Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo internetu i ochrony danych

Regulamin portalu internetowego jest ważniejszy od prawa autorskiego

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Parodia, jako przejaw działalności twórczej, jest samodzielnym dziełem, inspirowanym cudzym utworem. Jeżeli naśladuje ona np. styl dzieła pierwotnego, a jej autor sam ją nakręcił, wyreżyserował poszczególne scenki, przygotował scenografię, opracował scenariusz i napisał dialogi, to nie podlega ona w ogóle ocenie z punktu widzenia naruszenia praw autorskich. Nieco inaczej sytuacja wygląda, kiedy bezpośrednio wykorzystujemy fragmenty pierwotnego dzieła. Polskie prawo autorskie dopuszcza jednak i taką możliwość. Można wykorzystywać fragmenty na zasadzie prawa cytatu. Należy wtedy koniecznie podać źródło oraz imię i nazwisko autora.

Ustalenie, jak długi może być taki fragment, jest proste. W ustawie nie ma żadnej informacji o tym, jaki procent pierwotnego dzieła może stanowić cytat. Utwór, który powstanie w wyniku zaczerpnięcia cytatu, zawsze jednak musi mieć charakter nowego, indywidualnego, oryginalnego i twórczego dzieła. Dopiero po uwzględnieniu tych przesłanek można ocenić, czy mamy do czynienia z plagiatem czy nie.

To zależy głównie od celu, w jakim posługujemy się imieniem lub wizerunkiem bohatera. Jeśli wykorzystujemy na prawach cytatu fragment, który zawiera imiona i wizerunki bohaterów, a zabieg ten jest uzasadniony prawami gatunku twórczości, w tym wypadku parodii, to jest to zgodne z prawem. Podobnie jest w wypadku kabaretowych skeczy i samodzielnie nakręconych przez internautów filmów. Są to dzieła samoistne inspirowane cudzym dziełem, a inspiracja ta przejawia się właśnie w użyciu elementów kostiumów lub naśladowaniu gestów i zachowań bohaterów z dzieła pierwotnego. Gdy wykorzystujemy imię lub wizerunek bohatera w celach komercyjnych, np. w spocie reklamowym, wówczas jest to naruszenie prawa autorskiego.

Jeżeli parodia narusza np. amerykańskie prawo, to serwis powinien blokować go tylko w Ameryce. W rzeczywistości bywa inaczej. Mamy tutaj do czynienia z dwiema relacjami. Pierwsza z nich to relacja między właścicielem serwisu a np. wytwórnią lub organizacją zajmującą się zarządzaniem prawami autorskimi, druga - między właścicielem serwisu a użytkownikiem. Użytkownicy są związani z właścicielem umową w postaci regulaminu, którego internauci zwykle nie czytają. Na jego podstawie właściciel może blokować według własnego uznania treści, które internauci umieszczają na jego stronie. Decyzje właściciela o usunięciu jakiegoś utworu wynikają zwykle z wielu czynników marketingowych, wizerunkowych itd. Za przykład może posłużyć portal, gdzie umieszczane są wyłącznie treści o tematyce przyrodniczej. Mimo że nie jest to związane bezpośrednio z prawami autorskimi, to w tym przypadku, jak i w przypadku np. YouTube, trudno, żeby użytkownik decydował za właściciela, jakie treści mogą być w takich serwisach umieszczane, co za tym idzie - do czego ów portal ma służyć. Z tych właśnie powodów zagraniczne serwisy mają prawo blokować polskie parodie.

Wiele przepisów nie nadąża za rozwojem sieci, ale w tym wypadku nie widzę potrzeby dodatkowych regulacji. Należy przyjąć, że nadrzędny w stosunku do polskiego prawa autorskiego jest regulamin serwisu, który wybieramy. Jeśli nie zgadzamy się z tym regulaminem, zawsze możemy zmienić serwis albo stworzyć własny. Również na tym polega demokracja w internecie - na możliwości wyboru portalu.

@RY1@i02/2010/096/i02.2010.096.183.009a.001.jpg@RY2@

Fot. Jacek Taran

Rafał Wysocki

radca prawny, specjalizuje się w prawie nowych technologii

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.