WikiLeaks uderza w szefa Banku Anglii
MARVYN KING KRYTYKOWAŁ kompetencje premiera i ministra finansów, a wszystko skrzętnie notował ambasador USA. Po ujawnieniu notatek przez portal jedni politycy żądają głowy szefa najważniejszej instytucji finansowej w kraju, inni chwalą, że "nie siedzi w kieszeni rządzących"
Będzie pierwsza ofiara WikiLeaks. Wczoraj politycy zażądali dymisji prezes Banku Anglii, który w rozmowach z amerykańskimi dyplomatami krytykował brytyjskich polityków. Mervyn King wprost podważał kompetencje Partii Konserwatywnej do wyprowadzenia kraju z kryzysu. Rozmowę zanotował ambasador USA w Londynie Louis Susman. Od wczoraj treść rozmów dyplomaty i finansisty jest jawna.
- Kryzys przerasta możliwości Davida Camerona i ministra finansów George’a Osborne’a - mówił King. Dodawał, że obydwaj politycy nie tylko nie wiedzą, jakie decyzje należy podejmować, ale jeszcze nie radzą sobie z ustaleniem priorytetów w rządzeniu krajem. Sam zresztą próbował wpływać na politykę walki z deficytem budżetowym i plany cięć, co leży daleko poza jego kompetencjami.
David Blanchflower, były członek komisji monetarnej Banku Anglii, już wczoraj żądał dymisji Kinga. Jego zdaniem przeciek nie pozostawia wątpliwości: szef najważniejszej instytucji finansowej na Wyspach powinien być neutralny politycznie. King nie jest. - Popełnił niewybaczalny grzech. Skompromitował niezależność Banku Anglii - komentował Blanchflower.
Bankowca bronił za to publicznie jeden z najlepszych brytyjskich ekonomistów - Charles Coodhart. Jego zdaniem kontrowersyjne deklaracje oznaczają, że "nie siedzi on w kieszeni u rządzącej koalicji".
Oprócz Kinga i Bank of England na celowniku WikiLeaks ma się niebawem znaleźć również inny bank. Twórcy strony zapowiadają, że świat będzie mógł dowiedzieć się, jak działa jedna z największych instytucji finansowych. Według twórcy WikiLeaks chodzi o ujawnienie "megasystemu korupcji".
- Pokażę prawdziwy obraz, jak wygląda funkcjonowanie banku na poziomie zarządu. Jak przypuszczam, będzie to powód do wszczęcia śledztw i wprowadzenia nowych regulacji - mówił w wywiadzie dla "Forbesa" Julian Assange. - 50 proc. danych dostarczonych do WikiLeaks dotyczy prywatnych firm - dodawał. Chodzi między innymi o BP. Część mediów spekuluje, że na celowniku Assange znajdzie się Bank of America.
O tym, jaka jest siła rażenia WikiLeaks, świadczy postępowanie Chin. Wczoraj władze w Pekinie zablokowały do strony dostęp. Zamknięty został także wgląd do wiadomości online w języku chińskim poświęconych doniesieniom o przeciekach.
Sam Assange jest poszukiwany listem gończym przez Interpol. Wcześniej międzynarodowy nakaz aresztowania urodzonego w Australii mężczyzny wydała Szwecja, która oskarża go o molestowanie seksualne i gwałt. Jego strona została zaatakowana przez hakerów czterokrotnie w ciągu zaledwie czterech dni.
Nino Dżikija
nino.dzikija@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu