US Army płaci haracz i ma spokój
Amerykańskie wojsko w Afganistanie płaci tygodniowo nawet 4 mln dol. łapówek, by nie atakowano konwojów z bronią, żywnością i paliwem.
Do takich informacji dotarli śledczy pracujący dla Kongresu. Z ich ustaleń wynika, że armia kupuje sobie spokój w miejscowych firmach ochroniarskich - jedną z nich, Watan Risk Management, prowadzą dwaj kuzyni prezydenta kraju Hamida Karzaja. Potem pieniądze są przekazywane watażkom i potężnym komendantom, którzy kontrolują znaczną część terytorium Afganistanu. Z 79-stronicowego raportu zatytułowanego "Warlords. Inc." wynika też, że łapówki trafiają do talibów. Jeśli US Army się nie opłaci, konwoje wiozące zaopatrzenie dla walczących żołnierzy są atakowane i niszczone.
Pieniądze na łapówki pochodzą z wartego ponad 2,1 mld dol. programu Host Nation Trucking - w jego ramach armia amerykańska wynajmuje lokalne firmy przewozowe, które dostarczają zaopatrzenie dla 200 baz rozsianych po całym kraju. Najwięcej pieniędzy trafia na konto watażki o imieniu Ruhullah, którego 600 uzbrojonych ludzi pracuje dla Watan Risk Management. Inni komendanci przekupywani przez Amerykanów to m.in.: dowodzący ponaddwutysięcznym oddziałem Matiullah Khan, który kontroluje drogę między Kandaharem a Tirinkotem, oraz Abdul Razziq, szef policji granicznej w położonym tuż przy pakistańskiej prowincji mieście Spin Boldak, przez które przechodzi jedna z głównym dróg Afganistanu.
- Dzięki tym dolarom watażkowie rosną w siłę, a ich interesy są sprzeczne z głównym zadaniem Ameryki, która stara się o utworzenie silnego afgańskiego rządu. Jeszcze długo po opuszczeniu tego kraju przez Stany Zjednoczone będą oni mieli znaczący wpływ na polityczny, gospodarczy i wojskowy rozwój Afganistanu - stwierdza raport, którym zajmą się członkowie komisji śledczej Kongresu. Zapowiada się bardzo gorące przesłuchanie, bo z dokumentu jasno wynika, że armia - opłacając się watażkom - łamie wewnętrzny regulamin, który sama sobie ustanowiła.
pc, ap
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu