Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo internetu i ochrony danych

Po danych osobowych czas na dalsze porządki w cyberprzestrzeni. Co jeszcze planuje UE

Ten tekst przeczytasz w 40 minut

W maju zaczęło obowiązywać RODO, zaraz potem było o dyrektywie NIS, której implementacją była lipcowa polska ustawa o cyberbezpieczeństwie. W grudniu zacznie obowiązywać rozporządzenie dotyczące geoblockingu. A to tylko przedsmak tego, co czeka w najbliższym czasie przedsiębiorców działających na szeroko pojętym rynku cyfrowym. Co rusz z Brukseli dochodzą bowiem informacje o kolejnych aktach prawnych, które mają uregulować tę sferę, w tym rynek internetu, nowych technologii i nowych mediów.

I tak w Parlamencie Europejskim finalizowane są prace nad nową dyrektywą o prawie autorskim (tzw. ACTA II), która nałoży m.in. na platformy internetowe obowiązek monitorowania treści pod kątem naruszenia praw autorskich. Na końcowym etapie jest też rozporządzenie o swobodnym przepływie danych nieosobowych – ma uregulować m.in. przechowywanie danych w chmurze.

Na stołach unijnych decydentów leżą też projekty: rozporządzenia ePrivacy, dyrektywy w sprawie niektórych aspektów dostarczania treści cyfrowych, noweli dyrektywy o usługach audiowizualnych. Prawdziwy wór regulacji, który rozpruje się w najbliższych dwóch, trzech latach. To celowy zamysł Komisji Europejskiej. Docelowo chodzi bowiem o szybkie stworzenie jednego, jednolitego unijnego rynku cyfrowego. Takiego, gdzie podobne regulacje będą obowiązywać we wszystkich krajach.

Przeciętny przedsiębiorca może czuć się zagubiony w tym gąszczu planowanych zmian. Dlatego postanowiliśmy zebrać informacje o najważniejszych pracach legislacyjnych, jakie trwają obecnie na poziomie unijnym, oraz uporządkować je. Z konieczności skupiamy się na wybranych: omawiamy w skrócie najważniejsze projekty dyrektyw i rozporządzeń, które są priorytetowe dla przedsiębiorców. Niestety, nowych obowiązków, na dodatek często obwarowanych wysokimi karami, im nie zabraknie.©

Joanna Pieńczykowska

joanna.pienczykowska@infor.pl

 

Bruksela dąży do ujednolicenia rynku cyfrowego

Unijny prawodawca w trosce o konsumentów porządkuje sferę cyfrową. Niestety dla przedsiębiorców oznacza to liczne nowe obowiązki, nierzadko obwarowane wysokimi karami

Internet, nowe technologie i nowe media odgrywają coraz większą rolę w gospodarce. Jednakże sfera cyfrowa wymyka się tradycyjnym regulacjom, zwłaszcza w ostatnim okresie – w dobie intensywnego rozwoju. Stąd też od pewnego czasu UE pracuje nad licznymi nowymi aktami prawnymi. W efekcie mamy do czynienia z wysypem nowych regulacji, zarówno na poziomie UE, jak i na poziomie krajowym w postaci ustaw implementujących – przy czym kilka znaczących dyrektyw i rozporządzeń w tym zakresie już weszło w życie, zaś nad wieloma innymi prace powoli są finalizowane. Przedsiębiorcy są przerażeni, czemu nie dziwią się eksperci, którzy już przyznają, że firmy będą miały dużo do zrobienia. – Należy wyłącznie żywić nadzieję, że interwencja prawodawcy będzie przemyślana, a dobro obywateli i słuszny interes przedsiębiorców zostaną należycie wyważone – wskazuje Ewa Gryc-Zerych, rzecznik patentowy i radca prawny z Kancelarii Prawnej VenaGroup.

Ogrom nowych aktów i obowiązków

Przykłady zmian można mnożyć. I tak 25 maja br. weszło w życie głośne RODO (czyli rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz. Urz UE z 2016 r. L 119, s. 1). Akt ten, a w ślad za nim polska ustawa z 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. poz. 1000) dostosowały przepisy z tego obszaru do rozwoju nowych technologii i nałożyły na przedsiębiorców przetwarzających dane osobowe nowe obowiązki, które pozwalają lepiej chronić prywatność w świecie nowych technologii. Tymczasem jeszcze nie ucichła wrzawa związana z wejściem RODO, a przedstawiciele biznesu dowiedzieli się, że wielu z nich, a także wiele instytucji publicznych, musi zmierzyć się z kolejnym, olbrzymim wyzwaniem – nazywaną niekiedy siostrą RODO – dyrektywą NIS. Takim skrótem określana jest dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 2016/1148 z 6 lipca 2016 r. w sprawie środków na rzecz wysokiego wspólnego poziomu bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych na terytorium Unii (Dz. Urz. UE z 2016 r. L 194, s. 1), która nałożyła obowiązek zbudowania w poszczególnych państwach UE krajowych systemów skutecznie zwalczających oraz minimalizujących ryzyko ataków hakerskich i innych incydentów naruszających bezpieczeństwo systemów informatycznych istotnych dla funkcjonowania gospodarek. W Polsce jej przepisy implementowała ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa [ramka].

Ramka

Siostra RODO

28 sierpnia br. weszła w życie ustawa z 5 lipca 2018 r. o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (Dz.U. poz. 1560) – będąca implementacją unijnej dyrektywy NIS. Obecnie w resorcie cyfryzacji trwają intensywne prace legislacyjne nad aktami wykonawczymi do niej. Najpóźniej do 9 listopada br. ministerstwo musi utworzyć specjalny wykaz operatorów usług kluczowych i przekazać go Komisji Europejskiej. Potem instytucje zobowiązane będą miały kilka miesięcy na dostosowanie się do regulacji, ale nie tylko państwowe podmioty. Ustawa nakłada liczne obowiązki na operatorów usług mających kluczowe znaczenie dla funkcjonowania krytycznej działalności społecznej lub gospodarczej, czyli tzw. usług kluczowych. Znajdą się wśród nich największe banki, firmy z sektora energetycznego, przewoźnicy lotniczy i kolejowi, armatorzy, szpitale oraz podmioty tworzące infrastrukturę cyfrową. Będą musieli m.in. wdrożyć skuteczne zabezpieczenia, szacować ryzyko związane z cyberbezpieczeństwem i przekazywać informacje o poważnych incydentach. Będą również zobowiązani do wyznaczenia osób odpowiedzialnych za cyberbezpieczeństwo świadczonych usług, obsługę i zgłaszanie incydentów oraz propagowanie wiedzy na temat cyberbezpieczeństwa. ©

Swobodny przepływ danych w chmurze

A skoro UE wzięła się za dane osobowe, przy okazji postanowiła też uporządkować sferę wokół nich. 4 października PE przyjął rozporządzenie o swobodnym przepływie danych nieosobowych, które czeka już tylko na zatwierdzenie przez Radę. – Rozporządzenie to wraz z RODO ma stworzyć „jednolitą unijną przestrzeń danych” i przyczynić się do rozwoju e-gospodarki – tłumaczy Dariusz Czuchaj, radca prawny z kancelarii Dentons. – Są to zmiany przede wszystkim pozytywne dla usługodawców usług chmurowych, którym się poszerzą możliwości działania w innych krajach EU. Zyskają również ich klienci, którym rozporządzenie ułatwi zmianę usługodawcy chmurowego, m.in. poprzez zapewnienie prawa do przeniesienia danych.

Więcej prywatności w sieci

To nie wszystko. Unijny ustawodawca uznał, że samo RODO jest niewystarczające, by zahamować wiele negatywnych zjawisk w sieci. Dlatego w UE już trwają prace nad rozporządzeniem w sprawie poszanowania życia prywatnego oraz ochrony danych osobowych w łączności elektronicznej, zwanym ePrivacy. Początkowo miało wejść łącznie z RODO, jednak prace nad nim się przeciągnęły z uwagi na kontrowersje, w tym m.in. opór przedsiębiorców. – To będzie ogromna zmiana legislacyjna, bardzo potrzebne i istotne dopełnienie RODO. Bez ePrivacy mamy ogromne problemy ze stosowaniem cookies, co powoduje chaos na stronach internetowych, a do tego dochodzą problemy z profilowaniem i ogólnie reklamą internetową – tłumaczy dr Paweł Litwiński, adwokat z kancelarii Barta Litwiński. – Brakuje też przepisów dotyczących bezpieczeństwa usług elektronicznych. Będzie to duża zmiana i dopiero ePrivacy ma szansę ograniczyć zalew spamu, bo wreszcie pojawi się możliwość nakładania za niego kar. Będą to te same kary, jakie znamy z RODO – dodaje ekspert.

– Ze względu na fundamentalny charakter dla usług online dla dostawców usług cyfrowych skutki tej regulacji mogą być nawet poważniejsze niż RODO – ocenia z kolei Dariusz Czuchaj.

– Prawda jest taka, że każdy, kto ma firmową stronę WWW, i każdy, kto korzysta z e-marketingu, będzie musiał się zastosować do ePrivacy – dodaje Litwiński. Przy czym jego zdaniem nie ma szans na przyjęcie tych przepisów w tej kadencji PE.

W trosce o prawa klientów

To, z czym muszą liczyć się przedsiębiorcy, to dalsze zwiększanie praw konsumentów. Przykładem jest unijne rozporządzenie dotyczące geoblokowania, które będzie stosowane od 3 grudnia 2018 r. Nakłada ono na firmy obowiązek traktowania wszystkich konsumentów z UE na takich samych zasadach. Zakazuje więc ich przekierowywania pomiędzy stronami danego przedsiębiorcy – w zależności od przynależności państwowej rozpoznawanej na podstawie IP. Oznacza to, że jeżeli konsument będzie chciał zobaczyć ceny oferowane przed przedsiębiorcę np. w Hiszpanii, to powinien mieć taką możliwość. Z drugiej strony nowy akt prawny gwarantuje w pewnych przypadkach możliwość dokonywania zakupów od przedsiębiorców z innych państw UE. – Przykładowo, jeżeli polski konsument będzie chciał zakupić usługi dostarczane cyfrowo (np. usługi hostingowe lub usługi cloud) od niemieckiego dostawcy, ten powinien mu oferować te same warunki, co niemieckiemu konsumentowi. Analogicznie – jeżeli polski konsument znajdzie produkt na stronie internetowej francuskiego sklepu, to powinien zostać potraktowany tak samo, jak francuski obywatel – tłumaczy Karol Laskowski, adwokat z Kancelarii Dentons.

Nowe obowiązki dla platform wideo

Ostatnio, 2 października, PE przegłosował także zmiany do dyrektywy o audiowizualnych usługach medialnych, które mają sprawić, że przepisy nadążą za galopującym rynkiem VOD. – Ustawodawcy unijnemu zależy na objęciu regulacją wszystkich usług o charakterze audiowizualnym, które mogą konkurować z tradycyjnym nadawaniem – tłumaczy Karol Laskowski. Dziś wymykają się one regulacjom.

Po nowelizacji dyrektywa ma objąć (oprócz usług na żądanie) także platformy udostępniania wideo, w przypadku których brak jest obecnie odpowiedzialności redakcyjnej. Dostawcy takich usług będą musieli spełnić wiele wymogów w zakresie ochrony małoletnich, walki z mową nienawiści oraz w kwestii reklamy. Nie będą jednak zobowiązani monitorować treści użytkowników. Przy czym powinni umożliwić blokowanie lub zgłaszanie treści naruszających prawo. – W ramach nowelizacji wyjaśniono, że podstrony zawierające katalogi wideo, które stanowią odrębną część, również mogą podlegać pod dyrektywę. Wskazuje się również, że obejmie ona profesjonalne kanały w serwisach społecznościowych – tłumaczy Karol Laskowski. – Choć pewnie nadal nie wszystkie i będzie to wymagało indywidualnej oceny. Aktualny pozostaje z pewnością wyrok w sprawie C-132/17 z 21 lutego 2018 r., w którym TSUE uznał, że kanał zawierający promocyjne treści audiowizualne nie podlega pod dyrektywę, gdyż jego celem nie jest informowanie, rozrywka czy edukacja – dodaje.

Pytania o ograniczanie wolności

Jednak największą w ostatnim czasie medialną burzę wywołał chyba projekt dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Przeciwnicy regulacji ochrzcili ją nawet terminem ACTA 2.0. Mówili o cenzurze oraz inwigilacji w sieci, a nawet o tym, że dyrektywa zakaże robienia memów czy wprowadzi opłaty za linkowanie. Podobne pytania o nadmierną cenzurę i o ograniczanie wolności pojawiły się w związku z propozycją nowego rozporządzenia, jakie ogłoszono w połowie września podczas corocznego orędzia przewodniczącego KE o stanie Unii. Chodzi o projekt rozporządzenia w sprawie zwalczania treści terrorystycznych w internecie. Przepisy mają objąć wszystkich dostawców usług – zarówno małych, jak i dużych, choć podjęte przez nich środki mają być proporcjonalne do ryzyka. Będą oni musieli nie tylko zapewnić możliwość szybkiego usuwania treści po zgłoszeniu przez odpowiedni organ, ale także prowadzić proaktywne działania, aby np. zapobiec ponownemu ukazaniu się treści już usuniętych.

