Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Kompromis jako sprawdzian

14 stycznia 2019
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

P lanowane na ten miesiąc spotkanie rosyjsko-japońskie w kwestii rozwiązania sporu o przynależność państwową czterech wysp Archipelagu Kurylskiego budziło wielkie oczekiwania. Do momentu, gdy rosyjskie MSZ wezwało japońskiego ambasadora w Moskwie, aby zwrócić mu uwagę na „niestosowne” wypowiedzi japońskiego premiera. Poszło o słowa Shinzō Abego w niedawnym wywiadzie telewizyjnym, w którym powiedział, że „po przekazaniu wysp Japonii, jego kraj nie będzie nalegał na to, aby zamieszkujący je Rosjanie wyjechali do siebie”, oraz towarzyszącą tej wypowiedzi adresowaną do Rosjan z Dalekiego Wschodu uwagę, aby ci „wykazali zrozumienie” dla zmiany suwerena archipelagu. Wyspy, o których mówiło się, że zostaną przekazane, stanowią 9 proc. spornych terenów.

Ale teraz Moskwa najwyraźniej zaniepokoiła się tempem i energią, z jaką Tokio przystąpiło do porządkowania przedpola. Oprócz deklaracji związanych z kwestiami osadnictwa japońskie MSZ wydało oświadczenie, że Tokio nie będzie dochodziło odszkodowań za bezprawne dysponowanie przez Rosję częścią własnego terytorium, i wezwało Moskwę do zajęcia podobnego stanowiska. Jeszcze w grudniu w trakcie swej corocznej konferencji prasowej prezydent Władimir Putin mówił o rosyjskich obawach, że zgodnie z japońsko-amerykańskim porozumieniem wojskowym oddanie części archipelagu Japonii mogłoby być równoznaczne ze zgodą na stacjonowanie na nich amerykańskich oddziałów, co Rosja musiałaby uznać za zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa. Na początku stycznia wydawało się, że i te obawy zostały rozwiane, bo przebywający w Waszyngtonie doradca japońskiego premiera oświadczył, że porozumienie, o którym mówił Putin, nie obejmuje Kuryli, a głównodowodzący amerykańskich sił zbrojnych w Japonii generał Jerry P. Martinez powiedział, że jego kraj nie ma żadnych planów wojskowych związanych z archipelagiem.

Zresztą część rosyjskich ekspertów jest zdania, że rozwiązanie sporów Rosji i Japonii, zawarcie umowy pokojowej i ściślejsza współpraca gospodarcza obydwu krajów jest w gruncie rzeczy Waszyngtonowi na rękę. Przede wszystkim dlatego, że osłabia więź Moskwy i Pekinu. Wywodzą się oni głównie ze środowiska skupionego wokół Klubu Wałdajskiego, od lat propagującego ideę rosyjskiego „zwrotu Rosji na Wschód”, ale nie po to, aby stać się „młodszym bratem” Chin. Ich zdaniem Rosja winna równoważyć siłę związków z Chinami, zarówno gospodarczych, jak i politycznych, porozumieniami z Japonią, Koreą Południową i Indiami. Tym bardziej że – ich zdaniem – Japonia już udowodniła, że w swej polityce zagranicznej kieruje się racjonalnie rozumianym interesem narodowym, i nie przyłączyła się do antyrosyjskich sankcji Zachodu.

Wydaje się, że naciśnięcie przez Moskwę hamulca w kwestii porozumienia wywołane zostało przede wszystkim sytuacją wewnętrzną. Otóż pod koniec grudnia ub.r. jeden z rosyjskich ośrodków badania opinii publicznej opublikował wyniki ankiety na temat stosunku Rosjan do problemu Archipelagu Kurylskiego i relacji z Japonią. Wynika z niego, że dość zdecydowana większość ankietowanych (77 proc.) jest przeciwko oddawaniu czegokolwiek Japonii, nawet jeśliby w zamian Rosja uzyskała „znaczącą rekompensatę”. Co ciekawe, wśród mieszkańców Dalekiego Wschodu przeciwników nawet małych ustępstw w tej kwestii jest więcej (84 proc.). Więcej jest też tam zwolenników poglądu (20 proc.), że zarząd nad archipelagiem winien być wspólnym rosyjsko-japońskim przedsięwzięciem, a o zmianie przynależności państwowej wysp nie ma co myśleć. Przekonanie to jest odbiciem poglądów Rosjan na temat charakteru i jakości wzajemnych relacji. Większość ankietowanych (49 proc.) jest zdania, że Japonia to przyjazne Rosji państwo, wzajemne relacje można ocenić jako dobre (59 proc.). Większość Rosjan uważa też (77 proc.), że ich kraj ma znacznie większe znaczenie w świecie niż Japonia. Innymi słowy, wyniki badań opinii publicznej sprowadzają się do ujawnienia zakorzenionego w Rosji poglądu, który można skonkludować w następujący sposób – Rosja ma dobre relacje z Japonią, jest krajem silniejszym i mającym większe znaczenie, po co zatem oddawać wyspy, które słusznie się nam należą. Z punktu widzenia Kremla istotna jest też odpowiedź na pytanie, jak zmieni się stosunek ankietowanych do rosyjskiego prezydenta, jeśli ten zdecydowałby się na oddanie całości lub części archipelagu Japończykom. Otóż 53 proc. badanych odpowiedziało, że w takiej sytuacji ich postrzeganie Putina się pogorszy.

Wiele wskazuje na to, że kwestia polityki wobec archipelagu może się też stać jednym z tematów wewnątrzrosyjskiej rozgrywki politycznej przed tegorocznymi wyborami. Chodzi o jesienną turę wyborów do ciał przedstawicielskich różnego szczebla, w tym wyborów gubernatorów w regionach uznawanych przez Kreml za „trudne”.

W gruncie rzeczy politykę utrudniania ewentualnych rozmów między Rosją a Japonią uprawiają też rosyjskie siły zbrojne. Tak trzeba odczytywać opublikowane w grudniu informacje o budowie na dwóch wyspach spornego archipelagu nowych koszar, mogących pomieścić kontyngent 3,5 tys. rosyjskich żołnierzy, czy posunięcie z sierpnia ub.r., kiedy Rosja wysłała na wyspy dwa myśliwce Su-35S, co zostało poprzedzone specjalnym rozporządzeniem rządu zezwalającym na lądowanie samolotów wojskowych na cywilnym lotnisku. W październiku rosyjskie siły zbrojne przeprowadziły „próbne strzelania”. Wszystko to miało miejsce już po prośbie japońskiego MSZ, aby Rosja w obliczu rozstrzygnięcia wieloletniego sporu powstrzymała się od militaryzacji archipelagu. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.