Parlament Europejski chce pokazać, że ma realną władzę
Zapowiada się wyjątkowy tydzień dla Parlamentu Europejskiego. Przez pięć dni eurodeputowani będą przesłuchiwać 26 komisarzy zaproponowanych przez przywódców UE.
Jeśli któryś im się nie spodoba, w czasie plenarnego głosowania 26 stycznia cała ekipa Barroso może otrzymać wotum nieufności.
Precedens już jest. W 2004 roku deputowani nie zgodzili się na zatwierdzenie włoskiego komisarza ds. wewnętrznych i wymiaru sprawiedliwości Rocco Buttiglionego. Zadecydowały o tym jego komentarze w czasie przesłuchań nt. homoseksualizmu. Stwierdził również, że "rodzina została stworzona po to, aby umożliwić kobiecie posiadanie dzieci i mieć zapewnioną ochronę mężczyzny, który o nią dba".
Wówczas Jose Manuel Barroso, obawiając się, że cały zespół Komisji nie otrzyma poparcia parlamentarzystów, uległ presji deputowanych i wycofał kandydaturę Buttiglionego.
- W nowej ekipie Barroso nie ma kandydatów równie kontrowersyjnych jak Buttiglione - mówi nam Marco Incerti, ekspert brukselskiego Centrum Europejskich Studiów Politycznych (CEPS). Jego zdaniem europarlament chce też możliwie szybkiego zatwierdzenia komisji Barroso, bo wtedy zacznie w praktyce obowiązywać traktat lizboński dający deputowanym skuteczną kontrolę nad działaniami Brukseli m.in. w sprawach zagranicznych, rolnych czy budżetowych.
- Eurodeputowani wykorzystają jednak przesłuchania, by zadać niektórym kandydatom niewygodne pytania i pokazać w ten sposób swoją władzę - mówi nam Hugo Brady, ekspert londyńskiego Center for European Reform.
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu