Bankowy dokument już nie przekreśli szans w przetargu
UZP wydał opinię, która może pomóc ujednolicić podejście do gwarancji wadialnych. Firmy wciąż nie wiedzą, czy ich treść zostanie uznana za prawidłową
Od wielu miesięcy DGP opisuje jeden z istotniejszych ostatnio sporów interpretacyjnych dotyczących przepisów o zamówieniach publicznych. Firmy tracą liczone nawet w setkach milionów złotych kontrakty, bo okazuje się, że dokument wystawiony przez ubezpieczyciela czy bank zostaje uznany za niewystarczający. Orzecznictwo Krajowej Izby Odwoławczej było w tym zakresie niejednolite. Urząd Zamówień Publicznych dostrzegł opisywany przez nas problem i wydał właśnie opinię prawną w tej sprawie.
Chodzi o wadium. W dużych przetargach firmy nie wnoszą go w pieniądzu, tylko raczej korzystając z gwarancji. Część wystawiających te dokumenty banków i ubezpieczycieli zaznacza w treści, że żądanie zapłaty z gwarancji musi zostać zgłoszone w terminie jej ważności. To zaś jest kwestionowane przed Krajową Izbę Odwoławczą, która w części wyroków uznawała, że taka treść niewystarczająco zabezpiecza interes zamawiających. A to dlatego, że w praktyce skraca termin obowiązywania gwarancji. Zanim zamawiający wystąpi do gwaranta i prześle pismo, może upłynąć kilka dni. Tymczasem przesłanki do zatrzymania wadium mogą się ziścić nawet w ostatniej chwili. Prawdopodobne więc jest, że żądanie zapłaty wpłynie do banku czy ubezpieczyciela w chwili, gdy nie będzie już ważna gwarancja, co oznacza, że pieniądze nie zostaną wypłacone. Szczególnie ważne może to być przy gwarancjach wystawionych przez zagraniczne banki czy ubezpieczycieli, zwłaszcza gdy żądanie zapłaty trzeba złożyć na piśmie. Zanim taki list dotrze na drugi koniec Europy, nie mówiąc już o USA, mogą minąć nawet tygodnie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.