– To byłaby kolejna regulacja wymagająca od dostawców usługi hostingu podejmowania działań usuwania treści wskazanych przez organy krajowe jako terrorystyczne. A za brak współpracy przewidziano w niej karę do 4 proc. rocznego przychodu, a więc podobnie jak w RODO – tłumaczy Dariusz Czuchaj. – Założenia projektu wydają się niezmiernie idealistyczne, ale nie uwzględniają kluczowego ryzyka związanego z prewencyjną autocenzurą, do jakiej mogą uciekać się wydawcy, próbując uniknąć sankcji wynikających z rozporządzenia. Na przykład podmiot otrzymujący powiadomienie nie będzie chciał brać na siebie ryzyka związanego z samodzielną oceną danych treści i uniemożliwi do nich dostęp tak na wszelki wypadek, pomimo braku takiego formalnego obowiązku – dodaje Małgorzata Kurowska z kancelarii Maruta Wachta.

Nowe obszary czekają w kolejce

Ewa Gryc-Zerych zauważa, że w najbliższym czasie polski ustawodawca będzie zarzucony ilością prac związanych z przygotowaniem krajowych regulacji implementujących unijne przepisy. – Co prawda dla każdego aktu prawnego przewidziano odpowiedni czas na wdrożenie regulacji krajowych. Doświadczenie jednak pokazuje, że przepisy krajowe często przygotowywane są niestety zbyt późno, co rodzi konsekwencje w ich stosowaniu i egzekwowaniu – mówi.

Wszystko wskazuje na to, że to nie koniec zmian, jakich można się spodziewać w zakresie regulacji świata cyfrowego. – Konieczne są chociażby regulacje związane z coraz powszechnym świadczeniem usług przy zastosowaniu narzędzi cyfrowych wspomaganych sztuczną inteligencją – wskazuje Ewa Gryc-Zerych.

Walka o prawdę w sieci

Tymczasem w całej Europie trwają też burzliwe dyskusje na temat walki z rozpowszechnianiem informacji nieprawdziwych i wprowadzających w błąd, tzw. fake newsów. Na poziomie unijnym sprawą zajmuje się specjalny, powołany przez KE zespół ekspertów, który skupia się głównie na stworzeniu kodeksu dobrych praktyk i opracowaniu wytycznych dla platform internetowych w sprawie tego, jak powinny walczyć z dezinformacją w sieci. Na razie poszczególne kraje radzą sobie z problemem na własną rękę. W Niemczech od początku roku obowiązuje ustawa przewidująca wysokie kary za fake newsy, podobne przepisy istnieją na Węgrzech. W Wielkiej Brytanii zaproponowano ostatnio ustawę wprowadzającą specjalne opłaty dla cyfrowych gigantów – środki z nich miałyby iść na edukację medialną i wspieranie rzetelnego dziennikarstwa. Platformy internetowe musiałyby też podjąć działania przeciwko nieprawdziwym treściom. Niedawno przepisy dotyczące zwalczania dezinformacji podczas kampanii wyborczej przyjęła niższa izba francuskiego parlamentu. Swoją wersję ustawy o fake newsach przygotowuje również Irlandia. Także w Polsce pojawiały się propozycje przyjęcia ustawy karzącej za rozpowszechnia nieprawdziwych informacji. Jednak od razu pojawiła się obawa, że tego typu regulacja może być wykorzystana do cenzurowania prawdziwych, ale niewygodnych dla władzy treści. Polski rząd w tej sprawie czeka jednak na wynik prac w zespole Komisji Europejskiej. – Regulacja dotycząca fake newsów wpłynęłaby na media, bo będą musiały ją stosować, i na nas, odbiorców i konsumentów tych mediów, bo powinno być mniej fałszywek – zauważa Paweł Litwiński. ©

opinie ekspertów

Regulacje uderzą najmocniej w małe i średnie firmy

Marta Kruk, radca prawny Kancelaria Prawna VenaGroup

Planowane na szczeblu unijnym zmiany w regulacjach dotyczących świata cyfrowego mają na celu ujednolicenie zasad dla wszystkich użytkowników usług, których świadczenie odbywa się głównie za pośrednictwem internetu, a także niejako zmuszenie państw członkowskich do wprowadzenia nowego ustawodawstwa i zapewnienie większego bezpieczeństwa obywateli w sieci. Niestety, zmiany legislacyjne wiążą się również z negatywnymi konsekwencjami dla małych i średnich przedsiębiorców, ponieważ wymuszają na nich wdrożenie dodatkowych obowiązków, co z kolei wiąże się z większymi kosztami. O ile duże firmy będą nadążać za kolejnymi regulacjami, bo są w stanie ponieść zwiększone koszty związane z dostosowaniem prowadzonej działalności do zgodności z prawem, o tyle mogą ucierpieć mali przedsiębiorcy. Podobnie było w przypadku zmian związanych z wejściem w życie RODO, koszty ich wdrożenia niejednokrotnie znacznie przerosły możliwości finansowe mniejszych przedsiębiorstw. Z drugiej strony w przypadku ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa ustawodawca odciążył mikro i małych przedsiębiorców z części obowiązków i związanych z nimi kosztów, wyłączając ich z zakresu jej zastosowania. Jednocześnie na średnich i dużych przedsiębiorców będących dostawcami usług cyfrowych – w związku z rosnącą liczbą cyberataków, ich rozmiarami i skutkami – nałożone zostały obowiązki pozwalające władzom państwowym – przy ich udziale – na zapewnienie odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa obywatelom. Obowiązki te oczywiście będą wiązały się z koniecznością poniesienia dodatkowych kosztów przez większych przedsiębiorców. ©

To wszystko może prowadzić do cenzurowania wypowiedzi

Dorota Głowacka, Fundacja Panoptykon

Jednym z ważnych wyzwań regulacyjnych jest obecnie walka ze szkodliwymi treściami w sieci – od materiałów o charakterze terrorystycznym, przez mowę nienawiści, naruszenia praw autorskich, aż po dezinformację. Nie ulega wątpliwości, że mogą one wywołać realną szkodę i należy przeciwdziałać ich rozpowszechnianiu. Przy tworzeniu nowych regulacji zawsze jednak trzeba zachować ostrożność, tak aby narzędzia, które mają służyć wyeliminowaniu bezprawnych czy szkodliwych materiałów, nie były nadużywane do nadmiernego ograniczania wolności słowa, np. do cenzurowania wypowiedzi mogących budzić kontrowersje, które jednak powinny być uprawnione w debacie publicznej. Istotnym punktem w dyskusji o regulacji treści w sieci jest rola i odpowiedzialność platform internetowych, które w praktyce kontrolują dużą część obiegu informacji w internecie i są istotnym ogniwem w walce z bezprawnymi treściami. Chciałabym poważnej debaty o wzmocnieniu pozycji użytkowników platform i konieczności respektowania przez nie standardów praw człowieka, skoro podmioty te mają tak ważny wpływ na to, jak dziś realizujemy nasze prawa podstawowe. Mam jednak wrażenie, że brakuje kompleksowego podejścia decydentów do tego problemu. Kwestia odpowiedzialności platform pojawia się oczywiście np. w projekcie dyrektywy o prawach autorskich czy projekcie rozporządzenia dotyczącego walki z treściami terrorystycznymi, ale mam wątpliwości, czy te fragmentaryczne rozwiązania są faktycznie wyważone. Nałożenie na platformy dodatkowych obowiązków w zakresie filtrowania czy blokowania treści bez odpowiedniego zabezpieczania praw użytkowników chroniących ich przez arbitralnością działań firm internetowych zamiast nas wzmocnić, może w niektórych sferach sprzyjać jeszcze większemu nadużywaniu władzy przez cyberkorporacje. ©

Nowością jest podejście oparte na ryzyku

Małgorzata Kurowska radca prawny z kancelarii Maruta Wachta

W prawodawstwie wyraźnie zaczyna się rysować tendencja do stosowania podejścia opartego na ryzyku – przy czym dotyczy to głównie ustawodawcy europejskiego. Ta prawidłowość nie jest na razie tak wyraźnie widoczna w polskim ustawodawstwie, niestanowiącym implementacji unijnych dyrektyw. Najbardziej typowym przykładem zastosowania risk based approach jest oczywiście RODO, jednak analogiczne podejście wynika także z regulacji w zakresie cyberbezpieczeństwa (tzw. dyrektywa NIS), dyrektyw unijnych dotyczących prania pieniędzy (AML) czy z projektu unijnego rozporządzenia dotyczącego zapobiegania rozpowszechniania treści terrorystycznych. Takie podejście stanowi w mojej ocenie przede wszystkim próbę zwiększenia trwałości narzucanych rozwiązań prawnych w sytuacji szybko zmieniających się uwarunkowań faktycznych objętych regulacją, w szczególności w obszarze nowych technologii. Jednocześnie to podejście wymaga od przedsiębiorców nie tylko przyzwyczajenia organizacji do dokonywania oceny ryzyka, ale także zaufania do instytucji nadzorczych i przyjęcia, że współpraca z nimi będzie odbywać się w dobrej wierze. W polskich warunkach takie podejście jest raczej nowością, a jego stosowanie w praktyce – wyzwaniem. ©

Platformy mogą nadmiernie blokować treści

Natalia Mileszyk Fundacja Centrum Cyfrowe

Trwające obecnie prace legislacyjne mają przede wszystkim zapobiegać naruszeniom prawa online. Musimy jednak pamiętać, że internet to miejsce służące przede wszystkich do aktywności zgodnych z prawem, w którym zdarzają się naruszenia. Ogólną tendencją regulacyjną jest zwiększanie odpowiedzialności pośredników (głównie platform internetowych) na zasadzie ryzyka, w oparciu o ogólne wytyczne dotyczące tego, w jaki sposób powinny one zapobiegać naruszeniom prawa. W efekcie można się spodziewać, że platformy w przypadku jakiegokolwiek podejrzenia naruszenia prawa będą blokować dostęp do danych treści w celu uniknięcia odpowiedzialności. W takim systemie niezwykle ważne jest więc zadbanie o prawa użytkowników, którzy korzystają z internetu w legalnych celach, tak aby zapobiegać nadmiernemu blokowaniu treści. Należy więc pamiętać o skutecznych i niezwłocznych procedurach odwoławczych dla użytkowników od decyzji platform, kontroli sądowej, transparentności działań i obowiązkach sprawozdawczych platform, a także dyskutować o szerszym temacie transparentności algorytmów. Tylko przy uwzględnieniu wszystkich tych mechanizmów można ograniczyć skutki uboczne nadgorliwego zapobiegania naruszeniom prawa, które wymusza się na platformach – niestety, nie wszystkie proponowane regulacje uwzględniły te zagadnienia. ©

Jakie zmiany szykuje nam Unia Europejska

UE w 2015 r. przyjęła zintegrowaną paneuropejską strategię, której celem jest utworzenie jednolitego rynku cyfrowego dla Europy. Obecnie prace nad wieloma aktami są na zaawansowanym etapie. Omawiamy najważniejsze z nich

Rozporządzenie w sprawie nieuzasadnionego blokowania geograficznego

Od 3 grudnia br. zacznie obowiązywać rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/302 z 28 lutego 2018 r. w sprawie nieuzasadnionego blokowania geograficznego oraz innych form dyskryminacji klientów ze względu na przynależność państwową, miejsce zamieszkania lub miejsce prowadzenia działalności na rynku wewnętrznym (Dz. Urz. UE L 60I, s. 1).

Geoblocking to potoczne określenie działań, które mają na celu bezpośrednią lub pośrednią dyskryminację klientów, motywowaną przynależnością państwową klientów, ich miejscem zamieszkania lub miejscem prowadzenia działalności. Oprócz sytuacji, kiedy ktoś z racji swojego miejsca zamieszkania w ogóle nie miał dostępu do pewnych zasobów, pojęcie to obejmuje również sytuacje, w których taki dostęp uzyskiwał za dużo wyższą cenę.

Do tej pory zróżnicowane traktowanie opierało się głównie na adresach IP urządzeń sieciowych. Jeżeli użytkownik sieci w Polsce wchodził na polskie strony, np. serwisy typu VOD, nie miał problemu z dostępem do nich, ale kiedy chciał wejść na podobną platformę zagraniczną, np. iPlayer, czyli serwis online BBC, system odmawiał mu dostępu. Podobne zjawisko zachodziło w drugą stronę, czyli wtedy gdy ktoś z Wielkiej Brytanii chciał obejrzeć polskie VOD. Winne temu były adresy IP użytkowników i polityka operatorów stron, którzy różnicowali dostęp do swoich zasobów w zależności od lokalizacji użytkownika. Władze UE podjęły więc ostateczne kroki w walce z dyskryminacją w sieci konsumentów na podstawie ich lokalizacji.

Najważniejsze propozycje:

  • Zakaz geoblokowania. Niedozwolone będzie nieuzasadnione blokowanie geograficzne oraz inne formy dyskryminacji klientów ze względu na przynależność państwową, miejsce zamieszkania lub prowadzenia działalności na rynku wewnętrznym. Oprócz tego handlowcy nie będą mogli również blokować ani ograniczać dostępu żadnemu klientowi do interfejsów internetowych służących do zakupów online.
  • Zakaz dyskryminacji klientów na podstawie wybranej przez nich metody płatności.

Egzekwowanie nowych przepisów będzie leżeć w zakresie działalności organu lub organów krajowych. To państwa członkowskie mają wprowadzić procedury zapewniające przestrzeganie i stosowanie środków w razie naruszeń tych przepisów.

Data wejścia w życie: rozporządzenie weszło w życie 23 marca 2018 r. We wszystkich państwach członkowskich UE będzie stosowane od 3 grudnia 2018 r.

Projekt dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym

Ten akt prawny, przez niektórych określany na wyrost mianem „Acta II”, wywoływał w ostatnich miesiącach najwięcej emocji. Przypomnijmy krótko: PE na początku lipca 2018 r. odrzucił projekt dyrektywy w jej pierwotnym brzmieniu i tym samym nie udzielił mandatu do rozpoczęcia negocjacji dotyczących wprowadzenia w życie. Oznaczało to w praktyce, że nad jej dalszymi losami miał zdecydować na wrześniowym posiedzeniu. Tak też się stało 12 września 2018 r., kiedy zgodził się na dalsze prace nad dyrektywą. Zmiana stanowiska PE w zakresie dyrektywy spowodowana była m.in. wprowadzeniem do projektu ponad 250 poprawek, które trochę łagodziły jej pierwotne zapisy.

Najważniejsze propozycje:

  • Obowiązek monitorowania treści. Portale internetowe umożliwiające użytkownikom zakładanie kont i publikowanie w witrynie treści miałyby obowiązek sprawdzania ich pod kątem naruszenia praw autorskich. Zwiększona miałaby być również odpowiedzialność właścicieli portali za zezwolenie na łamanie prawa przez internautów. Te przepisy budzą olbrzymie dyskusje i obawy, że taka ich konstrukcja doprowadzi do wprowadzenia cenzury w internecie. Inna z najczęściej wyrażanych obaw dotyczy losu memów, których tworzenie, umieszczanie czy rozpowszechnianie w sieci ma być rzekomo zakazane. Przeciwnicy wskazują, że proponowany artykuł będzie gwoździem do ich trumny.
  • Podatek od linków. Inny przepis, który wzbudza kontrowersje, przewiduje, że państwa członkowskie zapewnią wydawcom prawa w zakresie cyfrowych sposobów korzystania z ich publikacji prasowych. Wydawcy mieliby prawa analogiczne do tych, które posiadają np. producenci fonogramów. Czytając komentarze niektórych internautów, można odnieść wrażenie, że część osób uwierzyła, że będzie musiała dokonywać opłat za wklejenie linku do artykułu, który je zaciekawił, i którym chciałyby się podzielić ze znajomymi, np. na Facebooku. Jednak wystarczy uważniej przeczytać preambułę dyrektywy, by stwierdzić, że ochrona publikacji prasowych „nie obejmuje czynności linkowania, która nie stanowi publicznego udostępnienia”. W praktyce chodzi o to, by serwisy internetowe, które wraz z linkami udostępniają krótkie fragmenty artykułów, płaciły wydawcom publikacji prasowych opłaty licencyjne za umieszczanie na ich portalach fragmentów artykułów przekopiowanych z ich stron (np. portale typu Wykop.pl). Tak jak obecnie stacje radiowe płacą np. ZAiKS niewielkie opłaty za puszczanie poszczególnych utworów, tak samo podobnej organizacji zrzeszającej wydawców prasy miałyby płacić portale. Sama idea, aby serwisy, które kopiują fragmenty lub całe artykuły ze stron internetowych wydawców prasy, dzieliły się częścią zysków z twórcami i wydawcami, być może jest, co do zasady, słuszna. Warto jednak pamiętać, że dotychczasowe doświadczenia państw UE z takimi rozwiązaniami spowodowały skutki odmienne od zmierzonych. W Niemczech nastąpił gwałtowany spadek ruchu na najpopularniejszych portalach, w Hiszpanii w efekcie wprowadzenia podatku od linków jeden z największych agregatów wiadomości – Google News – zamknął swoją działalność.

Planowana data wejścia w życie: proces legislacyjny trwa i z uwagi na kontrowersje nie wiadomo, kiedy się zakończy, ale według niektórych europosłów są szanse, że jeszcze w tym roku. Po publikacji dyrektywy w Dzienniku Urzędowym UE państwa UE będą miały dwa lata na jej implementację.

Nowelizacja dyrektywy o usługach audiowizualnych

2 października 2018 r. PE przyjął projekt nowelizacji dyrektywy 2010/13/UE w sprawie koordynacji niektórych przepisów ustawowych, wykonawczych i administracyjnych państw członkowskich dotyczących świadczenia audiowizualnych usług medialnych. Projekt jest odpowiedzią na galopujące zmiany rynku mediów audiowizualnych. Coraz więcej widzów wybiera usługi audiowizualne na żądanie (np. Netflix, Showmax, Spotify czy Deezer). Ten intensywny wzrost oglądalności serwisów VoD (tj. wideo na żądanie) oraz platform do udostępniania treści wideo, takich jak YouTube czy Facebook, był dla prawodawcy unijnego wyraźnym sygnałem, by na nowo przemyśleć podejście do regulacji tego rynku. Wprowadzenia zmian żądali również nadawcy telewizyjni, wskazujący na brak równego traktowania wszystkich podmiotów działających na rynku mediów i w efekcie na zachwianie równowagi konkurencyjnej między nimi. W wersji dyrektywy z 2010 r. dostawcy usług VoD podlegali bowiem mniej restrykcyjnym regułom niż te, które ciążyły na nadawcach telewizyjnych, zwłaszcza jeśli chodzi o ochronę małoletnich przed szkodliwym treściami oraz obowiązek promocji utworów europejskich w swych ramówkach, a także o zasady emisji reklam. Z kolei platformy pozwalające na udostępnianie treści audiowizualnych – były zaś całkowicie poza nawiasem regulacji.

Najważniejsze propozycje:

  • Skuteczniejsza ochrona przed szkodliwymi treściami. Proponowane przepisy zobowiązują dostawców audiowizualnych usług medialnych do przedsięwzięcia odpowiednich środków mających chronić zwłaszcza nieletnich przed treściami podżegającymi do przemocy, nienawiści i terroryzmu oraz skutecznego ograniczenia dostępu do darmowych przekazów o brutalnym lub pornograficznym charakterze. Platformy udostępniające pliki wideo mają być odpowiedzialne za szybkie reagowanie na zgłoszenia użytkowników. Przepisy nie wprowadzają obowiązku automatycznego filtrowania treści. Platformy będą jednak musiały stworzyć przejrzysty i skuteczny system umożliwiający użytkownikom zgłaszanie lub oznaczanie udostępnionych przekazów audiowizualnych. Projekt przewiduje również bardziej rygorystyczne przepisy dotyczące reklam, lokowania produktów w programach dla dzieci oraz treści na platformach udostępniających wideo na żądanie, a także wprowadza mechanizmy ochrony danych osobowych dzieci przed ich komercyjnym wykorzystaniem.
  • Bardziej elastyczne limity spotów reklamowych i telesprzedażowych. Nowa regulacja daje nadawcom większą elastyczność co do tego, kiedy mogą emitować reklamy – ogólny limit 20-procentowy czasu antenowego zostanie zachowany w godz. 6.00–18.00, zniesiony zaś będzie obecny limit 12 minut na godzinę). Taki sam 20-procentowy limit przypadać będzie na okres największej oglądalności, tj. w godz. 18.00–24.00. Nowelizacja nie przewiduje żadnych ograniczeń w nadawaniu reklam w godzinach 24.00–6.00. Zmiana ma na celu m.in. zwiększenie przychodów europejskich nadawców i zwiększenie ich konkurencyjności względem nadawców spoza UE. Pojawiają się jednak obawy przed bombardowaniem widzów przekazami reklamowymi.
  • Obowiązkowy udział utworów europejskich w katalogach platform VoD. Nowe przepisy wprowadzają obowiązek, by 30 proc. treści w katalogach platform VoD stanowiły utwory europejskie. Platformy te mają również uczestniczyć w rozwoju europejskich produkcji audiowizualnych. Nowa regulacja ma również doprecyzować zasady dotyczące tego, jakiemu reżimowi krajowemu będzie podlegać dany dostawca usług audiowizualnych, a także wspierać kształtowanie systemów współregulacji i samoregulacji na rynkach medialnych oraz wzmocnić niezależność organów regulacji mediów od wpływu władz państwowych czy innych podmiotów.

Planowana data wejścia w życie: za minimum dwa lata. Projekt noweli, przyjęty na początku października, musi jeszcze zostać zaakceptowany przez Radę UE. Po wejściu w życie nowelizacji państwa UE będą miały 21 miesięcy na jej implementację.

Projekt dyrektywy w sprawie niektórych aspektów umów o dostarczanie treści cyfrowych

Prace nad nim trwają w Parlamencie UE już od końca 2015 r. Dyrektywa ma doprowadzić do harmonizacji przepisów prawa zobowiązań w zakresie umów między przedsiębiorcą a konsumentem – w szczególności przepisów dotyczących środków ochrony prawnej przysługujących konsumentom z tytułu braku zgodności lub niedostarczania treści cyfrowych lub usług cyfrowych. Przy czym poprzez treści cyfrowe rozumie się: dane wytworzone i dostarczane w formie cyfrowej (np. muzyka, wideo), usługi pozwalające tworzyć, przetwarzać lub przechowywać dane w formie cyfrowej (np. przechowywanie w chmurze), usługi umożliwiające dzielenie się danymi (np. Facebook, YouTube) oraz wszelkie trwałe nośniki stosowane wyłącznie do treści cyfrowych (np. DVD).

Najważniejsze propozycje:

  • Obowiązek zapewnienia zgodności usług cyfrowych z umową. Dyrektywa określa warunki dostarczenia treści cyfrowych – wskazuje, w jakich sytuacjach będą one zgodne z umową. Ciężar dowodu zgodności ma spoczywać na dostawcy , chyba że wykaże on, że środowisko cyfrowe konsumenta nie jest zgodne z wymaganiami technicznymi dla danych treści w zakresie wcześniej udzielonej konsumentowi informacji. W przypadku niezgodności z umową konsument ma prawo rozwiązać ją, informując o tym dostawcę w dowolny sposób.
  • Więcej praw dla klienta. Projekt wskazuje również na konieczność udzielenia przez dostawcę treści cyfrowych wsparcia technicznego konsumentowi, a także konieczność ich aktualizacji. Dyrektywa zapewni konsumentom prawo do odszkodowania za szkody majątkowe wyrządzone w środowisku cyfrowym konsumenta w wyniku braku zgodności z umową lub niedostarczenia treści.
  • Łatwiejsze wypowiadanie umów długoterminowych. Ta propozycja budzi najwięcej kontrowersji. Zapewni ona konsumentowi, który zawarł umowę na czas nieokreślony, prawo do rozwiązania umowy w dowolnym czasie po upłynięciu 12 miesięcy. Podobnie będzie, jeżeli pierwotny czas trwania umowy lub łączny czas, na jaki była przedłużana, przekracza 12 miesięcy. Przedsiębiorców niepokoi brak rekompensaty w takim przypadku. Rozwiązanie to wprowadza niepewność co do czasu trwania umów zawartych na okres powyżej 12 miesięcy lub trwających dłużej niż 12 miesięcy. Takie rozwiązanie z pewnością wpłynie również na politykę cenową i promocyjną dostawców.

Planowana data wejścia w życie: nieokreślona. Prawdopodobnie w nie wcześniej niż za ok. dwa, trzy lata, bowiem w parlamencie wciąż trwają nad nią prace, zaś po publikacji dyrektywy w Dzienniku Urzędowym UE państwa UE będą miały dwa lata na jej implementację.

Projekt rozporządzenia ePrivacy

Jeszcze w styczniu 2017 r. Komisja Europejska opublikowała projekt rozporządzenia o prywatności i łączności elektronicznej (zwanego w skrócie rozporządzeniem ePrivacy). Akt ten ma być uzupełnieniem postanowień RODO. Wprowadzi zmiany w przepisach dotyczących marketingu bezpośredniego, plików cookie i monitorowania online. Ma dotyczyć przetwarzania danych pochodzących z łączności elektronicznej.

Najważniejsze propozycje:

  • Szerszy zakres obowiązywania. W porównaniu do obecnie obowiązujących przepisów rozporządzenie ma obejmować szerszy zakres środków komunikacji. Oprócz połączeń głosowych, sms, e-maili, będą to także komunikatory, wiadomości w mediach społecznościowych, czy tzw. telefonia internetowa, o ile będą zawierać one dane osobowe. Tym samym zakres podmiotów podlegający zasadom UE poszerzy się o Facebook Messenger, Twitter, Viber czy WhatsApp.
  • Cookies pod większą kontrolą. Zmianie ulegną przepisy dotyczące plików cookies, które zbierają informacje na temat zachowań użytkowników sieci. Każda osoba obserwowana przez „ciasteczka” będzie musiała wyrazić na to uprzednią zgodę. Podobnie będzie w przypadku wykorzystywania zapisów linii papilarnych i podobnych informacji. Co ciekawe, według projektu na stronach pojawią się nowe ustandaryzowane wzory zgód i ich ikony. Ma to na celu bardziej intuicyjne informowanie użytkownika i jego lepszą orientację w przepisach. Po wprowadzeniu nowych regulacji użytkownicy przeglądarek internetowych powinni mieć możliwość wyboru stałego poziomu ochrony prywatności. Tak więc, jeżeli ktoś wybierze najwyższy stopień, jego przeglądarka nigdy nie wyrazi zgody na zapis plików cookies. Gdy wybierze najniższy, wtedy wszystkie tego typu pliki będą pobierane.
  • Wysokie kary. Rozporządzenie przewiduje też możliwość nakładania surowych kar na podmioty, które nie zastosują się do przepisów. Może to być nawet do 20 mln euro lub 4 proc. całkowitego rocznego obrotu za naruszenie najważniejszych zasad. Należeć do nich mają m.in. złamanie poufności komunikacji, nieprawidłowości w przetwarzaniu danych osobowych lub przekroczenie czasu na skasowanie danych.

Planowana data wejścia w życie: projekt nie wyszedł jeszcze z fazy prac legislacyjnych w ramach Rady UE. Szanse na przyjęcie w trakcie tej kadencji PE są raczej niewielkie.

Rozporządzenie w sprawie propagowania sprawiedliwości i przejrzystości dla użytkowników biznesowych korzystających z usług pośrednictwa internetowego

W kwietniu 2018 r. KE wyszła z propozycją rozporządzenia nakładającego na platformy internetowe wiele obowiązków, które mają przyczynić się do wytworzenia uczciwego, przejrzystego i przewidywalnego otoczenia biznesowego dla korzystających z nich małych i średnich przedsiębiorców. Jest to kolejny krok szeroko zakrojonej strategii zmierzającej do ograniczenia nadużyć dostawców usług internetowych wobec swych użytkowników biznesowych, będący wynikiem niedoregulowania sektora e-commerce. KE wychodzi z założenia, że internetowi pośrednicy mają dziś ogromną przewagę negocjacyjną wobec swoich użytkowników biznesowych: w zasadzie mogą jednostronnie dyktować im reguły gry, a nawet eliminować z rynku. Przykładowo, w przypadku wyszukiwarek internetowych algorytmy mogą zepchnąć dowolną ofertę na odległą pozycję w wynikach wyszukiwania.

Komosja Europejska w ten sposób wyciągnęła wnioski po podjętych w 2017 r. działaniach wymierzonych w antykonkurencyjne praktyki podejmowane przez wielkie platformy internetowe. Szerokim echem odbiła się zwłaszcza kara w wysokości 2,42 mld euro na spółkę Google za nadużywanie pozycji dominującej na rynku wyszukiwarek internetowych poprzez bezprawne faworyzowanie w wynikach wyszukiwania własnej porównywarki cenowej Google Shopping, przy jednoczesnym obniżaniu pozycji wyników konkurencyjnych serwisów. Z kolei w maju 2017 r. KE podjęła decyzję, w której zaakceptowała zobowiązania zaoferowane przez Amazona w związku z zastrzeżeniami dotyczącymi stosowania przez platformę w umowach dystrybucyjnych klauzul najwyższego uprzywilejowania – zobowiązywały wydawców e-booków do informowania Amazon o korzystniejszych warunkach oferowanych jego konkurentom i uprawniały do skorzystania z takich warunków.

Rozporządzenie swoim zakresem ma objąć relacje dostawców usług pośrednictwa internetowego (np. Amazon, eBay, Allegro, Booking.com) i dostawców wyszukiwarek internetowych (np. Google, TripAdvisor, Ceneo) z użytkownikami biznesowymi, czyli przedsiębiorcami wykorzystującymi te platformy do oferowania konsumentom własnych towarów lub usług.

Najważniejsze propozycje:

  • Zwiększenie przejrzystości informacji publikowanych na platformach. Dostawcy będą musieli zadbać, by warunki użytkowania platform były zrozumiałe i łatwo dostępne dla przedsiębiorców, a wszelkie zmiany komunikowane z odpowiednim wyprzedzeniem. Operatorzy platform cyfrowych będą też musieli zawczasu określić powody ewentualnego usunięcia lub zawieszenia użytkowników biznesowych i jasno wskazać im przyczynę w przypadku sięgnięcia po którykolwiek z tych środków. Ponadto dostawcy usług pośrednictwa internetowego będą zobowiązani do przygotowania oraz udostępnienia ogólnych informacji dotyczących ich polityki w zakresie:

– rodzaju danych wytworzonych w ramach korzystania z ich usług oraz zasad ich ewentualnego udostępniania;

– sposobu traktowania produktów i usług oferowanych przez samego dostawcę usług cyfrowych w porównaniu z produktami i usługami jego użytkowników;

– stosowania klauzul najwyższego uprzywilejowania.

Wreszcie zarówno usługi pośrednictwa internetowego, jak i wyszukiwarki internetowe będą musiały określić kryteria ustalania kolejności wyświetleń towarów i usług w wynikach wyszukiwania.

  • Skuteczniejsze rozwiązywanie sporów. Statystyki KE wskazują, że aż połowa badanych przedsiębiorców z UE natrafia na problemy podczas korzystania z platform internetowych. Przy czym tylko 38 proc. udaje się wybrnąć z tego typu kłopotów. Nowe przepisy nakładają więc na usługodawców obowiązek ustanowienia skutecznych mechanizmów pozasądowego rozwiązywania sporów, w tym przede wszystkim wewnętrznych systemów rozpatrywania skarg. Operatorzy platform cyfrowych będą musieli w swoich regulaminach wskazać niezależnych, profesjonalnych mediatorów do pomocy przy rozwiązywaniu konfliktów. Stowarzyszenia reprezentujące przedsiębiorców uzyskają również uprawnienie do wszczynania postępowań sądowych przeciwko platformom.

Planowana data wejścia w życie: trudna do określenia (proces legislacyjny znajduje się w początkowej fazie).

Projekt kodeksu łączności elektronicznej

To dyrektywa, nad którą kończą pracę Parlament Europejski i Rada. Kodeks skupi się głównie na zapewnieniu lepszej ochrony obywatelom UE korzystającym z usług łączności elektronicznej, w tym połączeń przez internet, aplikacji do przesyłania wiadomości i poczty elektronicznej. Zgodnie z projektowanymi przepisami państwa członkowskie mają zapewnić wszystkim obywatelom dostęp do niedrogich usług komunikacyjnych, w tym do powszechnego dostępu do internetu oraz usług takich jak administracja elektroniczna, bankowość internetowa lub rozmowy wideo. Wśród postanowień projektu znajduje się też zapis o obowiązku wprowadzenia tzw. publicznego systemu ostrzegania, który już z powodzeniem funkcjonuje w Polsce, ostrzegając przed zagrożeniami meteorologicznymi. Dyrektywa nałoży też na państwa obowiązek zwiększenie zasięgu sieci 5G na terenie kraju.

Planowana data wejścia w życie: Spodziewana publikacja w Dzienniku Urzędowym UE do końca 2018 r. Od dnia publikacji dyrektywy państwa członkowskie będą miały dwa lata na implementację.

Rozporządzenie w sprawie jednolitego portalu cyfrowego

Pod koniec września 2018 r. Rada UE przyjęła rozporządzenie w sprawie utworzenia jednolitego portalu cyfrowego. Portal umożliwi osobom prywatnym i przedsiębiorcom dostęp do elektronicznych informacji, procedur oraz usług wsparcia i rozwiązywania problemów. 14 kluczowych procedur administracyjnych w każdym państwie członkowskim UE ma być dostępnych online zarówno dla użytkowników krajowych, jak i dla użytkowników zagranicznych.

Główną przyczyną utworzenia wspólnego portalu było zapewnienie równych praw obywatelom UE funkcjonującym w ramach jednolitego rynku cyfrowego w kontaktach z organami administracji publicznej. Komisja uznała, że skoro dane procedury są dostępne dla mieszkańców jednego państwa członkowskiego, to powinny być również dostępne dla obywateli innych krajów UE. Niestety w chwili obecnej zwykle takiego dostępu nie mają.

Portal powstanie na istniejącej już platformie internetowej Twoja Europa (dzisiaj znajdują się tu głównie porady dla obywateli UE) i będzie zarządzany przez Komisję Europejską we współpracy z krajami członkowskimi UE. Strona dostępna będzie we wszystkich językach urzędowych Unii. Zintegruje kilka sieci i usług, które powstały na szczeblu krajowym i unijnym, by pomóc obywatelom i przedsiębiorcom prowadzić działalność transgraniczną. Dzięki temu za jego pośrednictwem możliwa będzie m.in. rejestracja firmy, rejestracja pracodawców lub pracowników w obowiązkowych systemach emerytalno-rentowych i ubezpieczeniowych, ubieganie się o stypendia i kredyty studenckie, uznawanie tytułów naukowych, składanie wniosku o europejską kartę ubezpieczenia zdrowotnego czy rejestrację pojazdów silnikowych.

Planowana data wejścia w życie: rozporządzenie zostało przyjęte. Po podpisaniu aktu przez Radę i Parlament wejdzie w życie 20. dnia po jego publikacji w Dzienniku Urzędowym UE. Od tej chwili państwa UE będą miały pięć lat, żeby w pełni uruchomić nową platformę, przy czym wiele procedur jest już teraz dostępnych online, a większość zostanie udostępniona przed terminem.

Projekt rozporządzenia o swobodnym przepływie danych nieosobowych

Dotyczy obrotu informacjami niebędącymi danymi osobowymi, przechowanymi coraz częściej w platformach typu chmura. W zamierzeniu KE powinny one zostać uregulowane w ramach jednego, spójnego rynku obejmującego całą UE. Nowe regulacje mają wprowadzić zakaz wymagania przez państwa, aby operatorzy danych przechowywali je na terenie kraju. Jedynym wyjątkiem potwierdzającym takie zachowanie będzie mógł być wzgląd na dobro publiczne. Organy państw członkowskich będą miały zapewniony dostęp do danych nieosobowych w ramach przeprowadzanych kontroli, niezależnie od tego, w którym kraju będą znajdować się te dane. Proponowane przepisy mają też wprowadzić kodeksy dobrych praktyk w stosunku do dostawców usług przechowywania danych w chmurze.

Planowana data wejścia w życie: prawdopodobnie w 2019 r. Dobiega końca proces legislacyjny. 4 października Parlament Europejski przyjął rozporządzenie. Wkrótce ma być ono zatwierdzone także przez Radę UE i najpewniej będzie opublikowane jeszcze przed końcem roku. Państwa członkowskie będą mieć pół roku na drożenie nowych przepisów.

Projekt dyrektywy w sprawie zwalczania fałszowania i oszustw związanych z bezgotówkowymi środkami płatniczymi

Projektowana dyrektywa ma określić minimalne normy odnoszące się do definicji przestępstw i określania kar w dziedzinie fałszowania i oszustw związanych z bezgotówkowymi środkami płatniczymi. Akt ten zobowiąże państwa członkowskie do uznania za karalne jako przestępstwo użycie skradzionego lub podrobionego instrumentu płatniczego. Unijny prawodawca wymaga też uznania za przestępstwo działań umyślnych, mających na celu oszukańcze wykorzystanie instrumentów płatniczych. Oba te przestępstwa mają być objęte karą powyżej pięciu lat więzienia, gdy dotyczą korzyści wynoszącej co najmniej 20 000 euro. Dyrektywa wymaga też, aby karane były także formy podżegania, pomocnictwa i usiłowania powyższych przestępstw.

Planowana data wejścia w życie: jeszcze nie jest określona. Obecnie trwają prace w PE.

Projekt rozporządzenia w sprawie zapobiegania rozpowszechnianiu w internecie treści o charakterze terrorystycznym

Zostanie skierowane głównie do operatorów platform internetowych, którzy oferują swoje usługi na terenie UE, takich jak Facebook, Microsoft czy Twitter. Treści terrorystyczne, co do których właściwe organy wydadzą nakaz usunięcia, powinny zniknąć z internetu w ciągu godziny. Nowa regulacja zakłada wzmożoną współpracę między dostawcami usług, państwami i Europolem. Usługodawcy zostaną zobowiązani do prowadzenia całodobowych punktów kontaktowych, aby ułatwić przeciwdziałanie rozpowszechnianiu terroryzmu. Państwa wprowadzą wysokie kary pieniężne za nieprzestrzeganie przez usługodawców hostingowych nowych regulacji. Będą mogły sięgać nawet do 4 proc. obrotu w poprzednim roku obrotowym.

Planowana data wejścia w życie: nieznana. Trwa praca nad projektem. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.