Gubernator Ghazni będzie dążył do pokoju z talibami
Prowincją Ghazni, w której stacjonuje ponad dwa tysiące polskich żołnierzy, od kilku dni rządzi nowy gubernator.
Pasztuński były generał Mohammad Musa Ahmadzai jest postrzegany jako postać dążąca do realizowania promowanej przez rząd w Kabulu polityki pojednania ze skłonnymi złożyć broń talibami. Powodzenie pokojowego spacyfikowania rebelii jest kluczowe dla bezpieczeństwa żołnierzy polskiego kontyngentu.
- Ahmadzai nie jest wolny od powiązań z rebeliantami w Ghazni - mówi w rozmowie z "DGP" afgański analityk z kabulskiego Center for Strategic Studies Waliullah Rahmani. Związki z talibami, o których mówi pochodzący z Ghazni Rahmani, dziś mogą się okazać jednak zaletą gubernatora.
Urodzony w 1950 r. w sąsiadującej z Ghazni prowincji Paktia Ahmadzai to postać kontrowersyjna. Jak nikt inny zna specyfikę rebelii. Po inwazji sowieckiej przyłączył się do mudżahedinów z ugrupowania Ittehad-al-Islami (co znaczy Unia Islamska). Był w nim jednym z najważniejszych komendantów i prawą ręką Abdula Raba Rasula Sajafa. Z kolei to właśnie Sajaf był pierwszym, który zaprosił na teren Afganistanu Osamę bin Ladena. W wywiadzie dla brytyjskiego "Daily Telegraph" - już po obaleniu talibów - mówił: "Presja na Afganistan nie ma sensu. Skutek będzie odwrotny od zamierzonego". Później jawnie deklarował swoją niechęć do obecności zagranicznych wojsk.
Gubernator Ghazni Ahmadzai - podobnie jak Sajaf - słynie z doskonałych kontaktów w Arabii Saudyjskiej. Obejmując władzę nad prowincją, przekonywał, że jest zainteresowany ściągnięciem do niej saudyjskiego kapitału. Jedną z pierwszych decyzji, którą podjął, było zaproszenie do Ghazni saudyjskiego ambasadora w Kabulu.
Ahmadzai dobrze orientuje się również w sytuacji po drugiej stronie granicy afgańskiej. Za rządów mudżahedinów na początku lat 90. pracował w afgańskim konsulacie w Peszawarze. Jak przyznawali w rozmowie z "DGP" rozmówcy z polskiego Dowództwa Operacyjnego, właśnie z Pakistanu do Ghazni napływają bojownicy, którzy wspierają rebelię.
Ittehad-al-Islami, z której wywodzi się gubernator Ghazni, w czasie wojny z Sowietami wchodziła w skład tzw. siódemki peszawarskiej, federacji ugrupowań rebelianckich popieranych przez USA, Pakistan i kraje regionu Zatoki Perskiej, walczącej przeciw Sowietom. To, co w wojnie przeciw ZSRR było zaletą, stało się po jej zakończeniu problemem. Ittehad-al-Islami w Afganistanie organizowała obozy szkoleniowe dla bojowników, którzy trafiali na front do Czeczenii, Bośni czy na Filipiny. Po objęciu władzy przez talibów Sajaf i jego ludzie sprzeciwili się ich rządom, ale równocześnie nie byli ich otwartymi wrogami. Po zamachach z 11 września w 2001 r. ugrupowanie wyrzekło się kontaktów z działającymi na terenie Afganistanu zagranicznymi bojownikami i przyłączyło do popieranego przez USA Sojuszu Północnego. Nadal utrzymywało jednak kontakty z talibami, ugrupowaniem Hezb-i-Islami Gulbuddina Hekmatiara, a także zagranicznymi bojownikami, przeciw którym trwała amerykańska ofensywa. Dziś taka przeszłość w Afganistanie nie jest problemem. Prezydent Hamid Karzaj promuje politykę pojednania z rebeliantami.
@RY1@i02/2010/102/i02.2010.102.000.0013.001.jpg@RY2@
Fot. AFP/East News
Oddział talibów podczas patrolu w prowincji Ghazni. Zdjęcie zrobione w styczniu 2010 r.
@RY1@i02/2010/102/i02.2010.102.000.0013.002.jpg@RY2@
Fot. U.S. Air Force
Musa Ahmadzai
Zbigniew Parafianowicz
zbigniew.parafianowicz@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu