Walka z RODO-szaleństwem
Przeczytałem kilka dni temu tekst, rzekomo ekspercki, pewnej pani mecenas z kilkunastoletnim doświadczeniem zawodowym. Podała ona jako przykład zastosowania RODO sytuację, w której czytelnik prowadzi osiedlową piekarnię. I jeśli tylko sprzedaje chleb bezglutenowy, powinien stworzyć rejestr jego nabywców. Przetwarza bowiem informacje o diecie klienta (sic!). Zastanawiam się, czy w związku z tym wspomniany właściciel piekarni powinien też legitymować klientów – no bo warto byłoby ten chlebek powiązać z nabywcą. Chyba że wpisywać należy „wysoka blondynka, lat ok. 40 – chleb bezglutenowy”.
Z dobrze znanej mi spółdzielni mieszkaniowej po wejściu RODO w życie wyrugowano zwyczaj posługiwania się nazwiskami. Jej członkowie nazwisk już nie mają. Zostali ponumerowani. Po wejściu do pokoju administrator w spółdzielni nie powie już „panie Słowik”, tylko „panie 17363”. Obawiam się, czy nie zaczną tatuować.
Niektórzy politycy na RODO-szaleństwie postanowili nawet zbić kapitał polityczny. Robert Biedroń (to ten, który się chce do każdego przytulać) postulował kilkanaście dni temu, by w Polsce „zawiesić stosowanie dyrektywy RODO”.
Dobitnie zatem widać, że ludziom trzeba wyjaśniać, iż problem jest nie w RODO, lecz w tym, jak idiotycznie oni je rozumieją. Dyrektywa nie służy przecież pogrążeniu małych przedsiębiorców. Nie ma też na celu spowodowania, by ludzie czuli się jak w NIEMIECKIM obozie. Chodzi – tylko i aż – o lepszą ochronę naszych danych osobowych. Chronić je zaś powinny przede wszystkim wielkie korporacje, a nie właściciel lokalnej piekarni. Ten drugi oczywiście też musi przestrzegać pewnych zasad, ale w ramach swoich możliwości. I o tym właśnie pisze Dominik Lubasz z ekipą w bardzo udanej książce „RODO dla małych i średnich przedsiębiorstw”. Pokazuje, czym dyrektywa w rzeczywistości jest, wykazując tym samym, że przeciętny polski przedsiębiorca nie ma powodów do obaw. Zarazem książka jest napisana i zredagowana w przystępny sposób, tak by zrozumieli ją nie tylko prawnicy. Na pochwałę zasługuje fakt, że autorzy umieścili wiele tabel i przykładów, które ułatwiają przeciętnemu odbiorcy zrozumienie, o co właściwie w przepisach chodzi.
Książka pod redakcją Dominika Lubasza nie jest najbardziej kompleksową pozycją o RODO, ale też wcale do tego miana nie aspiruje. Jest swego rodzaju poradnikiem dla tych, którzy czytają o ochronie danych osobowych z musu. Na tyle udanym, że nawet czytając z konieczności, można mieć z tej lektury trochę przyjemności. ©℗
„RODO dla małych i średnich przedsiębiorstw”, D. Lubasz (red.), Wolters Kluwer, Warszawa 2018.
PSŁ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu