Uciekinierzy z Kalifornii
Coraz więcej Amerykanów opuszcza Zachodnie Wybrzeże z powodu szybujących kosztów życia. Za połowę ceny klitki w Los Angeles mogą kupić dom z ogrodem w Teksasie
Z Mikiem Leuzze’em, menedżerem R&D w firmie komunikacyjnej Broadcom, poznaliśmy się rok temu, gdy kupił dom w moim sąsiedztwie w Fort Collins w stanie Kolorado. Na razie mieszka w nim na pół gwizdka, bo nie chce się na dobre wyprowadzać z rodzinnej Kalifornii w czasie pandemii. – Nasz dom w Kolorado jest dwa razy większy od tego, który mamy w San Jose, a kosztował połowę tego, ile trzeba dać za przeciętne mieszkanie w Kalifornii, nie mówiąc o inwestycjach z wyższej półki – opowiada Mike. – Wzięliśmy go na kredyt, ale mój doradca finansowy wyliczył, że spokojnie będziemy spłacać zobowiązanie z sum zaoszczędzonych tutaj na stanowych i lokalnych podatkach. Nie wspomnę o innych oszczędnościach, zwłaszcza na wodzie i energii. W Kalifornii rachunki za nie mogą dochodzić do tysiąca dolarów za miesiąc. Tutaj płacicie chyba nie więcej niż 200 dol., prawda? – pyta Mike.
Podkreśla, że choć podatki na Zachodnim Wybrzeżu są wysokie, to nie widać, aby pieniądze z nich były odpowiednio inwestowane – zwłaszcza sądząc po kiepskim stanie infrastruktury i braku przygotowania do klęsk żywiołowych. Najlepszy przykład to susze, które regularnie nawiedzają stan. – Czy zapewniliśmy lasom odpowiednią ochronę, by minimalizować skutki pożarów? Nie. Sieć elektroenergetyczna od dawna nie jest w stanie obsługiwać tak dużej liczby ludzi, jak obecnie, a mimo to jedyną odpowiedzią władz Kalifornii na ten kryzys jest wyłączanie prądu – denerwuje się Mike.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.