Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Cyfryzacja i e-usługi publiczne

Aktualności w sieci to już za mało. Mieszkańcy potrzebują nowych form komunikacji

Ten tekst przeczytasz w 65 minut

Ilu jest radnych, gdzie odbędzie się koncert - o tym dowiadujemy się z internetowych stron gmin. Coraz częściej też za pomocą mediów społecznościowych możemy reagować na to, co dzieje się na sąsiedniej ulicy

Miasta i gminy w różny sposób komunikują się z mieszkańcami. Strona gminy w internecie to już standard. Na każdej znajdą się informacje dotyczące aktualności, wydarzeń samorządowych, kulturalnych, sportowych. Coraz więcej samorządów stara się też nawiązać poprzez takie strony interaktywny kontakt z mieszkańcami.

Znajdziesz dziurę, pisz natychmiast

- Jako pierwsi w kraju wprowadziliśmy stronę NaprawmyTo! Jest efektem wspólnej pracy kilkunastu organizacji pozarządowych, m.in. stowarzyszenia Homo Faber czy Fundacji im. Stefana Batorego. A za powstanie samego serwisu odpowiada warszawska Fundacja Badań i Innowacji Społecznych "Stocznia" - mówi Beata Krzyżanowska, rzecznik prasowy prezydenta Lublina. Tłumaczy, że serwis umożliwia mieszkańcom i innym użytkownikom zgłaszanie problemów z ich najbliższego otoczenia.

- Nie chodzi jednak o problemy ogólne, tylko o różne, na pozór drobne przypadki. Może to być przewrócone drzewo, zepsuta ławka na miejskim skwerze, dziura w jezdni czy odpadające z budynku tynki - dodaje rzecznik. Przyznaje, że po takim sygnale, zwłaszcza jeśli sytuacja jest niebezpieczna, bo np. zapadła się studzienka kanalizacyjna, służby miejskie są w stanie zadziałać natychmiast. W pozostałych sytuacjach zgłoszenia są realizowane sukcesywnie.

Jak działa taka strona? Jest mapka Lublina, a na górze bombka ze strzałką. Użytkownik przesuwa ją na ulicę lub inne miejsce, gdzie zauważył nieprawidłowość, a z boku wybiera kategorię zdarzenia, np. budynki, bezpieczeństwo, przyroda. Strona, jak przyznają włodarze miasta, cieszy się bardzo dużą popularnością (zrzut ze strony pokazujemy obok).

- Takie narzędzie pozwala na szybką identyfikację problemów pojawiających się w różnych obszarach funkcjonowania miasta. Żaden urząd nie byłby w stanie w takim tempie siłą urzędników rozpoznać problemów i na nie zareagować. Dlatego współpraca mieszkańców za pośrednictwem NaprawmyTo! jest dla urzędu bezcenna - mówi urzędniczka z lubelskiego ratusza.

Mieszkańcy mogą też obejrzeć w internecie, jak później ze zgłoszonymi przez nich problemami radzą sobie radni i urzędnicy.

W wielu jednostkach samorządu terytorialnego standardem są bezpośrednie transmisje posiedzeń rad gminnych czy miejskich na stronach samorządów i nikt już nie wyobraża sobie, żeby miało być inaczej. Bardzo często nagrania trafiają następnie do ogólnodostępnego archiwum w sieci i w każdej chwili zainteresowany obywatel może do nich wrócić. Widać, że to rozwiązanie przyjmuje się coraz szerzej. Na przykład w warszawskiej dzielnicy Ursynów transmitowane na żywo są już nie tylko obrady tutejszych radnych, lecz także inne ważne dla mieszkańców wydarzenia, które dzieją się w ursynowskim ratuszu, jak chociażby wysłuchania publiczne w sprawie projektów aktów prawa miejscowego.

Strony, formularze...

Gminy deklarują, że swoje strony internetowe aktualizują codziennie, a nawet kilka razy dziennie. Stron jest zazwyczaj kilka albo nawet kilkanaście. Jest główna strona miasta, która zawiera biuletyn informacji publicznej, czyli wszystkie dane teleadresowe, ogłoszenia o konkursach, naborach, przetargach oraz zazwyczaj zapisy przebiegu sesji rady gminy bądź miasta.

- Mamy też trzy inne strony - mówi Marek Starosta, rzecznik prezydenta Zielonej Góry. - Jest portal gospodarczy, strona Łącznika Zielonogórskiego promująca połączenie miasta Zielona Góra z gminą o tej samej nazwie. Jest także strona miasta, na której publikujemy obszerniejsze informacje, m.in. proponujemy wirtualny spacer, interaktywną mapę.

