Afryka po francusku
Francuzi z wyjątkowym uporem dbali o to, żeby podbite ludy upodobnić do siebie
Od kiedy Chiny i Rosja zaczęły umacniać swoje wpływy na Czarnym Lądzie, najwięcej traci na tym Francja. Bo choć kolonializm się skończył, to w dawnej Afryce Zachodniej wciąż istniała sieć baz wojskowych rozlokowanych przez Paryż w Senegalu, Gabonie, Wybrzeżu Kości Słoniowej, Mali, Burkina Faso, Czadzie i Nigrze. Ale w ciągu ostatnich czterech lat w Burkina Faso, Gwinei oraz Mali doszło do przewrotów wojskowych. Za każdym razem ich autorzy pierwsze, co robili, to wypraszali francuskich żołnierzy. Po czym na ich miejsce zapraszali rosyjskich najemników z Grupy Wagnera. Towarzyszył temu wybuch spontanicznej radości obywateli, okazujących, jak bardzo nienawidzą Francuzów.
W tym miesiącu do coraz dłuższej listy byłych francuskich kolonii, które zrywają z V Republiką, woląc putinowską Rosję, dołączył Niger. Dla każdego, kto ma nieco wiedzy o tym, czym jest Rosja i ile może kosztować bliższa z nią kooperacja, wybór ten wydaje się wręcz absurdalny. Acz do momentu przyjrzenia się bliżej temu, jaka w Afryce potrafiła być Francja.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.