Afgańskie opium nie jest już wrogiem USA
Amerykańscy żołnierze dostali rozkaz, by na razie nie niszczyć upraw maku w Afganistanie. Waszyngton robi wszystko, by pozyskać przychylność zwykłych Afgańczyków i zdobyć przewagę nad talibami.
Polem doświadczalnym nowej strategii jest region Mardża w prowincji Helmand. Oddziałom USA oraz NATO udało się podczas lutowej ofensywy wyprzeć talibów z ich twierdz i teraz za wszelką cenę chcą utrzymać ten strategiczny obszar. Rozkaz o przymykaniu oczu na uprawy maku dał głównodowodzący amerykańskich wojsk gen. Stanley McChrystal. - Nie możemy wywracać do góry nogami życia ludzi, dla których przecież walczymy - tłumaczy decyzję swojego zwierzchnika kmdr Jeffrey Eggers z Grupy Doradców Strategicznych.
- Decyzja US Army jest kontrowersyjna. Z pewnością zaprzestanie na jakiś czas walki z uprawami maku może sprawić, że chłopi przestaną wspierać talibów. Jeśli na dodatek Amerykanie zaczną skupować opium, odetną rebeliantów od potężnego finansowego zaplecza - mówi nam Chris Smith z brytyjskiego Chatham House.
Do tej pory wojska amerykańskie oraz NATO, przy aprobacie całego świata, walczyły z produkcją opium niemal tak samo zacięcie jak z talibami. Pozbawieni źródła utrzymania chłopi, często pozostawiani swojemu losowi, przechodzili na stronę rebeliantów. Zwłaszcza że na terenach kontrolowanych przez talibów nadal mogli uprawiać mak i dobrze na nim zarabiać. Jeszcze do niedawna produkcja opium była aż 37 razy bardziej opłacalna niż uprawa zbóż. Teraz cena opium jest o wiele niższa. Rynek jest nasycony, bo po upadku reżimu talibów w 2001 roku wzowiono uprawy maku na wielką skalę.
Nowa strategia Amerykanów - dla których Afganistan jest teraz głównym teatrem wojny - niesie ze sobą jednak ogromne zagrożenia. - Jeśli drastycznie nie ograniczy się uprawy maku, to w tym kraju nigdy nie zapanuje spokój - podkreśla Chris Smith.
Afganistan wytwarza 90 proc. opium, które można kupić na czarnym rynku. W jego produkcję oraz przemyt jest zaangażowanych nawet 30 mln Afgańczyków, czyli niemal wszyscy mieszkańcy kraju. Handel narkotykami jest wciąż najbardziej opłacalnym biznesem; tak dobrym, że w przemyt opium jest zamieszany nawet brat obecnego prezydenta kraju Wali Karzaj.
Zyski ze sprzedaży narkotyków są też głównym źródłem pieniędzy dla talibów. ONZ szacuje, że w latach 2005 - 2008 rebelianci zarobili na opium ponad 600 mln dol.
Na razie w Mardży panuje spokój, a chłopi ucieszyli się z decyzji Amerykanów. 51-letni Hadżi Said Gul wszystkie swoje pola obsiał makiem. Dodał, że po spłaceniu pożyczki na zakup nasion i po oddaniu talibom 10 proc. podatku od zbiorów jeden ar dawał mu nawet 500 dol. zarobku.
Nie obawia się też zmiany decyzji przez Amerykanów. - Talibowie przyrzekli nam, że będą walczyć z siłami rządowymi i zagranicznymi wojskami do czasu, aż uda nam się zebrać plony - powiedział International Herald Tribune.
@RY1@i02/2010/058/i02.2010.058.000.011a.001.jpg@RY2@
Handel narkotykami przyniósł talibom ponad 600 mln dol. zysku
@RY1@i02/2010/058/i02.2010.058.000.011a.002.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Przymykanie oczu na uprawę maku ma powstrzymać Afgańczyków od przechodzenia na stronę talibów
piotr.czarnowski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu