W resortach nie będzie polonistów. Wystarczą szkolenia
Językoznawcy nie zostaną włączeni do zespołów tworzących teksty urzędowe, choć jakość dokumentów pozostawia wiele do życzenia. Wszystko rozbija się o pieniądze. Nie podoba się to posłom
Środków na ten cel nie będzie, mimo że Rada Języka Polskiego (RJP) w opublikowanym w tym roku "Sprawozdaniu ze stanu ochrony języka polskiego w latach 2010-2011" zgłosiła wiele uwag do poziomu językowego prezentowanego przez urzędy administracji rządowej. Pod względem poprawności językowej i sprawności komunikatywnej materiałów pisemnych kierowanych do obywateli przebadano strony internetowe instytucji centralnych, głównie ministerstw, ale też na przykład Narodowego Funduszu Zdrowia. Wybrano instytucje centralne, bo to one nadają ton językowym trendom w całej administracji publicznej.
"Choć ogólna ocena poziomu językowego zamieszczanych omawianych tekstów wypada raczej pozytywnie, to w szczegółach można mieć do nich wiele zastrzeżeń" - napisała RJP w analizie przedłożonej Sejmowi.
Za długie zdania
Językoznawcy zarzucają urzędom tendencje do zbytniego wydłużania wypowiedzi poprzez budowanie zdań wielokrotnie złożonych, pełnych imiesłowów czy rzeczowników odsłownych. Eksperci uważają również, że komunikatywność treści urzędowych zakłóca nadmiar wyrazów obcych, jak "aplikowanie" lub "kreatywny", czy też zapożyczeń, jak "workshop" lub "destynacja".
"Ocena poprawności tekstów pod względem ortograficznym nie wypada zadowalająco, zauważa się tendencję do nadużywania wielkich liter czy rozłącznej pisowni partykuły »nie« (...) Nie ułatwiają odbioru tekstów bardzo liczne błędy interpunkcyjne" - dodaje RJP.
W sprawozdaniu czytamy również, że naganny jest brak korekty tekstów oraz przedkładanie oprawy wizualnej treści urzędowych nad ich meritum.
"Autorzy, a także administratorzy stron, zdają się nie pamiętać, że językowa poprawność i wygląd tekstów tworzą wizerunek instytucji" - zauważają eksperci.
Jednocześnie proponują, by w państwowych instytucjach centralnych zatrudniać specjalistów od języka. Mieliby oni dokonywać korekty tekstów przed ich publikacją oraz uświadamiać tworzących dokumenty urzędników o popełnianych przez nich błędach w warstwie językowej czy też pomagać im przekazać obywatelom zawiłości prawne w miarę prostym i zrozumiałym dla laików językiem.
Filologów nie będzie
Wspomniany postulat rady podchwycili posłowie z sejmowej komisji kultury i środków przekazu, którzy w uchwalonym przez siebie dezyderacie zaapelowali do premiera o "zobowiązanie ministrów oraz osób kierujących instytucjami centralnymi do zapewnienia udziału językoznawców przy redagowaniu wszystkich urzędowych tekstów".
"Dbałość o ochronę czystości języka polskiego jest na równi z dbałością o polską kulturę obowiązkiem wszelkich władz publicznych. Szczególną rolę widzimy tu dla Ministerstwa Edukacji Narodowej, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego" - uzasadniali posłowie.
W odpowiedzi na dezyderat Sławomir Brodziński, szef Służby Cywilnej, stwierdził, że polskiej administracji brakuje środków, które mogłyby pokryć koszty zatrudnienia w urzędach polonistów czuwających nad poprawnością tekstów. Poza tym wskazał, że proces korekty dokumentów w połączeniu z ogromną ich ilością istotnie zaburzyłby normalne tempo funkcjonowania instytucji publicznych.
Warsztaty i analiza
Takie stanowisko skrytykowali posłowie z komisji kultury na ostatnim przed wakacjami posiedzeniu.
- Myślę, że taka mało konkretna odpowiedź, deprecjonująca ten postulat, zarówno nasz, ale, co ważniejsze, również postulat skierowany przez Radę Języka Polskiego, wymaga pewnego uściślenia czy ukonkretnienia. Rozumiem, że można dyskutować na temat tego, czy to ma być jeden, dwóch, trzech czy pięciu specjalistów, natomiast odpowiedź tego rodzaju, że nie zatrudnimy w ogóle, bo to mogłyby być nawet setki, wydaje mi się mało precyzyjna - mówiła Barbara Bubula, posłanka PiS.
Z kolei zdaniem Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej z PO pieniądze nie muszą tu być problemem. Przewodnicząca komisji uważa, że nie trzeba zatrudniać polonistów, wystarczy lepiej zorganizować pracę w urzędzie i wykorzystać potencjał tych urzędników, którzy mają wiedzę językową, chociażby zatrudnionych w biurach prasowych urzędów.
- Może zatrudniając ludzi w centralnych urzędach, patrzeć nie tylko na to, czy ktoś ma kompetencje w dziedzinie prawa, administracji, ekonomii, lecz także na to, czy ma odpowiednie kompetencje językowe - proponował Jacek Świat z PiS.
Koniec końców w ramach ustaleń między sejmową komisją a szefem Służby Cywilnej zdecydowano o przeprowadzeniu w ramach szkoleń centralnych dla urzędników warsztatów językowych w 2014 roku.
- Jeśli chodzi o ustalenie grupy objętych szkoleniami, to oczywiście byłaby to tylko pewna określona część urzędników korpusu Służby Cywilnej, który skupia 122 tys. osób - wyjaśniał Sławomir Brodziński.
Dodatkowo zostanie przeprowadzona szczegółowa analiza wewnątrz poszczególnych ministerstw i innych urzędów centralnych na temat funkcjonujących tam systemów zapewnienia poprawności i komunikatywności języka pism urzędowych. Na tej podstawie zostaną wyprowadzone wnioski, dlaczego w jednych instytucjach jest lepiej niż w innych. Dzięki temu może uda się wypracować uniwersalną receptę na sukces.
Piotr Pieńkosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu