Co lata nad Ameryką? Polityczna burza z Chinami w tle
Siły powietrzne USA strącają z amerykańskiego nieba bliżej nieokreślone obiekty latające. W rezultacie kongresmeni wykluczają cięcia w budżecie obronnym
Aż trzy niezidentyfikowane obiekty zostały od piątku do niedzieli zestrzelone nad Ameryką Północną przez myśliwce USA – jeden w pobliżu Alaski, kolejny nad kanadyjskim Jukonem, a ostatni nad jeziorem Huron. Sprawa jest bezprecedensowa, do takich strąceń nad terytorium Stanów Zjednoczonych doszło po raz pierwszy w historii amerykańskich sił powietrznych. Sytuacja jest tym bardziej niebywała, że nie do końca wiadomo, co strącono ani kto jest właścicielem obiektów. Pentagon wcale nie potwierdza, że były to balony, takie jak chiński szpiegowski zestrzelony u wybrzeży Karoliny Południowej ponad tydzień temu. – Nie bez powodu nazywamy to obiektami, a nie balonami – przyznał generał Glen VanHerck, stojący na czele Dowództwa Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej i Kosmicznej. Trwa poszukiwanie i badanie wraków. Wiadomo, że obiekty różniły się kształtem – ten znad jeziora Huron był oktagonalny, pozostałe cylindryczne.
Skąd nagły wysp takich incydentów? Jeden z powodów jest prozaiczny – po głośnej historii z chińskim balonem szpiegowskim armia USA zmieniła – jak to ujął jeden z wojskowych rozmówców CNN – „swoje filtry”. Siły zbrojne po prostu intensywniej zaczęły szukać obiektów powyżej wysokości samolotów rejsowych, niezależnie od ich rozmiaru. Fakt, że jest ich tak dużo, wywołał za oceanem medialną i polityczną burzę, z głównym podejrzanym w tle, czyli Chińską Republiką Ludową, której to MSZ sam w poniedziałek oskarżył Stany Zjednoczone o wysyłanie swoich balonów szpiegowskich nad terytorium ChRL.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.