Kradzież screenshota, czyli o prawach autorskich w mediach społecznościowych
Pewien znany dziennikarz wytknął ostatnio użytkownikowi Twittera, że ten „ ukradł ” jego zdjęcie kadru z telewizora z jakąś sceną z igrzysk olimpijskich. Nie śledziłem dalej wątku, więc nie wiem, na czym ostatecznie stanęło. Ale ta wymiana zdań skłoniła mnie do zastanowienia, czy screenshot jest rzeczywiście chroniony prawem autorskim, innymi słowy, czy może być uznany za niezależny utw ó r. Wydaje mi się, że nie. Jeśli czyjeś prawa tu naruszono, to raczej stacji, kt ó ra nadawała transmisję, a nie dziennikarza, kt ó ry zrobił fotkę kadru z telewizora.
Klasyczny screenshot to zrzut ekranu: czy to komputerowego, czy ze smartfonu. Równie dobrze można jednak tak określić zdjęcie zrobione telewizorowi. We wszystkich tych sytuacjach chodzi bowiem w gruncie rzeczy o to samo - uwiecznienie tego, co się widzi na monitorze.
Powróćmy do pytania, które sobie postawiłem - czy taki screenshot może być uznany za utwór chroniony prawem autorskim? Zgodnie z ustawową definicją utworem jest „każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia”. Kluczowe są tu dwa elementy - twórczość i indywidualny charakter. Moim zdaniem w przypadku screenshota nie mamy do czynienia ani z jednym, ani z drugim. Trudno mówić o działalności twórczej, skoro ten sam zrzut ekranowy może zrobić komputer, jeśli zostanie odpowiednio zaprogramowany. Tu nie ma miejsca na inwencję, dodanie czegoś od siebie. Nawet gdy zdjęcie zrobimy najbardziej profesjonalnym aparatem (co zresztą w żaden sposób nie powinno wpływać na odbiór działalności twórczej), będzie to fotka czegoś, co zostało wyświetlone na monitorze.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.