Na takich stronach, niezwiązanych z oficjalnym BIP, znajdują się zazwyczaj informacje dotyczące tego, co w mieście się dzieje, ale też sprawy obsługi biznesmenów, terenów inwestycyjnych.

- Każdy wydział ma sekcję, która obsługuje swoje strony lub odpowiednie zakładki - tłumaczy szefowa Biura Promocji i Współpracy Międzynarodowej w Rzeszowie Marzena Furtak-Żebrecka. Dodaje, że miasto przygotowało też inne strony, o których informację można znaleźć na zakładkach strony głównej.

- Jest nowa strona dotycząca sportu i turystyki, funduszy unijnych, ale też taka, która informuje o zagrożeniu klęską żywiołową - mówi Małgorzata Furtak-Żebrecka. Dodaje, że każdy mieszkaniec może zapisać się na bezpłatny newsletter, by otrzymywać informację o Rzeszowie z każdej dziedziny funkcjonowania miasta. Strona główna w ciągu roku zanotowała prawie 1,6 mln odsłon.

Portale gminne starają się być interaktywne. Ze strony można pobrać formularz do kontaktu z mieszkańcami, na którym zgłaszane są uwagi dotyczące spraw gminy.

- Mieszkańcy otrzymują odpowiedzi, a dodatkowo poprzez portale można zgłaszać pomysły projektów do budżetu obywatelskiego, a potem śledzić głosowanie w tej sprawie - mówi rzecznik Marek Starosta z Zielonej Góry.

Strony internetowe zachęcają też często mieszkańców do zgłaszania pomysłów na rozwój czy tworzenie oblicza miasta. Na przykład w Lublinie na stronie internetowej już od dwóch lat jest skrzynka Dialogu Społecznego. Za jej pośrednictwem lublinianin może zgłosić uwagi dotyczące funkcjonowania miejskich służb, ale też pomysły dotyczące rozwoju miasta. Skrzynka w założeniu jest internetowa, ale analogiczna droga jest też dostępna w wersji tradycyjnej. Wystarczy wypełnić formularz i wrzucić go do skrzynek stojących w biurach obsługi mieszkańców w urzędzie miasta.

- Dotychczas wpłynęło ponad 1400 pytań z zakresu gospodarki, inwestycji, kultury, zdrowia oraz takich kwestii, które dotyczyły doraźnych utrudnień w mieście. Najczęściej poruszane tematy kwalifikowane były do kategorii "moja ulica" - słyszymy w biurze promocji miasta.

Wszystko wskazuje na to, że strony internetowe wciąż pozostają głównym narzędziem w komunikacji samorządów z mieszkańcami.

Zaczyna się od prostego, a więc łatwego do zapamiętania adresu serwisu, najlepiej, żeby to była nazwa gminy. Strona musi również w sposób wyraźny sygnalizować, że jest oficjalnym serwisem danej jednostki. Dzięki temu poruszający się po niej użytkownik ma pewność, że dostaje wiarygodne informacje. Później zaś trzeba stale dbać o rozwój takiej witryny. Dobra strona internetowa to taka, która spełnia wiele funkcji. Najważniejszą jest oczywiście przekazywanie komunikatów płynących z jednostki samorządu terytorialnego do mieszkańców, czyli adresatów tych informacji. Z kolei poprzez wspomnianą już interaktywność, jak chociażby możliwość pobrania ze strony potrzebnych wniosków czy też sięgnięcie do opcji zamieszczania komentarzy, strona staje się użyteczna dla obywateli oraz ogniskuje dyskusję o samorządzie właśnie w internecie.

Nie mniej ważna od merytorycznej zawartości jest funkcjonalność strony, czyli łatwość poruszania się po niej. Wpływa na to przede wszystkim graficzny projekt strony. Warto o niego zadbać, chociażby odpowiednio porządkując zakładki czy też nie przeciążając określonej części serwisu - po to są odpowiednie zakładki, by dzielić informacje i umieszczać je w określonych segmentach.

Na funkcjonalność wpływa też wiele mniejszych udogodnień, jak chociażby wewnętrzna wyszukiwarka treści na stronie lub czytelny indeks. Dobrze, gdy witryna gminy, jako fundament działalności jednostki w sieci, zawiera również linki do stron instytucji podlegających samorządowi, jak ośrodki pomocy społecznej, biblioteki czy domy kultury. Trzeba bowiem pamiętać, że nawet ciekawa strona się nie obroni, jeżeli nie wygląda atrakcyjnie i sprawia wrażenie zaniedbanej. Do tego ostatniego przyczynia się również brak bieżących aktualizacji. Informacje umieszczane na stronie głównej serwisu samorządowego powinny być odświeżane codziennie.

...infolinie, telefony

W większości gmin na stronie internetowej jest podawany telefon infolinii, za pomocą którego można skontaktować się z urzędem. Czasami jest to tylko infolinia informacyjna, ale coraz częściej jest ona skomunikowana z odpowiednimi wydziałami merytorycznymi, które od razu reagują na informację lub udzielają odpowiedzi.

Gminy starają się także ułatwić życie mieszkańcom, którzy wolą kontakt osobisty. W Rzeszowie np. uruchomiono punkty obsługi mieszkańców w centrach handlowych.

- Działają od poniedziałku do soboty w godz. 10-18 - mówi dyrektor Furtak-Żebrecka. - Można tam wyrobić dowód osobisty, prawo jazdy. Zainteresowanie jest duże. Mieszkańcy przy okazji zakupów mogą załatwić urzędowe sprawy.

Nowy projekt uruchomiła też stolica pod hasłem "Jeden numer, tysiąc spraw". Projekt Warszawa 19115 ma usprawnić komunikację między mieszkańcami a stołecznym samorządem. Pod telefonicznym numerem 19115 będzie można zgłosić każdą sprawę wymagającą interwencji administracji miejskiej, np. dziurę w chodniku czy nielegalne wysypisko śmieci.

- Do dyspozycji mieszkańców jest każdego dnia zespół konsultantów, obecnie ok. 40 osób, którego zadaniem jest przyjmowanie i przesyłanie zgłaszanych spraw do odpowiednich komórek merytorycznych - słyszymy w biurze prasowym stolicy.

Warszawa 19115 to kilka różnych kanałów komunikacji: poza numerem infolinii są portal internetowy www.warszawa.19115.pl, aplikacja mobilna, a także poczta elektroniczna, faks i czat. Usługi są dostępne 24 godziny na dobę.

Wygrali z e-wykluczeniem, dostaną nagrodę

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji ogłosiło konkurs dla gmin, które wdrożyły u siebie strategie walki z cyfrowym wykluczeniem mieszkańców w ramach korzystania ze środków Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka - działanie 8.3. Do udziału w konkursie "Innowa@cyjnie, Kre@tywnie, Spra@wnie" można zgłaszać projekty, w których co najmniej połowa gospodarstw domowych wytypowanych do udziału w projekcie już otrzymała sprzęt komputerowy i dostęp do internetu. Wśród kryteriów oceny liczą się przede wszystkim wymierne efekty realizacji programu, czyli w jakim stopniu projekt danego samorządu przyczynił się do zmniejszenia e-wykluczenia na jego terenie oraz czy dostarczeniu sprzętu technicznego towarzyszyło podnoszenie umiejętności cyfrowych w lokalnej społeczności.

Zgłoszenia do konkursu należy nadsyłać drogą mejlową do resortu administracji do 24 listopada. Szczegóły pod adresem: www.mac.gov.pl/dzialania/konkursy-podsumowujace-wdrazanie-dzialania-8-3-po-ig/. PPŃ

@RY1@i02/2013/219/i02.2013.219.088000600.803.jpg@RY2@

NaprawmyTO!

Facebook i Twitter na usługach administracji

Moda na wykorzystywanie mediów społecznościowych (ang. social media) w strategiach komunikacyjnych przeniosła się z prywatnych firm do administracji. Żeby jednak wykorzystanie to było skuteczne, trzeba popracować.

- Nie wystarczy samo założenie profilu na Facebooku czy Twitterze i wrzucenie na niego podstawowych informacji o działalności urzędu. Niezbędne jest jego stałe moderowanie i aktualizowanie - przypomina w rozmowie z DGP Paweł Kozyra, ekspert specjalizujący się w prawie nowych technologii. Jeszcze ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy ze względu na zakres działań danego urzędu taki profil jest w ogóle potrzebny.

- Media społecznościowe sprawdzą się w administracji samorządowej, która jest bliżej obywatela. To z nią stykamy się bezpośrednio, załatwiając codzienne urzędowe sprawy. Jasne jest więc, że w tym obszarze oczekujemy otwarcia na przystępną i sprawną komunikację. Media społecznościowe pomagają w osiągnięciu tego celu - dodaje Kozyra. Decydując się na aktywność w sferze social media, urząd nie może kierować się wyłącznie obowiązującymi trendami. Musi za to opracować strategię prowadzenia komunikacji za pośrednictwem tego narzędzia, a więc chociażby zdefiniować, co będzie na takim profilu publikował.

- Portal społecznościowy to nie jest miejsce, w którym zamieszcza się informacje publiczne odbierane przez statystycznego Kowalskiego jako hermetyczne, napisane językiem aktów normatywnych przekazy. Do tego przeznaczone są biuletyn informacji publicznej czy strona urzędu. Facebook i Twitter nie mogą być ich kopią, gdyż takie dublowanie jest pozbawione sensu. Social media służą prowadzeniu komunikacji opartej na interakcji między urzędem a obywatelem, choćby dyskusji o aktualnym w danej gminie czy powiecie problemie społecznym - wskazuje nasz rozmówca.

W praktyce oznacza to, że obecności instytucji publicznej w mediach społecznościowych musi towarzyszyć zaangażowanie pracowników administracji w prowadzenie tej komunikacji i stałe reagowanie na zgłaszane tą drogą sygnały od obywateli. Wbrew pozorom jest to niemałe wyzwanie.

- Niezadowoleni obywatele często wykorzystują internet, by wyrazić swoje niezadowolenie z działań lokalnych władz, na przykład zalewają fan page urzędu na Facebooku dziesiątkami negatywnych komentarzy. Jeśli dyskusja nie będzie rzeczowo moderowana, to ta fala wpisów użytkowników przysłoni esencje tego, co chciał zakomunikować urząd, a w konsekwencji przyczyni się do powstania sytuacji kryzysowej - mówi Paweł Kozyra.

- Z innej strony, jeśli pracownicy administracji zajmujący się prowadzeniem profilu nie będą na bieżąco odpowiadali na pytania użytkowników, to mogą rodzić się nieporozumienia, gdyż czytelny sygnał od urzędu w danej sprawie zastąpią mnożące się domysły - dodaje Michał Sułkowski, ekspert z zakresu e-administracji.

Innym problemem są powstające fałszywe profile społecznościowe poszczególnych urzędów. Sprawiając wrażenie autentycznych, mogą wprowadzać obywateli w błąd, co z kolei może prowokować poważne nieporozumienia już w kontakcie z realnym urzędem.

W kontekście aktywności administracji w sferze mediów społecznościowych ekspertów niepokoi brak odpowiednich regulacji prawnych, które określałyby zakres wykorzystania tego typu kanału w komunikacji ze społeczeństwem czy też procedury reagowania w sytuacji przejęcia strony danego urzędu na Facebooku czy Twitterze przez hakerów.

- Odpowiedni akt normatywny pomógłby znaleźć mediom społecznościowym miejsce wśród źródeł informacji pochodzących z urzędu - podsumowuje Paweł Kozyra.

Piotr Pieńkosz

Ważny jest bezpośredni kontakt z człowiekiem

Radni prawie nie organizują już stałych dyżurów, a jeżeli takie są, to mieszkańców nie przychodzi dużo. Instytut Spraw Publicznych wraz ze Stowarzyszeniem Homo Faber przeprowadził roczny monitoring Rady Miejskiej w Lublinie. Trwał on od końca czerwca 2012 roku do lipca 2013 roku.

Jak czytamy w opracowaniu, większość formalnych zobowiązań ze strony radnych i rady miasta była wykonywana prawidłowo. Pojawiał się jednak problem terminów posiedzeń komisji, które odbywały się w takim czasie, że pracujący mieszkańcy nie mogli w nich uczestniczyć. Niejasne też były zasady składania interpelacji i zapytań, co zdaniem badaczy zniechęcało mieszkańców do takiej aktywności.

Homo Faber przeprowadziło też sondę wśród 205 mieszkańców Lublina, pytając o znajomość radnych i kontakty z nimi. Tylko pięć osób wymieniło prawidłową liczbę radnych, zdecydowana większość nie znała żadnego nazwiska samorządowca z miasta, a było też sporo takich osób, które nawet nie wiedziały, że same wybierają radnych - myśleli, że robią to zarządy dzielnic.

Jak wynika z badania, w ciągu ostatnich dwóch lat zaledwie 13 osób skontaktowało się ze swoimi radnymi. Najchętniej na osobistym spotkaniu lub poprzez skrzynkę e-mailową.

Zarówno samorządowcy, jak i mieszkańcy wskazywali na pewne błędne koło: radni nie prowadzą stałych dyżurów, bo nie przychodzą na nie mieszkańcy. Ci ostatni zaś twierdzili, że nie przychodzą, bo nie wiadomo kiedy radni pełnią dyżury albo ich na nich nie ma.

Radny Maciej Nowak z Lublina przyznaje, że zna raport. Twierdzi jednak, że zbyt mały kontakt samorządu z mieszkańcami wynika m.in. z braku edukacji społecznej. - Ludzie często nie wiedzą, że radny to nie polityk, ale człowiek, który pracuje na miejscu, ustala wraz z radą budżet dotyczący lokalnej drogi, kanalizacji, terenów pod inwestycje w gminie, szkoły czy przedszkola - mówi Marcin Nowak. Przyznaje, że dostaje różne e-meile, na poważne odpowiada i zaprasza mieszkańca na spotkanie.

- Może taka oddolna demokracja musi budzić się pomału. Prawdopodobnie mieszkańcy muszą dojrzeć do tego, że jak w USA lokalna grupa może doprowadzić do dużych zmian w swojej gminie czy nawet regionie. Do tego potrzebna jest edukacja, najlepiej w szkołach, ale i w małych parafiach - mówi radny Nowak. Przyznaje jednak, że są radni, którzy nigdy nie skontaktowali się wyborcami, nie odebrali e-mejla.

- A przecież to samorząd ma rozwiązywać codzienne bolączki. Nie wszystko załatwi kontakt przez stronę internetową czy społecznościową, zwłaszcza w małych miejscowościach. Często potrzebny do rozwiązania problemu, choćby drogi, szamba, jest kontakt z człowiekiem - dodaje Nowak.

Doktor Anna Krajewska, socjolog i prawnik z Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, wskazuje w swojej pracy "Radni a partycypacja społeczna" przygotowanej w Instytucie Spraw Publicznych na jeszcze jeden problem: "Podstawowe znaczenie w odniesieniu do utrzymywania przez radnych więzi z mieszkańcami mają często kwestie czysto techniczne". Chodzi tu o dostępność danych kontaktowych radnych. Ich adresów e-mailowych lub numerów telefonów. A także informacji dotyczących terminów i miejsc odbywania przez nich spotkań z mieszkańcami.

Zasady te, jak pisze dr Krajewska, nie są jednolite. Na niektórych stronach urzędów można znaleźć wszystkie wymienione dane, ale w innych w ogóle nie są udostępniane.

Monika Górecka-Czuryłło

Komunikacja w dwie strony szansą na więź z obywatelem

Jak samorządy powinny dziś traktować komunikację przez internet?

W analizie tego zagadnienia trzeba wziąć pod uwagę naturalne czynniki społeczne - zachowania mieszkańców. Jednym z nich jest znaczący poziom wykluczenia cyfrowego pokolenia 50+. Musimy sobie uświadomić, że komunikacja drogą internetową nie jest wcale uniwersalna. Informacje przekazywane tym kanałem nie docierają do wszystkich, chociażby tych, którzy na co dzień nie korzystają z sieci z różnych powodów.

Po pierwsze, należy internet postrzegać jedynie jako jedno z narzędzi komunikowania się z obywatelami, a dokładnie tą ich częścią, która aktywnie funkcjonuje w wirtualnej przestrzeni. Sieć nie zastąpi jednak ogólnej polityki komunikacji społecznej w mieście czy gminie wiejskiej, na którą powinno składać się zdecydowanie więcej elementów, jak chociażby bezpośrednie spotkania z mieszkańcami.

Po drugie, o realnej komunikacji przez internet nie możemy mówić wtedy, gdy opiera się ona na jednostronnym przedstawianiu stanowiska lokalnych władz poprzez umieszczanie komunikatów na stronie www. Komunikacja powinna mieć w sobie element interakcji, a internet pokonując fizyczną odległość pomiędzy obiema stronami, tę dwustronność przepływu informacji zapewnia od strony technicznej.

W jaki sposób, posługując się narzędziami w internecie, można zbudować dobrą komunikację z mieszkańcami?

Przede wszystkim potrzebna jest strategia działania. Nie można w tym zakresie polegać na ogólnych stwierdzeniach, że coś jest dostępne w internecie. Informację umieszczaną w sieci trzeba odpowiednio przystosować do odbiorców, posługując się odpowiednim językiem oraz wyznaczając krąg czy też kręgi osób, do których chce się dotrzeć z komunikatem. Tylko rozpisana na konkretne działania strategia może pomóc odnieść sukces i zapewnić samorządowi przekonanie, że pracuje w sposób nowoczesny i skuteczny.

Ograniczenie się do pasywnego umieszczania informacji na mało przejrzystej stronie gminy jest pozbawione sensu i stanowi marnowanie potencjału. Internet trzeba traktować w sposób inteligentny, a więc szukać komunikacji choćby za pośrednictwem portali społecznościowych. Te zaś nadal w dużym stopniu pozostają niedoceniane w Polsce jako narzędzie prowadzenia dialogu przez urzędy. A przecież dzisiaj jest to podstawowe narzędzie interaktywnej komunikacji dla przeważającej części społeczeństwa korzystającej z internetu.

Ta diagnoza nie brzmi wesoło...

I owszem. Mam poczucie zmarnowanych dziesięciu lat. W ostatniej dekadzie polski samorząd w niewielkim stopniu wykorzystał szansę, jaką oferował rozwijający się internet, by poprzez interakcję lepiej dostosowywać swoją ofertę do potrzeb mieszkańców, by być po prostu bliżej ludzi. Byłbym zadowolony, gdyby samorządy, szczególnie dużych miast, zaczęły ambitniej, ze zrozumieniem uwarunkowań, używać narzędzi komunikacji internetowej.

Gdzie więc kryje się klucz do sukcesu na tym polu?

Komunikacja w sieci musi być prowadzona żywo, bo w przestrzeni wirtualnej wszystko dzieje się szybko, w czasie rzeczywistym. Przekazywana treść powinna być stale aktualizowana przez wyznaczone do tego osoby. To kwestia dość banalna - dobrej organizacji pracy.

Ważniejsze jest to, by rozumieć, o czym chcą rozmawiać obywatele. Trzeba mieć wyczucie, jakie tematy mogą być interesujące dla mieszkańców, i wokół tej problematyki budować dyskurs obywatelski. Konieczna jest w tej sprawie "polityka wysokiej rozdzielczości" bazująca na różnorodnych, niekiedy nieintuicyjnych danych. Jeżeli strona www jednostki samorządu terytorialnego jest poświęcona głównie zdarzeniom w gminie i zapowiedziom imprez kulturalnych, to nie sprawi, że ludzie będą zainteresowani dialogiem.

Nie jestem pewien, czy lokalne władze chciałyby, by komunikacja w internecie odbywała się na zasadzie równorzędności podmiotów.

Mam wrażenie, że samorządowcy w Polsce boją się publicznie dyskutować o problemach - sądząc, że na tym stracą wizerunkowo. Tymczasem mogliby na tym zyskać. Aktywny i prowadzony na bieżąco dialog z obywatelami pozwala pozyskać unikalną wiedzę o wspólnocie, którą się zarządza. Unikalną, bo niewynikającą z suchych statystyk. Często ludzie potrafią z pozycji użytkownika usług samorządowych lepiej wyłapać pewne problemy niż władza, która jest zajęta formalnymi obowiązkami. Mądry samorząd będzie próbował prowadzić dyskurs ze społecznymi liderami opinii również w internecie. W bliższej czy dalszej perspektywie to się po prostu opłaci, bo pozwala prowadzić działania bliższe oczekiwaniom mieszkańców.

Może jednak samorządy słusznie się obawiają, że jeżeli uruchomią taką dyskusję, wykorzystując narzędzia internetowe, to wymknie się im ona spod kontroli?

Wszystkie serwisy i strony pozwalające na interakcję powinny być moderowane, by nie dopuszczać do prezentacji poglądów o charakterze wulgarnym, ataków personalnych, czyli eliminować elementy generalnie niepożądane w internecie. To jest kwestia zaledwie techniczna, łatwa do pokonania, która nie powinna przysłaniać możliwości wykorzystania sieci jako sposobu na nawiązanie kontaktu z obywatelami, a co za tym idzie poprawienie zarządzania gminą czy miastem.

@RY1@i02/2013/219/i02.2013.219.088000600.804.jpg@RY2@

materiały prasowe

Krzysztof Głomb prezes Stowarzyszenia "Miasta w Internecie"

Rozmawiał Piotr Pieńkosz

Monika Górecka-Czuryłło

monika.gorecka@infor.pl

 Piotr Pieńkosz

piotr.pienkosz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.