy sobie w stopę, leżymy na torze i opatrujemy krwawiącą kończynę. A Chiny biegną tak szybko, jak biegły dotąd. Na dodatek za ich plecami już widać potężną grupę pościgową: Indie, Brazylię, ale też Turcję, Indonezję czy Egipt. To już nie są żarty.
Europa biegnie własnym tempem gdzieś niedaleko nas, ale my już się z nią nie ścigamy. Zaczynamy za to wysyłać do was porozumiewawcze sygnały: pomóżcie nam bronić świata opartego na rządach prawa i wolnej konkurencji, który wspólnie zbudowaliśmy po drugiej wojnie światowej. Bo wschodzące potęgi niekoniecznie są wyznawcami tych wartości. Poza tym tamtejsze elity nie mają najmniejszej ochoty przejąć odpowiedzialności za problemy globalne, takie jak ekologia, reforma rynków finansowych czy energetyka.
To nieporozumienie stworzone w pierwszych miesiącach urzędowania nowej administracji, kiedy było w otoczeniu prezydenta dużo zniechęcenia chaotyczną Europą niezdolną do przejęcia pałeczki globalnego przywództwa. Dziś Waszyngton odrobił lekcję, lepiej rozumie specyfikę starego kontynentu, który nie ma jednego centrum politycznego. Widzimy w was partnera.
Na zaniżonym kursie chińskiej waluty tracimy przede wszystkim my, ale także Europa. Na dodatek nieubłagana postawa Chińczyków uderza w konkurencyjność naszych produktów, zwiększa bezrobocie po obu stronach Atlantyku i zaczyna budzić gniew wyborców w USA oraz w Europie. Dlatego tylko wspólną presją możemy wymóc na Pekinie ustępstwa.
Musimy im tłumaczyć, że może i zarabiają na zaniżonym juanie, ale w dłuższej perspektywie sami kręcą na siebie bicz. Odbierając miejsca pracy, ryzykują nakręcanie się spirali protekcjonizmu. Kongres już zapowiedział nałożenie nowych taryf na chińskie produkty. A to dopiero przedsmak tego, co stanie się po przejęciu Kongresu przez republikańską opozycję.
Pytałem niedawno odchodzącego doradcę Obamy ds. bezpieczeństwa narodowego gen. Jamesa Jonesa, co Biały Dom uważa dziś za największe zagrożenie dla USA. Odpowiedział, że obok niekontrolowanego rozprzestrzeniania broni masowego rażenia najbardziej martwi go utrata globalnej konkurencyjności przez amerykańską gospodarkę. Ten sam problem dotyczy też Europy. Dopóki tego nie zmienimy, nie zaczniemy uciekać rywalom.
@RY1@i02/2010/200/i02.2010.200.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. Bartłomiej Kudowicz/Forum
Fred Kempe - szef Rady Atlantyckiej, jednego z najważniejszych waszyngtońskich think tanków. Były dziennikarz "The Wall Street Journal", autor kolumny "Thinking Global". Kierowane przez niego zespoły dwa razy dostały Nagrodę Pullitzera
Rozmawiał Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu