Jeśli dziś Jom Kippur, to w banku masz promocję
Instytucja posiadająca dane o wyznaniu klientów musiałaby testować przestrzeń do komercjalizacji tej wiedzy
Co sprawiło, że w ostatnich miesiącach liczba rezygnacji z przynależenia do Kościołów katolickiego i luterańskiego wzrosła w Niemczech o ponad 50 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim? W ocenie wielu chodzi o anonsowaną klientom banków zmianę: od 1 stycznia 2015 roku to bank ma pobierać podatek kościelny od zysków kapitałowych.
Procedura uproszczona
Niektóre banki tego lata rozesłały do klientów listy, informując o całej procedurze i prosząc o złożenie stosownej deklaracji przynależności do Kościoła. Teoretycznie podatek kościelny (łącznie ponad 10 mld euro w minionym roku) naliczany był w RFN zarówno od dochodów, jak i zysków kapitałowych (od 2009 r.). Podatek ten wynosi w Badenii-Wirtembergii oraz Bawarii dodatkowe 8 proc., w pozostałych krajach 9 proc. należnego podatku dochodowego. Poprzednio istniały dwie możliwości zapłaty: klienci banków mogli określić swoje wyznanie i zgodzić się, aby ich bank inkasował daninę, odprowadzając ją na rachunek urzędu skarbowego, albo mogli zapłacić go samodzielnie. Rozwiązanie to stało się jednak furtką do niepłacenia podatku wcale.
W nowych regulacjach to bank prowadzący rachunek został zobowiązany do odprowadzenia podatku po uprzednim sprawdzeniu, czy klient jest podmiotem obowiązku. Weryfikacja ta następować ma głównie poprzez wymianę informacji - między 1 września a 31 października roku poprzedzającego - z Centralnym Urzędem Podatkowym, który potwierdza, czy na dzień 31 sierpnia ciążył na kimś obowiązek zapłaty podatku kościelnego (ze względu na jego przynależenie do Kościoła). Zamieszaniu pikanterii dodaje fakt, że owa zawiła procedura nazwana została "uproszczonym postępowaniem".
Obywatel niemiecki może uniemożliwić wymianę danych na temat jego wyznania pomiędzy urzędem i bankiem, ale musi w tym celu złożyć sprzeciw do 30 czerwca danego roku; wymagane jest więc pozytywne działanie. Zapewne rozpoczęcie procedury weryfikacyjnej po 1 września tego roku odpaliło lont dyskusji.
Dane wrażliwe
Zasady przetwarzania danych osobowych przewidują, że legalnie pozyskane dane osobowe mogą być przetwarzane w innym celu, o ile ów drugi cel jest zgodny z prawem (dyrektywa 95/46/WE ze zm.). Czy zatem banki niemieckie będą mogły przygotowywać dla części klientów szczególnie korzystną ofertę na Wielkanoc, a dla innych na święto Jom Kippur? Wszak legalnie pozyskały dane na temat wyznania w kontekście obowiązku obliczania i pobierania podatku kościelnego, a następnie także legalnie wykorzystywałyby tę wiedzę do celów marketingowych, lokujących się w kategorii "uzasadnionych interesów administratora danych" - art. 7 lit. f dyrektywy 95/46/WE.
Przenosząc sprawę na grunt polski - również w naszym kraju dane na temat afiliacji religijnych mają status chroniony, i to na mocy art. 51 ust. 1 konstytucji ("Nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawnienia informacji dotyczących jego osoby"). Ponadto mają one charakter danych wrażliwych w rozumieniu art. 27 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych (u.o.d.o. - Dz.U. z 1997 r. nr 133, poz. 883 ze zm.). Wolno je przetwarzać między innymi, o ile "jest to niezbędne do wykonania statutowych zadań Kościołów [...] pod warunkiem że przetwarzanie danych dotyczy wyłącznie członków tych organizacji lub instytucji albo osób utrzymujących z nimi stałe kontakty w związku z ich działalnością i zapewnione są pełne gwarancje ochrony przetwarzanych danych" - tyle art. 27 ust. 2 pkt 4 u.o.d.o.
Okazja do zarobku
Kazus niemiecki i sącząca się w Polsce dyskusja na temat zasad finansowania Kościołów, w tym dobrowolnego odpisu podatkowego, skłaniają, aby zawczasu przestrzegać przed wikłaniem banków w procesy z komponentą religijną. Instytucje finansowe nie powinny przetwarzać danych o wyznaniu klientów, i to z powodów pryncypialnych. Bank, nawet postrzegany jako instytucja zaufania publicznego (tak m.in. w wyroku Sądu Najwyższego z 21 października 2010 r., sygn. akt IV CSK 236/10), jest przedsiębiorcą, który ma zarabiać. Niewykorzystanie przez zarządzających sposobności do legalnego zarabiania byłoby przejawem niedochowania staranności w prowadzeniu jego spraw. Informacja z natury swej ma wartość i legalnie pozyskana przez bank powinna być komercjalizowana, o ile nie narusza to prawa. Naturalnym wydaje się, że bank posiadający legalnie dane o wyznaniu swoich klientów musiałby - co najmniej teoretycznie - testować przestrzeń do komercjalizacji tej wiedzy. Czy sprawdzanie rynkowego potencjału informacji o wyznaniu klientów jest czymś, co wpisuje się w model konstytucyjnie chronionej wolności religijnej?
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy: na tle rozwiązania niemieckiego proponowany w Polsce dobrowolny odpis podatkowy wydaje się być rozwiązaniem zdecydowanie lepiej przystającym do naszych czasów. Po pierwsze dlatego, że jest dobrowolny: podatnik może, lecz nie musi, przekazać część płaconego przez siebie podatku wybranemu związkowi wyznaniowemu. Wybranemu to nie znaczy - temu, którego jest członkiem. Po drugie dlatego, że nie nakłada na podatników dodatkowych obciążeń fiskalnych i tym samym nie generuje ryzyka unikania opodatkowania. Wreszcie po trzecie - najważniejsze z punktu widzenia dotychczasowych rozważań - skuteczniej stoi na straży poufności danych dotyczących światopoglądu religijnego i przynależności do związków wyznaniowych.
Piotr Bodył Szymala
Patryk Rejs
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu