Żołnierze US Army zabijali dla zabawy
Zbrodnia, o którą oskarżonych jest dwunastu amerykańskich żołnierzy, rujnuje wizerunek USA w oczach Afgańczyków znacznie bardziej niż 90 tys. stron wojskowych raportów ujawnionych niedawno przez WikiLeaks.
"Amerykańscy chłopcy" z elitarnej drugiej dywizji piechoty stworzyli drużynę zabójców, która specjalizowała się w strzelaniu do cywilów. Z zeznań świadków wynika, że robili to dla zabawy. Zbierali też trofea swoich polowań - były nimi odcięte palce ofiar. Sprawę ujawnia wydawany za pieniądze Pentagonu magazyn "Army Times". Jeśli prokurator udowodni winę, oskarżonym grozi nawet kara śmierci.
25-letni sierżant Calvin Gibbs to wzorowy i zaprawiony w boju żołnierz. Służył w oddziałach bojowych w Iraku. Później trafił do matecznika talibów - Kandaharu, do bazy Ramrod. Oprócz patroli miał jeszcze jedną pasję. Lubił zabijać. To właśnie on wpadł na pomysł, by powołać do życia kill team - drużynę do zabijania.
Jedną z jego ofiar był Pasztun Gul Mudin. "Zginął obrzucony granatem i ostrzelany z karabinu" - czytamy w dokumentach prokuratury. Kolejnej ofierze podłożono AK47, aby dowieść, że jest rebeliantem.
Ofiar jest więcej, co dokumentują zdjęcia zwłok, przy których żołnierze mieli zwyczaj się fotografować, i liczba odciętych palców, jakie kolekcjonowali.
Proceder pewnie nigdy by nie wyszedł na jaw, gdyby w maju tego roku na "parszywą dwunastkę" nie doniósł jeden z kolegów. Ludzie sierżanta Gibbsa w wolnym czasie lubili bowiem zapalić ukradziony Afgańczykom haszysz i napić się alkoholu, który zresztą szmuglowali na dużą skalę. W trakcie śledztwa - przy okazji - znaleziono ludzkie palce. W lipcu pięciu żołnierzy oskarżono o zabijanie cywilów, siedmiu kolejnych o ukrywanie zbrodni. Pod koniec miesiąca rusza ich proces przed sądem wojskowym. Jeden z żołnierzy przyznał się do zabijania. Reszta zaprzecza.
Proces "parszywej dwunastki" to poważny problem dla głównodowodzącego operacją afgańską gen. Davida Petraeusa. Podstawą jego doktryny antyrebelianckiej, opisanej w podręczniku jego autorstwa, jest unikanie ofiar cywilnych. Ma to służyć pozyskiwaniu - wojskowi z lubością używają tego terminu - serc i umysłów lokalnej ludności.
Z tym jest jednak w Afganistanie problem. Z dokumentów ujawnionych przez WikiLeaks wynika, że kompromitujących ataków (mniej lub bardziej intencjonalnych) na cywilów Amerykanie mają na swoim koncie znacznie więcej. Jak pisaliśmy przed kilkoma tygodniami, w 2007 r. niedaleko Nangar Khel żołnierze elitarnej jednostki TF373 ostrzelali z rakiet (HIMRAS) szkołę religijną. Zginęło siedmioro dzieci i zero rebeliantów. Do podobnego wydarzenia doszło kilka tygodni później z udziałem tej samej jednostki niedaleko tej samej wioski. Sprawę opisano w raporcie i zalecono jej wyciszenie.
@RY1@i02/2010/177/i02.2010.177.000.007b.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Amerykanie stacjonują w Afganistanie od 2001 r.
Zbigniew Parafianowicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu