Lobbyści idą na wojnę z ustawą Baracka Obamy
Lobbyści reprezentujący Wall Street mają ostatnią szansę, by wpłynąć na końcowy kształt przepisów regulujących rynek finansowy w USA.
Do końca czerwca nowe prawo przejdzie jeszcze raz przez Kongres, a później ustawę podpisze Barack Obama. W tym czasie jej przeciwnicy chcą utrącić dwa kluczowe zapisy.
Pierwszy: dotyczący zmuszenia banków do rezygnacji z handlu instrumentami pochodnymi. Drugi: tzw zasadę Volckera, która zabrania angażowania się w ryzykowne operacje finansowe. Do tej pory w lobbing przeciw ustawie zainwestowano 286 milionów dolarów.
- To jeszcze nie jest koniec - przekonuje David Hirschmann, wiceszef Chamber of Commerce, największej na świecie grupy lobbingowej, która walczy z regulacjami proponowanymi przez Obamę. Ludzie Hirschmanna przystąpili do zmasowanej ofensywy, w której sprawdzoną metodą przy przekonywaniu kluczowych osób pracujących nad ustawą są kolacje, podczas których zbierane są pieniądze na kampanie wyborcze.
- Demokratyczni członkowie Kongresu, wbrew potocznym wyobrażeniom, są tylko nieznacznie bardziej odporni niż Republikanie na zaloty Wall Street - mówi nam Norman Ornstein, politolog z American Enterprise Institute. - Odporność ta spada jeszcze bardziej, gdy kongresmen reprezentuje okręg, w którym silny jest sektor bankowy - dodaje. Tak jest w przypadku Barneya Franka - szefa komisji finansów Izby Reprezentantów i ojca ustawy regulacyjnej, który reprezentuje Massachusetts. Właśnie dlatego wersja ustawy przedstawiona przez Izbę Reprezentantów nie jest aż tak bolesna dla Wall Street.
Jak pisze "New York Times" w ciągu ostatniej dekady finansjera przekazała (m.in. poprzez bankiety) kandydującym do amerykańskiego Kongresu ponad 1,7 mld dolarów. Gazeta podaje również inną znaczącą liczbę: członkowie komisji finansów Izby Reprezentantów zbierają o 56 proc. więcej pieniędzy na fundusze wyborcze niż przedstawiciele innych komisji.
Działania grupy nacisku stanowią na tyle wielki problem, że od połowy lat 90. podejmowano już kilka prób uregulowania zasad działania lobbingu. Dziś lobbyści muszą co pół roku przedkładać w kancelariach Izby Reprezentantów i Senatu sprawozdania ze swojej działalności. Pozbawiono również najbardziej wpływowych lobbystów - byłych kongresmenów - możliwości krzątania się po strategicznych miejscach na Kapitolu, niedostępnych dla zwykłych śmiertelników. Chodziło tu głównie o sale obrad obydwu izb, ale także... kongresową siłownię, na terenie której "dyskutowano" kształt ustaw.
David Jackson, politolog z Bowling Green State University w Ohio, w rozmowie z "DGP" twierdzi, że administracja Obamy nie wypracowała mechanizmów, które uodporniłyby ją na lobbystów. - Wystarczy tylko spojrzeć na więzi łączące Goldman Sachs z jego administracją. Wielu byłych pracowników banku pracuje dziś w ekipie Obamy - przekonuje Jackson.
Chodzi między innymi o Marka Pattersona, obecnego szefa gabinetu sekretarza skarbu Timothy’ego Geithnera. Przed objęciem funkcji w administracji Patterson w latach 2005 - 2008 był znanym lobbystą reprezentującym interesy Goldman Sachs. Obecna wicedyrektor Narodowej Rady Ekonomicznej Diana Farrell była z kolei bezpośrednio zatrudniona w Goldman Sachs.
@RY1@i02/2010/101/i02.2010.101.000.014b.001.jpg@RY2@
Fot. U.S. Navy
Barack Obama
Piotr Włoczyk
piotr.wloczyk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu