Lokalna gazeta ma dla mieszkańców często walor integrujący
Katarzyna Batko-Tołuć: Bez niezależnego od lokalnej władzy punktu widzenia prezentowanego w prasie problemy społeczne mieszkańców są wykluczane z przestrzeni publicznej
fot. Wojtek Górski
Katarzyna Batko-Tołuć, wiceprezeska i dyrektorka programowa Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska
Sieć Obywatelska Watchdog Polska badała rynek prasy lokalnej. Od czego zależy, czy w danej miejscowości może rozwinąć się gazeta, która będzie pełniła funkcję kontrolną wobec władzy, informowała o problemach społecznych?
Kryzys na rynku prasowym powoduje, że także media prywatne podlegają presji ze strony instytucji publicznych. Na poziomie lokalnym zdarza się, że tytuł, a nawet kilka jest zależnych od władz samorządowych. Czasem tylko do jednego tytułu trafiają pieniądze, bo wspierają go lokalne władze. Bardzo rzadko stosowana jest polityka wspierania lokalnej prasy, nakierowana na to, by korzystać z niej w obiektywny sposób. Częściej jest wykorzystywana przez władze samorządowe do budowania przychylności mieszkańców. Przypominam sobie rozmowę z wydawcą „Tygodnika Podhalańskiego” Jerzym Jureckim, który powiedział, że gdyby pozwolił sobie na jakąkolwiek zależność, a nie kontrolował tego, co dzieje się na Podhalu, to tygodnik stałby się małą gazetą. To, czy gazeta będzie źródłem informacji dla obywateli, zależy od umiejętności zarządczych redaktorów naczelnych, ale także od tego, czy jest kim zasilić kadry.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.