Wielka, oporna lustracja
Spuścizna imperium jest dziś w Wielkiej Brytanii przedmiotem sporów na uczelniach, w rządowych gabinetach i na stadionach
Nawet Haendel czerpał korzyści z niewolnictwa”, napisał w czerwcu brytyjski „The Times”. W Archiwum Narodowym w Kew pod Londynem znaleziono zlecenia kompozytora z 1720 r. na transfery akcji Royal African Company, jednej z dwóch oficjalnych brytyjskich firm państwowych trudniących się handlem niewolnikami. Genialny Niemiec, który w 1727 r. został obywatelem Wielkiej Brytanii, nie był odosobniony w chęci zarobienia na niewolnictwie. Jedna trzecia zarządu Royal Academy of Music inwestowała w akcje tej samej firmy, czyli w „sprzedaż i kupno istot ludzkich”, jak to skomentował „The Times”.
Tego rodzaju lustracja to dziś ulubione zajęcie brytyjskich dziennikarzy, historyków i aktywistów, ale to nowość. – Do niedawna w ogóle nie dyskutowało się o imperium – mówi Robert Tombs, emerytowany profesor historii z Uniwersytetu Cambridge. – Zmieniło się to z dwóch powodów. Po pierwsze, w Wielkiej Brytanii jest coraz więcej ludzi pochodzących z byłych kolonii: Indii Zachodnich, Afryki Zachodniej, Pakistanu, Indii. A po drugie, ruch Black Lives Matter przeniósł do nas obsesje kultury amerykańskiej. Zaczęła się walka o to, kto pisze historię i kto ma władzę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.