Anonimizacja numerów i dat chroni tożsamość strony
Janusz Drachal Nie ma wątpliwości, że rozstrzygnięcie dotyczące osoby pełniącej funkcję publiczną może, a nawet powinno zostać udostępnione szerszej grupie odbiorców
Czy to nie absurdalne, że Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji, figurował w jednym z wyroków sądu administracyjnego jako M.B. (sygn. akt II SAB/Wa 260/11)? A chodziło zresztą o sprawę dostępu do e-maili dotyczących prac legislacyjnych nad nowelizacją ustawy o dostępie do informacji publicznej. Czy anonimizacja powinna dotyczyć osób sprawujących funkcje publiczne?
Ten przykład miał charakter incydentalny i nie stanowi trwałej praktyki przy anonimizacji orzeczeń, w których występują osoby publiczne. Jak w każdym masowym działaniu, tak i w procesie anonimizacji zdarzają się sytuacje krańcowe, np. zbyt restrykcyjnego anonimizowania orzeczeń sądowych. Rzeczywiście utajnienie danych osobowych ministra, pełniącego funkcję publiczną, co do zasady nie powinno mieć miejsca. Proszę jednakże zwrócić uwagę, że w innych orzeczeniach już nie zamazywano tych danych (sygn. akt I OSK 2118/11, I OSK 666/12, I OSK 2888/12, II SAB/Bk 34/11). Nadto w wielu innych sprawach w uzasadnieniach powołano osoby publiczne z imienia i nazwiska, np. Donalda Tuska, Aleksandra Kwaśniewskiego, Radosława Sikorskiego, Bronisława Komorowskiego czy Wojciecha Jaruzelskiego.
Dlaczego zaczernianie danych w bazie orzeczeń sądów administracyjnych dotyczy tak kluczowych kwestii, jak siedziby organów, które wydały zaskarżone decyzje, albo danych dotyczących kwestionowanych decyzji (ich numerów czy dat ich wydania)? Czy to nie przesada?
Anonimizacja tych danych ma na celu wyłącznie ochronę strony skarżącej, a nie organu, którego działanie, bezczynność lub przewlekłe prowadzenie postępowania administracyjnego jest przedmiotem zaskarżenia. Przyjęte założenie było podyktowane tym, że dane te, szczególnie w małych miejscowościach, w połączeniu z innymi istotnymi dla sprawy elementami, mogą doprowadzić do prostego zidentyfikowania strony skarżącej, a przez to ujawnienia jej tożsamości. Przykładem w tym zakresie są np. sprawy płatności obszarowych, w których organem administracyjnym I instancji jest kierownik biura powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Nie ma wątpliwości, iż dane o siedzibie tego organu zestawione z danymi o wielkości, numerach lub obrębie ewidencyjnym wnioskowanych do płatności działek rolnych, mogłyby doprowadzić do prostego ustalenia konkretnej osoby wnioskującej o płatność bezpośrednią. Jednocześnie trzeba zwrócić uwagę, iż w praktyce siedziby organów II instancji, o szerokim spektrum działania (obszarowego lub rzeczowego), np. ministerstw, urzędów centralnych, izb skarbowych i celnych, nie powinny i w zasadzie nie są ukrywane.
Czy jednak obywatel nie powinien mieć prawa ustalić na podstawie danych z bazy orzeczeń, jak działa jakiś konkretny urząd, ile rozstrzygnięć ma uchylanych, a ile obroniło się w toku kontroli instancyjnej? Przy restrykcyjnym wymazywaniu niektórych informacji tracimy użyteczne narzędzie oceny administracji.
Nie widzę powodów, dla których obywatel zainteresowany działaniem konkretnego organu administracji publicznej nie miałby się zwrócić do tego organu np. z zapytaniem o liczbę spraw sądowoadministracyjnych prowadzonych z jego udziałem. Prawo takie zapewnia mu wprost Konstytucja RP oraz ustawa o dostępie do informacji publicznej.
Sądy administracyjne mają największe doświadczenie w publikacji orzeczeń. Baza zawiera ich blisko 900 tys. Jaki mają państwo pomysł na pogodzenie zasady ochrony danych osobowych z zasadą dostępu do informacji publicznej? Która z nich ma pierwszeństwo?
Anonimizacja orzeczeń to wyraz kompromisu pomiędzy zasadą jawności życia publicznego, realizowaną poprzez jak najszersze udostępnianie orzeczeń wszystkim osobom zainteresowanym, a potrzebą ochrony uzasadnionych interesów stron postępowania (prawa do prywatności, prawa do tajemnicy przedsiębiorstwa itp.). Nie można zatem udzielić prostej odpowiedzi na pytanie o prymat jednej z tych zasad. Inaczej będzie bowiem oceniana sprawa np. cudzoziemca ubiegającego się o status uchodźcy, który już z tej tylko przyczyny może w swoim macierzystym kraju ponieść surowe konsekwencje; inaczej zaś sprawa np. radnego miejskiego, któremu wygaszono mandat z powodu naruszenia zakazu prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia samorządu terytorialnego.
Inaczej czyli jak?
O ile w pierwszym przypadku nie ma wątpliwości, że orzeczenie w ogóle nie powinno znaleźć się w internecie, o tyle w drugim nie ma wątpliwości, że rozstrzygnięcie dotyczące osoby pełniącej funkcję publiczną może, a nawet powinno, zostać udostępnione szerszej grupie odbiorców (co do zasady bez potrzeby anonimizacji).
Czy powinien obowiązywać w całym sądownictwie - zarówno administracyjnym, jak i powszechnym - jeden model anonimizacji?
Wypracowanie "wspólnego modelu" w sądach administracyjnych i powszechnych może być trudne. Obie gałęzie sądowego wymiaru sprawiedliwości znacznie się od siebie różnią. Dodatkowo sądownictwo powszechne jest wewnętrznie zróżnicowane, co nie pozostaje bez wpływu na możliwość opracowania wspólnych wytycznych anonimizacyjnych. Wydaje się zatem, iż z tej właśnie przyczyny wskazane wytyczne musiałyby uwzględniać specyfikę dwóch różnych gałęzi sądownictwa, a przez to traciłyby "uniwersalny charakter".
@RY1@i02/2013/144/i02.2013.144.183001000.802.jpg@RY2@
Fot. Wojtek Górski
Janusz Drachal, sędzia i rzecznik prasowy Naczelnego Sądu Administracyjnego
Rozmawiała Ewa Ivanova
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu