Pekin stawia na biznes z Kabulem
Przez trzy dni Hamid Karzaj będzie namawiał Chińczyków do inwestowania pod Hindukuszem. W rezultacie rozpoczętej wczoraj wizyty afgańskiego prezydenta w Pekinie Chiny mogą stać się kluczowym partnerem gospodarczym Afganistanu - kraju, którego inni inwestorzy unikają jak ognia.
Dla Pekinu niestabilność Afganistanu nie odgrywa większego znaczenia. Biznesmeni zza Wielkiego Muru potrafią doskonale wpasować się w lokalne warunki, co udowodnili m.in. w Sudanie i Angoli. Dlatego Karzaj może mieć nadzieję, że zaplanowane w programie wizyty spotkania z prezydentem Hu Jintao i jego urzędnikami przyniosą skutki. Tym bardziej że do Pekinu afgański prezydent wziął z sobą liczną grupę biznesmenów.
Wbrew pozorom Kabul może zaoferować Pekinowi to, czego Chińczycy potrzebują najbardziej: surowce. Eksperci twierdzą, że pod afgańską ziemią mogą się kryć nierozpoznane dotąd zasoby ropy, gazu ziemnego, minerałów i rud żelaza. Przy okazji rząd Karzaja może pomóc Chińczykom w zabezpieczeniu granicy przed napływem afgańskiego opium i zablokować ruch zwolenników ujgurskiego separatyzmu z chińskiej prowincji Sinkiang, którzy ukrywają się w obozach talibów na terytorium Afganistanu.
W zamian Kabul liczy na bezpośrednie inwestycje oraz napływ chińskich specjalistów, którzy przekazaliby swoje know-how lokalnym pracownikom. Dodatkowo Afgańczycy mają nadzieję na otwarcie Korytarza Wachańskiego - wąskiego pasa afgańskiego terytorium między Tadżykistanem a Pakistanem, który łączy Afganistan z Chinami - co ułatwiłoby wymianę handlową.
Wiele przemawia za tym, że obopólne oczekiwania się ziszczą. Chiny pierwszy krok uczyniły już trzy lata temu, podpisując wartą 3,4 mld dol. umowę na zakup kopalni miedzi Aynak w prowincji Logar. Była to największa zagraniczna inwestycja w historii Afganistanu.
Zawierając tę transakcję, Pekin posłużył się przećwiczonym już w Afryce modelem: poza kupieniem samej kopalni miedzi zobowiązał się też do wybudowania w pobliżu elektrowni - mającej poza Aynakiem dostarczać też prąd dla Kabulu - oraz kopalni węgla, która ma z kolei zasilać elektrownię. Wszystkie te obiekty zostaną na koszt Chińczyków połączone torami kolejowymi z pakistańskim portem Gwadar, Chinami i - być może - nawet Tadżykistanem. Do tego Pekin dorzucił drobiazgi: zobowiązanie budowy szkół, dróg i meczetów w okolicach kopalni. Kabul wynegocjował też zatrudnienie przez pierwsze pięć lat działania kopalni na stanowiskach niemenedżerskich wyłącznie Afgańczyków.
Chińskie zaangażowanie pod Hindukuszem nie ogranicza się wyłącznie do Aynaku. Inżynierzy z Pekinu rekonstruowali już szpitale w Kabulu i Kandaharze, a firmy ZTE i Huawei współpracowały z rządem przy budowie centralek telefonicznych dla 200 tys. abonentów. Państwo Środka wybudowało też w Kabulu olbrzymią ambasadę, niewiele mniejszą niż placówki kluczowych zachodnich sojuszników rządu Hamida Karzaja.
- Jak do tej pory na zachodnie nalegania, by zaangażować się w rozwiązywanie problemów Afganistanu, Pekin odpowiadał milczeniem - mówi nam Daniel Korski z Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych. - Z perspektywy Chińczyków to kraj od wieków oparty na rolnictwie, pozbawiony potwierdzonych złóż ropy czy gazu. Dla Pekinu atrakcyjne są przede wszystkim sektory górniczy i produkcja elektryczności i w nich Chiny mogą stać się kluczowym kontrahentem rządu Karzaja - dodaje. A smaczkiem w tym jest to, że interesy Chińczyków pod Hindukuszem zabezpieczą amerykańscy marines.
@RY1@i02/2010/059/i02.2010.059.000.0012.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
Prezydent Karzaj podczas wczorajszej wizyty w Pekinie
mariusz.janik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu